czwartek, 16 listopada 2017

24. Związki i demony

Kontynuując trochę myśl z poprzedniego wpisu, biorę na tapetę związki, wszelkie.
Jeśli wiemy, że wzorem jest: nie potrzebuję nikogo, a nikt nie potrzebuje mnie, ponieważ wiemy, że wszystko i wszystkich mamy w sobie, co sprawia, że potrzebujemy czyjejś obecności?

Wzór: całkowita wolność i chęć przebywania z kimś, a nie przymus.
Co widzimy dookoła? Zdecydowanie nie to (do czasu) :)

Rodzina: muszę, bo…
Znajomi: muszę, bo…
Praca: muszę, bo…
Partner: muszę, bo…

Co nam mówi, że coś musimy? Co chce, żebyśmy myśleli, że Twin coś musi? Dlaczego ktoś miałby chcieć, żebyśmy zmuszali się do kontaktu z kimś innym, pod pozorem „tak trzeba”, „tak wypada”, „nie mam innego wyjścia”? Dlatego, że ten ktoś wie co się dzieje, gdy wchodzimy w kontakt ze sobą nawzajem, nie będąc świadomymi, że nasze reakcje powodują konieczność wyrównania energii, a to oznacza karmę, gdy jeszcze nie uwolniliśmy się z tego cyklu.

Jeśli postawimy jednego człowieka z blokadami naprzeciwko drugiego i zaczną rozmowę mając rożne opinie na pewne tematy, a nie znając konsekwencji sprzeczki lub kłótni, będą próbowali udowodnić swoje zdanie i przedstawić własną perspektywę jako właściwą, ponieważ nie wiedzą, że ich zadaniem jest opanowanie ego i obserwacja siebie. Jeśli wchodzimy w sprzeczkę, pozwalamy demonom, które mają do nas dostęp poprzez Houses of ego, na sterowanie nami. Jeśli unosimy się prezentując nasze zdanie jako ważniejsze niż drugiej osoby, zapraszamy te demony do siebie i pozwalamy w nas mieszkać, a to robi z nas osoby, które bardzo łatwo wyprowadzić z równowagi, a z czasem, jeśli powtarzamy takie zachowania trwając w negatywnym ego, często przez wiele inkarnacji, coraz bardziej pozwalamy demonom na wejście w nas, coraz mniej zostawiając miejsca dla światła i połączenia z Bogiem.

Demony jako takie są częścią ludzkiej kreacji, tak jak światło są częścią początkowej iskry stworzenia i tak samo jak ludzie są niewolnikami na tej planecie, będąc zmuszanymi do wykonywania poleceń na rzecz kontrolerów, nie pamiętając, że są wolnymi stworzeniami, bo tak samo jak ludzie, nie posiadają pamięci o swoim pochodzeniu. Imposter Spirits, te wszystkie fragmenty dusz, demony itd. były kiedyś ludzką świadomością, która w wyniku defragmentacji, czasem wyborów danej duszy prowadzących do upadku, rozkawałkowała się tak bardzo, że przestała pamiętać skąd przyszła, więc kontrolerzy zrobili z niej użytek, zmuszając do pracy dla nich, tak samo sterując tamtą świadomością, jak i naszą.

Gdyby nie było kontrolerów, demony pozwoliłyby nam odnaleźć kierunek o wiele szybciej, jednak kontrolerzy wykorzystali je do działania na naszą niekorzyść, czyli wywoływania bólu i cierpienia, a ludzi nastawiając przeciwko demonom, pokazując je jako złe. W momencie, kiedy i jedna, i druga siła widzi siebie jako wroga, nie może współpracować i doprowadzić do punktu zero. Jeśli wypieramy istnienie ciemności, jeśli odpychamy możliwość, że mamy ją w sobie, nie jesteśmy w stanie doprowadzić do neutralności i trwa wewnątrz nas walka, której nie chcemy widzieć. To walka dwóch polarności. Jeśli z góry zakładamy, że to, co widzimy w drugim człowieku nie znajduje się w nas, stawia nas to w pozycji kogoś, kto odrzuca taką wersję siebie, a to powoduje podziały i walkę, wychodzącą poza nas, manifestującą się jako walka w materii, typu ja kontra reszta świata.

Jeśli mamy dwóch wcześniej wspomnianych osobników trwających przy swoich racjach, zamiast próby poszukania w sobie tego, co pokazuje druga osoba i wyciągnięcia wniosków, mamy dwoje ludzi, którzy nie walczą ze sobą nawzajem, a tak naprawdę toczą wewnętrzną walkę rożnych fragmentów siebie. Jedne akceptują, inne nie. To nie jest jedność, to nie nie jest bycie kompletnym.

Naszym celem jest akceptacja tego co mówi, robi druga osoba, bez konieczności chęci zmiany tego zachowania lub zdania. Chcemy, żeby ta osoba mogła mieć odmienne zdanie, tak jak my chcemy mieć wolność odmiennego zdania, ale również chcemy zbadać jak to odmienne zdanie ma się do nas samych. Nasze reakcje myślowe, słowne, emocjonalne, mówią o tym jak traktujemy sami siebie i gdzie mogą być nasze słabe punkty, gdzie czegoś nie dostrzegamy, gdzie są blokady, które pokazują, że nie widzimy siebie i innych jako równych.

Punkt obserwatora to obserwacja swoich reakcji, myśli, emocji w danym momencie, bez oceny typu złe lub dobre. Lisa Renee nazywa to byciem Współczującym Świadkiem. Jeśli postrzegamy nasze reakcje, emocje, myśli jako nie nasze całkowicie, a raczej jako świadomość, jako energia manifestująca się w nas w wyniku danej sytuacji, możemy zbadać czy nam z nimi dobrze, nie oceniając siebie jako złego lub dobrego w związku z tym, że się pojawiły. To daje również możliwość nauczenia się, że nasz punkt widzenia zmienia się wielokrotnie, a to pozwala nie przywiązywać się do danych osądów czy opinii, czyli np. nie kłócić się dla zasady, bo „zawsze trwałem przy tym zdaniu” lub „zawsze tak robiłem”.

Punkt obserwatora to również obserwacja innych, obserwacja sytuacji codziennych, obserwacja konceptów w społeczeństwie, rodzinie, mediach. To pozwala podjąć decyzje co nam nie służy i odłączyć się od tego, kierując się własnymi decyzjami, autonomicznie.

Jednak wracając do demonów, jeśli zaprosiliśmy kiedykolwiek do siebie te siły, nawet nieświadomie, mogą być do nas przyczepione, wpływając na nasze reakcje i decyzje, korzystając z prawa „nie jest świadomy, że może wybrać wolność, więc mu ją zabiorę”. Zgadzając się wejść w ciało na tej planecie, przyjęliśmy na siebie cały bagaż dotyczący jej mieszkańców, zaczynając od linii biologicznej rodziny, a jak wiemy linia rodzinna to wieeeeeeki, a to oznacza miliony wcieleń, a to oznacza… nieskończoną liczbę możliwości jeśli chodzi o zboczenie ze ścieżki pozytywnego ego jakiegoś przodka. Jeśli jesteśmy Twinami, na pewno weszliśmy w linie rodzinne, które są mocno obciążone. Możemy wiec spodziewać się szeregu demonów przyczepionych do rodziny, bo nikt tego nie anulował, nie odwołał. Ludzkość jest kreatywna, więc i nieskończona ilość pomysłów jest w obrębie tego, co można zrobić, żeby się uratować, zdobyć coś dla siebie, itd. Wszelkie klątwy, zaklęcia, oddawanie duszy w zamian za coś, rytuały, magia, to się działo. Nie u ciebie? Hm. Jesteś pewien? Wiesz, co robili członkowie twojej linii rodzinnej w czasach Atlantydy, Egiptu, w czasach krzyżackich wojen religijnych…? Jesteś pewien, że twoja rodzina jest dość zamożna nie dlatego, że kiedyś ktoś uprawiał jakieś czary związane z pieniędzmi? A czy jesteś pewien, że nie złożyliście np. ślubów ubóstwa lub milczenia? Skąd wiesz, że jakiś twój przodek nie uprawiał seksualnych orgii i nie mordował ludzi? Skąd wiesz co siedzi w twojej genetyce, jeśli cię tam nie było i nie masz bezpośrednich wspomnień? Nie wiesz tego, a jednym rozwiązaniem, żeby wyłapać to, że coś jest nie tak i coś ci nie pasuje, jest obserwowanie siebie i swoich reakcji.

Intencje stojące za naszym zachowaniem i reakcjami są bardzo ważne. Intencje te w naszym zakresie możemy zbadać, jednak intencje stojące za tym co nas otacza również należy zbadać, ponieważ jak i u nas nie zawsze są takie, jakie się prezentują, bo taka jest natura Imposter Spirits. Przedstawiają się jako coś innego, niż są w rzeczywistości.

Czy wiesz, że jeśli idziesz do kościoła, zgadzasz się brać udział w tym, co reprezentuje sobą ta instytucja? Oddajesz swoją energię i siłę pośrednikowi, ale czy znasz jego intencje i tego co z twoją energią zrobi?

Czy wiesz, że jeśli idziesz do lekarza, szpitala, bierzesz leki, oddajesz swoją energię i siłę pośrednikowi i że zarówno osoba, jak i instytucja może mieć ukryte intencje odnośnie tego, dlaczego ci pomaga?

Czy wiesz, że jeśli idziesz do szkoły, na studia, gdzie intencje edukowania w dany sposób są ukryte, oddajesz swoją energię i siłę pośrednikowi?

Wiedza duchowa, możliwość samoleczenia, rozwoju, itd. – to mamy w sobie, ale zgadzamy się na pośredników, bo nie mamy pewności odnośnie swoich własnych przekonań, wniosków, wewnętrznej mądrości i wiedzy (nie mówię, że wszyscy wykonujący dane zawody mają złe intencje i mamy np. w momencie kryzysu członka rodziny zrezygnować z leczenia, ponieważ jesteśmy jeszcze w okresie przejścia ze starego w nowe, ważna jednak jest nasza świadomość). Ciężko, żebyśmy ją mieli, skoro z każdej strony mówione jest jak żyć, jak myśleć, czego pożądać. Dodatkowo mamy o sobie niskie mniemanie, ponieważ Imposter Spirits szepczą nam do ucha: jesteś głupi, brzydki, nie zasługujesz, nie dasz rady, nie rób tego, nie rób tamtego. Uznajemy to za własne myśli, własne przekonania, a tak nie jest. To manipulacja, iluzja, w celu odciągnięcia ludzi od ich własnej boskości, od ich własnej siły, bo jeśli nie będzie kogo kontrolować, będzie po wszystkim. I tego właśnie chcemy my :) Uwolnienia się całkowicie.

Intencja z jaką coś robię czy mówię jest niesamowicie ważna. Jeśli nie wiem dlaczego coś robię, nie znam głębi, oddaję czemuś kontrolę. Jeśli np. opiekuję się chorą osobą, ale nie mam cierpliwości lub denerwuje mnie, że muszę to robić, ale nie przyznaję się do tego sama przed sobą, nie ma spójności w moim zachowaniu i intencjach. Jeśli jestem z kimś w związku z ukrytych motywów, okazując uczucia, których nie ma, jestem nieszczera, wiec zapraszam rodzaj demonicznej siły do mojego wnętrza, która rezonuje z takim sposobem działania. Tak jak rezonujemy ze światłem, tak rezonujemy z ciemnością. Jeśli chcę być z Twinem, bo coś mnie dramatycznie przyciąga, ale nie wiem co, oznacza to, że coś mną kieruje i popycha, a ja poddając się temu, oddaję władzę nad sobą komuś innemu, wystawiając się na kontrolę sił, których nie widzę i nie znam. Najlepsze rozwiazanie? Szczerość, prawda, otwartość (zaczynając od szczerości ze sobą i ciągłego poszukiwania odpowiedzi). Nie zawsze się da? No właśnie :) A powinno. Stąd poszukiwania źródła.

Gdy przestajesz bać się demonów, gdy widzisz je jako niewolników i rozumiesz jak działają, możesz wyłapać w których momentach na ciebie działają i postanowić od teraz działać inaczej. Jeśli np. myślisz o kimś źle, wyłapujesz to i postanawiasz, że nie chcesz tego kontynuować, próbując znaleźć w sobie momenty i  źródło tego zachowania względem siebie. Najczęściej to, co myślimy o tej osobie, myślimy i o sobie, lub myśleliśmy w jakiejś inkarnacji, lub przejęliśmy takie myślenie z linii rodzinnej, bo np. ktoś z przodków uznawał takie zachowanie za złe i w momencie śmierci przyczepił się do linii rodzinnej, powodując, że cała linia powtarza taki wzór myślenia – to też się zdarza. I tak jak mówię, nie ma innej opcji niż obserwacja siebie i chęć zmiany swojego postępowania na bycie najlepszą wersją siebie.

Odkąd przestałam odrzucać taką możliwość, odkąd rozumiem jak działają siły sataniczne (fałszywa matka) czy lucyferyczne (fałszywy ojciec), w momencie czyszczenia, raz na jakiś czas, w asyście Aurory otwieram portal, przejście i informuję Imposter Spirits odnośnie ich praw. Pozwalam im na wybór, mogą zostawić nas w spokoju, czyli uwolnić się spod wpływu kontrolerów już teraz lub i tak będą musiały opuścić planetę, z tym, że wtedy ich karma będzie większa.

Nasze reakcje, jeśli przeżyliśmy traumę i musieliśmy wyrobić w sobie mechanizmy obronne, bardzo często są sterowane przez takie demoniczne podłączenia, które lubują się w naszym cierpieniu. Jeśli trauma była tak mocna, że kawałek nas znajduje się za ścianami separacji, czyli nie pamiętamy o jego istnieniu, będą na niego wpływały, ponieważ jeśli odrzucamy siebie, traktują ten kawałek jako niczyj. Jeśli odważymy się spojrzeć na to skąd pochodzą dane myśli, emocje, jeśli mamy w sobie dedykację poznania ich źródła, zostanie one stopniowo uwolnione, a to umożliwi integrację zapomnianego fragmentu z nami i zabranie dostępu do nas demonom i innym stworzeniom, które nie są niczym niezwykłym. Dotyczą nas wszystkich, z każdym miały styczność przeróżne ich odmiany, a strach ma wielkie oczy. Pokonując strach, przestajemy być jego ofiarą i przychodzi zrozumienie. Inaczej jesteśmy nadal niewolnikami.

Wracając do związków, każdy z nich był zawsze po coś, najczęściej żeby pokazać sobie nawzajem takie właśnie miejsca, w które nie chcemy zajrzeć. Jeśli wchodziliśmy z kimś w związek, mając nadzieje na to, że to już na zawsze, biorąc ślub i czekając na „żyli długo i szczęśliwie”, wchodziliśmy w iluzję o związku (tęskniąc podświadomie za Hieros Gamos) i pakując się na minę, mianowicie nie wiedząc, że dana osoba jest tylko na jakiś czas i żeby coś nam pokazać. Związując się „na zawsze”, chcąc posiadać, chcąc mieć pozorne bezpieczeństwo, sami robimy z siebie niewolników. Tak samo jest z rodziną, jeśli mamy niezdrowe przekonania, że coś musimy (a chodzi przecież o uleczenie wzorów), ze znajomymi (o czym już pisałam), czy choćby z pracą (szkolimy się w danym kierunku i chcemy sukcesu, gdy nagle zmienia nam się kierunek zainteresowań, co tłumaczymy wypaleniem, a jest to zwyczajna zmiana wersji nas i integracja wspomnień i talentów z innych inkarnacji).

Nie jest inaczej i w przypadku Twina. To, co raz obowiązywało, zmienia się cały czas, bo i my mamy miliony wersji. W zależności od tego jak duże są nasze kontrakty, tak dużo trzeba będzie wyczyścić, stąd jedni pracują w kontakcie ze sobą, a inni w odosobnieniu, bo kiedy w grę wchodzi taka ilość sytuacji z Imposter Spirits, pozabijanie się nawzajem nie byłoby wcale niemożliwe. Musimy rozumieć, że Twin będący naszym monadycznym bliźniakiem, genetycznie równym, ma w sobie dokładnie to co my, czyli nie możemy powiedzieć: ja taka nie jestem, to on. Nie ma takiej możliwości, za to jest możliwość ukrytych części w nas i jeśli odrzucamy jakąś wersję Twina, odrzucamy też siebie (i przy okazji jedność z ludzkością, i z Bogiem).

Jednak integracja danej "ciemnej" wersji nas nie oznacza chęci kontynuowania danego zachowania. Oznacza obserwację i akceptację, że jakiś aspekt nas jest taki, co nie robi go mniej boskiego. To tylko chęć odwracania wzroku, odrzucenie powoduje separację nie dość, że wewnątrz, to miedzy nami a Twinem, a także miedzy nami a innymi ludźmi, nami a innymi rasami, itd. Kontrolerzy chcą nas dzielić, ale my mamy inne plany :)

Czy to znaczy, że mamy zgadzać się na coś wbrew sobie lub chować się w domu, żeby nie wywoływać żadnych reakcji? Nie, ponieważ kontakty z innymi są nam potrzebne, stopniowo ewoluując, aż taka potrzeba zniknie. Im wyższy poziom rozwoju, tym mniejsza potrzeba przywiązywania się do kogokolwiek. Związki karmiczne są potrzebne do nauki, my natomiast już nauki nie potrzebujemy. Non-attachment, czyli brak egoistycznego przywiązania, jest konieczny do znalezienia swojego kręgosłupa, żeby móc podejmować własne decyzje, oparte o własne przekonania, własne odczucia, niezależnie od opinii innych. Często na początku słyszałam od was, że „Twin powiedział, że w to nie wierzy”, „Twin nie lubi tego”, ale to właśnie jest nasze zadanie, żeby odnaleźć się w tym wszystkim, ponieważ nie możemy opierać się na opinii Twina, czy kogokolwiek innego. Dlaczego? Ponieważ każdy ma własną perspektywę, zmieniającą się na podstawie doświadczeń i emocji. I dlatego też często podkreślam, że macie prawo mieć w nosie moje zdanie. Co nie sprawia, że przestanę myśleć tak jak myślę lub nie zmienię zdania za chwilę, bo wersje mnie są różne, a praca trwa nadal. Ostatecznie chodzi o jedność i wspólną świadomość opierającą się na służbie prawu jedności, a to znaczy, że niezależnie od tego jak krętą drogą, dotrzemy tam gdzie trzeba, każdy w swoim czasie, myśląc jak jedno, ale będąc niezależnymi jednostkami.

Jeśli nie chcemy bawić się z demonami, obserwować trzeba non stop. Męczące? Ja już się przyzwyczaiłam, choć będąc po drugiej stronie czułam się od tego wolna :) Obserwować i wybierać swój autorytet, swoją drogę, to w którym kierunku chcemy podążać, obserwować jak się czujemy, myślimy i czy nam z tym dobrze. I chcieć to zmieniać. Chcieć wracać do centrum, nie trwać w polarności. Być otwartym na inne zdanie, inne spojrzenie, ale znać i swój środek. Czasem nasz środek wydaje się nasz, jednak okazuje się, że zaczyna nas uwierać i trzeba go trochę uaktualnić :) To nic złego. Mówcie mi zmiana. I pomyśleć, że byłam upartym koziorożcem ;)

Sharny powtarza, że miłość to wykrzywienie, polarność. Rozumiesz i potrafisz to zaakceptować kochany czytelniku? High five! Buziaki wszystkim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz