piątek, 17 listopada 2017

25. Wiedza

Kontynuując temat wspólnej świadomości, nasza planeta składa się z rożnych warstw, współgrających ze sobą, dokładnie tak jak warstwy naszych ciał ze sobą współgrają. Zarówno jak nasze ciała mają czakry i zbudowane są na takim samym podstawowym wzorze 12 Tree Grid na poziomie materii (ten wzór zmienia się w miarę jak integrujemy większe ilości światła), tak planeta posiada taki wzór podstawowy i czakry, a także szereg energetycznych punktów, jak w przypadku naszych ciał.

Magnetosfera jest naszymi Planetary Logos, czyli powiedzmy, że planetarnym mózgiem, zbiorem informacji, wiedzy, instrukcji odnośnie naszej rasy, planety itd. Aktywność słońca dostarcza nam sekwencje informacji, które przechwytywane są przez magnetosferę i następnie w dużym uproszczeniu przekazywane powinny być do niższych warstw atmosfery aż dotrą do każdego indywidualnego człowieka. Nasza planeta posiada również sieć energetycznych połączeń, oplatających ją całą, które rozprowadzają informacje, a nasze ciała posiadają takie linie również, co powoduje, że te informacje są odbierane przez każdego z nas. Nazywamy je Ley Lines. Jesteśmy wiec połączeni i z planetą, i ze sobą nawzajem, jedną i tą samą siecią, więc… łączy ona wszystkich i wszystko, stąd kolektyw myśli.

Powinniśmy moc bez przeszkód łączyć się z naszym planetarnym mózgiem, jednak kontrolerzy postanowili nam w tym przeszkodzić. Zainstalowano w naszym planetarnym mózgu programy, architekturę, zrobiono dziury, zmanipulowano, co sprawiło, że ludzkość została zamknięta niemal pod kopułą (zerknijcie np. na Frequency Fence) złożoną z sieci nadajników wysyłających do każdego człowieka to, co kontrolerzy chcieli, żeby ludzie wiedzieli, wpływając na każdy aspekt życia. Zostały wyczyszczone prawdziwe wspomnienia odnośnie historycznych wydarzeń, a zamiast tego zainstalowano np. wstawki holograficzne, które ludzie uznali za prawdziwe wersje zdarzeń. Najeźdźcy zrobili wszystko, żeby podbić planetę jak najmniejszym wysiłkiem, korzystając w ich mniemaniu z ludzkiej naiwności, ponieważ ludzie nie posiadali wiedzy odnośnie tego jak działają te struktury, za to oni znali te mechanizm, więc z łatwością mogli je zastosować. W ten sposób wprowadzono brutalne religie, kontrolerzy przedstawili siebie jako fałszywych bogów, wprowadzono programy mind control. Wszystko po to, żeby nas zniewolić i poróżniż ze sobą, a użyto do tego męskiego pierwiastka, którym są myśli (Rod). Naszym zadaniem, miedzy innymi, jest naprawić te wypaczenia, naprawiając sposób myślenia ludzkości, zaczynając od nas samych i tego, co się przed naszymi oczami prezentuje. Nie jest to proste, ponieważ zwyczajnie NIE WIEMY co jest możliwe lub co możemy zrobić, dopóki nie zrobimy kroku w ciemno lub dopóki ktoś nie wywoła w nas czegoś, stąd triggery, które są spotkaniem naszych przekonań z czymś, co poszerza naszą ograniczoną perspektywę, a często wiąże się to z odpuszczeniem czegoś, co wydawało nam się bezpieczne. Stąd emocje.

Moja droga od samego początku opierała się na wiedzy i jej braku. Bolesne dla mnie było to, że WIEM, a jednocześnie nie wiem. Bolesne było poczucie, że jestem jak dziecko, które i chce wiedzieć, i boi się zapytać, bo… nawet nie ma kogo zapytać. Jeśli jest się ofiarą narcyzmu (ja i Twin), gdzie na porządku dziennym jest gaslighting i robienie z nas wariata, mamy ogromny strach, że to z nami może jest coś nie tak. Dołóżmy do tego Twin Flames i mamy w sobie strach nie do przejścia. Dołóżmy Imposter Spirits i mamy punkt bez wyjścia. Musiałam znaleźć w sobie siłę do tego, żeby chcieć wiedzieć, pomimo wszystko, żeby nie odpuścić, choćby mówiono, że oszalałam.

Przez całe moje życie i wiedziałam, i nie. Nie wiem jak inaczej to opisać, ale to jakby ktoś nałożył mi zaciemnienie na większość istotnych rzeczy, a ja widziałam je z drugiej strony, ale nie potrafiłam odczytać. Podejrzewam, że tak może czuć się osoba w śpiączce, czyli słyszy głosy otoczenia, ale ani nie może ich dokładnie zrozumieć, ani nie może przebić się na drugą stronę. Moja wiedza to była wewnętrzna wiedza związana z tym skąd pochodzi moja świadomość, opierająca się na podstawach Prawa jedności, natomiast dookoła mnie toczyło się życie na planecie, której zasad nie znałam. Czułam się jak nie stąd i wielokrotnie powtarzałam, że przydałby się jakiś podręcznik życia na Ziemii. Wszyscy dookoła radzili sobie świetnie (w moim mniemaniu), a ja w swojej naiwności odnośnie ludzkich intencji byłam jak nie stąd.

To samo tyczyło się historycznych faktów (nie chciały mi wejść do głowy) lub wszystkiego co związane z urzędami i administracją, ponieważ znałam świat bez tego wszystkiego, wyczuwałam nieprawdę na odległość i wszystko, co nie było organiczne chciałam trzymać z dala od siebie. Brałam udział w życiu, które prowadziła moja świadomość w materii, jednak wersja mnie, która była wyżej wibracyjna, sięgała już na starcie ponad ograniczenia pod którymi żyli inni ludzie, więc byłam jakby jedną nogą tutaj, a drugą tam. Wiele konceptów zupełnie do mnie nie trafiało, ale w związku z tym, że przez wiele lat filtrowałam to wszystko i nie wypuszczałam (nie wiedziałam, że mam to robić), szłam przez życie na granicy emocjonalnego wybuchu. Jakakolwiek przeszkoda, jakikolwiek konflikt groził łzami lub wybuchem. To dlatego, że te emocje były we mnie skumulowane i tak silne, że gdy już się wydostawały, nie robiłam tego w sposób bezpieczny dla siebie, a taki, żeby wyszło ile się da i przestało boleć. Nie potrafiłam konstruktywnie, logicznie wytłumaczyć dlaczego mam inne zdanie, ponieważ nie miałam podparcia moich wewnętrznych odczuć.

Nosimy w sobie przekonania, które nie tylko uznajemy za coś naszego, ale również takie, które są do nas wysyłane, zaciemniając nam własne osądy. Tak powstaje konflikt wewnątrz nas, czyli nie znamy odpowiedzi na pytanie jak ma być, jaki jest nasz kręgosłup. Posiadamy również zapis wspomnień połączony z emocjami, który mówi nas myli. Jeśli czujemy jako dziecko, że coś jest nie tak i np. protestujemy, ale nikt nas nie chce słuchać, bo uznaje, że to on ma rację lub, że mówimy głupoty uznajemy w końcu, że nasze osądy są błędne i przestajemy protestować, godząc się z tym i kontynuując wewnętrzny konflikt, chowając również emocje z tym związane. W moim dzieciństwie, kiedy jako kilkulatka darłam się wniebogłosy, gdy chciano mi zrobić szczepionkę lub zastrzyk WIEDZIAŁAM że to nie jest ok, ale nie potrafiłam nikomu tego wytłumaczyć. Moje ciało protestowało, a otoczenie interpretowało to jak? Że boję się igły lub jestem niewychowane, lub dodajcie sobie własną interpretację. Co było we mnie? Wszystko :) Wiedza, że zastrzyk nie jest dla mnie dobry, myśli o tym, że zastrzyki bolą, które odbierałam z otoczenia (lęki i wspomnienia innych, bo tak bardzo zasysałam to do siebie) i pewnie jeszcze cała reszta „myśli” innych ludzi. Ściągałam do swojego małego ciała wszystko związane z tym tematem, ale oczywiście nie rozumiałam tego. Zostało więc we mnie zapisane to zdarzenie jako coś bolesnego i wzór: nikt mnie nie rozumie, nie słucha, moje zdanie jest nieważne.

Wszyscy mamy takie wspomnienia, każdy je na swój sposób interpretował, każdy miał swoje własne emocje do nich przypisane. Z takich zdarzeń biorą się też nasze wzory według których postępujemy. Jeśli ktoś nas krzywdzi i potrzebujemy pomocy, a ktoś naszą potrzebę bagatelizuje, utrwalamy ten wzór. Jest krzywdzącym jest rodzic, utrwalamy w sobie ten wzór i jesteśmy idealnym przekaźnikiem programu False Parent, o którym już kiedyś wspominałam.

Gdy uczy się nas, że rodzic lub nauczyciel wie lepiej, tego się trzymamy, tym bardziej jeśli mamy w sobie rany z wczesnego dzieciństwa, kiedy rodzic właśnie taki obraz siebie przedstawiał. Pamiętam jak matematyka lub fizyka nie chciała mi wchodzić do głowy i ostatecznie lądowałam u dziadka lub wujka, żeby mi coś wytłumaczyli. Kończyło się moim płaczem i fochem, a w skrajnych przypadkach konfliktem między nimi samymi, mającymi własne teorie rozwiązania zadania :) Dlaczego? Bo każdy z nas ma w sobie zapisane: musisz wiedzieć, a jednocześnie robione nam jest wszystko, żebyśmy nie wiedzieli, co jest źródłem cierpienia.

Jeśli mamy w sobie wewnętrzny konflikt (wiele możliwości rozwiązania danego problemu, które pochodzą z rożnych timelinów, rożnych wspomnień) czujemy, że nie wiemy, nie jesteśmy odpowiednią osobą do udzielenia jednoznacznej odpowiedzi, wiec albo unikamy decydowania, albo trzymamy się jednego rozwiązania, bo spojrzenie na inne wywołuje dyskomfort i zagubienie, a tego nie chcemy. Ludzie funkcjonujący w zamkniętym świecie świadomości na poziomie 3D, trzymają się perspektywy ograniczonej do tego, co uznali za właściwe i nie są skłonni do bycia elastycznymi. Spotkanie takich osób grozi konfliktem, ponieważ każdy z nich będzie obstawał przy swoim, nie chcąc zobaczyć perspektywy drugiej osoby. Dlaczego? Ponieważ gra tutaj klasyczny program Victim/Victimizer. Jeśli nie chcę być ofiarą, bo to boli, staję się katem. Jeśli nie rozwiązałem swojego wewnętrznego konfliktu, będę obstawał przy tym, co wydaje mi się ok, bo tak jest bezpieczniej. A wszystko z poziomu podświadomości. Drugi program, czyli Divide and Conquer (dziel i podbijaj) jest przeniesieniem konfliktu na szerszy obszar. Jeśli skłócimy jednostki, możemy skłócić też grupy, co prowadzi do większego konfliktu. Jeśli połączymy te dwa programy, gdzie nikt nie chce być ofiarą i każdy chce mieć rację mamy podłoże wojen, gdzie jedna grupa chcąc zapobiec wyższości drugiej grupy, więc staje się prowodyrem konfliktu. W ten sposób kontrolerzy nie muszę wiele robić, żeby ludzie sami ze sobą walczyli i wywoływali cierpienie członków tej samej rasy. Widząc wrogów w sobie nawzajem nic nie zmienimy.

Kiedy spotykamy Twina, spotykamy swoje własne lustro, które pokazuje nam wszystkie działające u nas programy i nierozwiązane konflikty, co zwykle oznacza, że gdy jedno jest ofiarą, drugie staje się katem i na odwrót. To dlatego, że nasza świadomość staje oko w oko z tym, że wewnętrzna prawda jest inna niż to co w danym momencie nam się prezentuje i… wpadamy w panikę. W zależności od tego jaka była nasza indywidualna droga i jaka jest nasza rola tutaj, przedstawiane nam są jak na tacy przekonania, wzory myślenia, coś co uznawaliśmy za znane i za obowiązujące, jako konflikt z kimś z kim nade wszystko nie chcemy być w konflikcie, a to zmusza nas do spojrzenia na nasze wnętrze, co jest tak bolesne, że nasze ciało emocjonalne doznaje szoku. Niektórzy nie mają tak intensywnego oczyszczania ciała emocjonalnego, ja jak najbardziej. Każda konfrontacja mojej wewnętrznej wiedzy z tym, co prezentowało się w mojej rzeczywistości była jak zderzenie z ciężarówką. Skoro czuję jak powinno być, to dlaczego jest inaczej?

Było inaczej, ponieważ musiałam pozbyć się wszystkiego, co blokowało moje postrzeganie świata z perspektywy wyższej niż ta zamglona i emitowana przez kontrolerów rzeczywistość. To tak jakby nałożone zostały filtry na naszą wiedzę, a nam włożona architektura, implanty i przeróżne cuda, które uniemożliwiały jasny odbiór tych informacji. Moja niewiedza wywoływała wspomnienie o zdarzeniach z dzieciństwa, kiedy ja (i Twin) czuliśmy się jak głupki, dosłownie, gdy ktoś traktował nas w taki sposób. Nie chcieliśmy się tak czuć, a tutaj znaleźliśmy się w samym środku kompletnej dezinformacji, gdzie dookoła oraz w nas był jeszcze większy informacyjny chaos.

Bardzo trudno jest rozszyfrować co się rzeczywiście z nami dzieje, skoro nawet materiały odnośnie ascencji zostały zmanipulowane. Nawet wewnątrz naszych kręgów są osoby, na które wpływają kontrolerzy (powtarzając mylące informacje lub utrwalając fantazje), dlatego poruszanie się po wszelkich źródłach należy oprzeć na wewnętrznych odczuciach, a i to nie jest takie proste, jeśli… wpływają na nas ci, którzy wcześniej niż my wiedzą kim jesteśmy i nade wszystko nie chcą pozwolić, żebyśmy zrozumieli kim jesteśmy i jaka jest nasza siła. Od samego początku jesteśmy obserwowani. Można zwariować, delikatnie mówiąc.

W związku z tym, że ascencja potrzebowała trochę zmienić kierunek i potrzebne były uaktualnienia misji, wielu z tych, którzy przez lata informowali i uczyli, w związku z infiltracją, musiało również zmienić kierunek. Nauczyciele, guru, liderzy – nie tędy droga. Proces ascencji opierać ma się na wejściu w siłę każdego z osobna i asystowaniu sobie w tym, dlatego uważam, że nie mamy nauczać, a przynajmniej nie na zasadach jak wcześniej. Potrzebne jest nam dzielenie się doświadczeniami, choćby były niewiarygodne dla innych, ponieważ jest to wtedy otwarta komunikacja, oparta na wzajemnym zrozumieniu, akceptacji siebie i doświadczeń innych oraz jest to także nauka, że nie jesteśmy sami z tymi doświadczeniami, że choć łączymy się tu bardziej, a tam mniej (co wynika z różnej genetyki w każdym z nas, a co za tym idzie innych przeżyć potrzebnych do jej naprawienia), jednak nadal jest to wspólne dla ludzkości doświadczenie. Posiadaliśmy już na Ziemii przewodników, guru, księży, nauczycieli, jednak to czego uczyli albo nie było ich doświadczeniem, albo nawet jeśli było, stawało się narzuceniem ich woli i przekonań. Dzielenie się doświadczeniami jest czymś innym, ponieważ nie mówimy jak ktoś ma myśleć, w co wierzyć, za to dzielimy się naszym spojrzeniem i tym, co przeżyliśmy, co jest autentyczne. Druga osoba nie musi uznać tego za prawdę, może za to wziąć pod uwagę i zobaczyć jak na to reaguje, co przyniesie jej własne wnioski. Choć piszę na blogu o tym czego doświadczam i w jakimś sensie jest to nauczanie, nie prosiłam się o to (biorąc pod uwagę moje wcześniejsze zagubienie, tym bardziej :)), ale przyjęłam taką rolę, żeby pokazać jak to jest być autentycznym. Tak widać wybrałam wcześniej, ale nie chcę być uznawana za kogoś kto jest ponad innymi. Jestem równa wszystkim, a jeśli wiem więcej, to wynik obranej drogi i pracy. Wielu rzeczy nadal nie wiem, nie pamiętam, nie odkryłam, dlatego chciałabym, żebyście tak jak i ja otwierali się na to, że może nie wiemy wszystkiego, może różnimy się czasem, ale to nie znaczy, że musimy ze sobą walczyć lub widzieć jako nierównych sobie. Wyrozumiałość i szacunek są kluczem.

Kiedy pomyślimy, że wszyscy pochodzimy z jednego źródła, więc i świadomość każdego ostatecznie jest taka sama, tylko wymaga usunięcia blokad, welonów zapomnienia, co stanie się w odpowiednim czasie, możemy widzieć w każdym czystą świadomość, zupełnie jak nasza, tylko jeszcze nieoczyszczoną, nieuwolnioną. To stawia nas w punkcie obserwatora, który nie chce ani prostować czyjegoś zdania na siłę, ani nauczać, ani narzucać, ani rozwiązywać problemów za kogoś, tylko dlatego, że rozumie coś inaczej. To również pozwala widzieć siebie jako czystą świadomość, która wymaga czasem innego spojrzenia i skorygowania kierunku, do którego się przyzwyczaiła. Jeśli rozmawiając z kimś czujemy, że jego zdanie lub postawa wywołuje w nas jakieś reakcje lub myśli, możemy zamiast chcąc to naprawić, wyciągnąć wnioski dla siebie. Możemy oczywiście przestawić własne zdanie, zaproponować inne spojrzenie, ale ostatecznie nasze reakcje są wskazówką dla nas, nie reakcje tej osoby.

Czy ja jestem idealna i postępuję zawsze tak, jak opisuję? Pewnie, że nie, bo też jestem człowiekiem i nadal, non stop, pracuję nad timelinami. Działa to tak, że gdy prezentuje się timeline, na moje reakcje wpływa architektura zainstalowana we mnie na tym timelinie, więc pomimo tego, że już zakończyłam proces, obecnie prezentują mi się timeliny, które cofają mnie w czasie i w których czasem muszę zostać wpakowana gdzieś, gdzie tak mnie przemieli i wykręci na drugą stronę, aż wykonam to co jest do wykonania (odzyskam aspekt, fragmenty dusz, usunę architekturę z timelinu dla kolektywu, wyciągnę głębsze wnioski, wprowadzę wzory, itd.). Kiedy moje reakcje zdecydowanie odbiegają od wzorcowego „świętego spokoju” ;), grzebię skąd i dlaczego, aż się dogrzebię. Zdarza mi się zapędzić i oceniam siebie za te myśli lub reakcje, ale bez nich nie wyłapałabym dlaczego się oceniam, na przykład. Chodzi o to, że z każdego zdarzenia, każdej reakcji możemy wyciągnąć wnioski, żeby przestać zachowywać się w dany sposób. Często im dalej w las, tym możemy szerzej zrozumieć skąd w ludzkości dany konflikt i gdzie został popełniony błąd. W moim przypadku wiele jest związane z przekazywaniem wiedzy właśnie. Więc o, nie prosiłam się, a jednak jestem tutaj :) W tym temacie też trzeba sporo zmienić, dla dobra wszystkich.

Jeśli przestaniemy bać się zadawania pytań, przyznając się przed sobą, że nie znamy odpowiedzi, a chcemy znać, otwieramy się na pomoc, która czeka na to, żeby do nas spłynąć. Te rozwiązania i odpowiedzi istnieją w siatce, ktoś już zadawał te pytania i nie ma żadnego wstydu w tym, że nie wiemy. Gdy pozwolimy sobie poczuć się jak dziecko, któremu najlepszy rodzic jakiego może sobie wyobrazić chce pokazać prawdę o świecie, możemy łatwiej otworzyć się na możliwość, że to w co wierzyliśmy, to co uznawaliśmy za prawdę jest inne, jednocześnie zdejmując z siebie stary wzór rodzica, który karcił za niewiedzę lub niewłaściwe zachowanie. Nasze zadanie to nie nauka nowych rzeczy, a usunięcie blokad, które powodują, że nie potrafimy dostrzec naszej prawdy, którą już znamy. Nie musimy się leczyć, nie musimy uczyć, za to potrzebujemy chęci, otwartości i szczerości w stosunku do samych siebie. Jeśli wewnętrznie karcimy się za to, że czegoś nie wiemy, blokujemy sobie dostęp do wiedzy. Wyłapujmy więc nasze reakcje. Jeśli karcimy innych za to, że czegoś nie wiedzą, projektujemy nasz własny konflikt na nich. Dlatego punkt obserwatora i wyrozumiałość jest taka ważna.

W planetarnej siatce zainstalowane są również inne siatki, niektóre są we władaniu Opiekunów, inne we władaniu Kontrolerów. Siatki NRG, Metatronic Reversal, Michael-Mary Reversal, itd. działają w skrócie po to, żeby wprowadzać podziały, emitując krzywdzące programy typu Sexual Misery, False King of Tyranny, co wpływa na to jak myślą ludzie, co powoduje nie tylko konflikty, ale wywołuje podziały miedzy płciami. Siatki te zapobiegają łączeniu się energii męskiej i żeńskiej, uniemożliwiając wewnętrzny Hieros Gamos, a co za tym idzie zewnętrzny również. Jeśli nie ma w nas punktu zero, balansu i harmonii, nie ma ich również w społeczeństwie. Dlatego tak ważne jest, żeby najpierw osiągnąć Hieros Gamos wewnątrz, a następnie przenosić je na zewnątrz. Jeśli nie zjednoczyło się energii wewnątrz, jest się nadal narażonym na manifestację chaosu (bo nasza rzeczywistość pochodzi z tego, co projektujemy na zewnątrz), a to oznacza, że jeśli nie zajmujemy się przede wszystkim sobą, będąc dla siebie rodzicem, mając zrozumienie i cierpliwość względem siebie, będą nam się prezentowały te braki harmonii w kontaktach z innymi. Wybór należy do każdego z nas. Niektórzy potrzebują takich kontaktów, żeby się zmęczyć. Inni wolą przechodzić proces z minimum kontaktu – to zależy od tego jakie mamy do przerobienia tematy i każda droga jest jak najbardziej w porządku, o ile szanujemy wybory drugiej strony :) Warto też pamiętać, że sposób współpracy i kontaktów międzyludzkich również się zmienia, a nasze wcześniejsze wzory i rozwiązania mogą zacząć nas ograniczać, bo... pojawić się mogą nowe możliwości :)

Przejście naszej planety do drugiego harmonicznego wszechświata HU-2 (4D-5D-6D) spowoduje, że wiele architektury, która działała w 3D, przestanie wpływać na ludzi, wiele z blokad przestanie istnieć. Do tego dążyliśmy, na to pracowaliśmy i nadal pracujemy. Jest koniec 2017 roku i ten właśnie moment się zbliża. Pracujemy nad uwolnieniem tego, co jeszcze musi zostać uwolnione i każdy musi wykonać swoją własną porcję, bo i każdy jest ważny, i każdy ma własną drogę wejścia w siłę. Jak można się spodziewać wyłączenie niektórych technologii spowoduje budzenie się większej ilości ludzi, a jednocześnie nierozwiązane konflikty wewnątrz nich znajdą odzwierciedlenie w konfliktach na zewnątrz. Ci z nas, którzy są na czele, będą tymi, którzy będą musieli być spokojem w oku huraganu. Jeśli będziemy mieli w sobie niepokój, będziemy brali udział w chaosie. Im więcej w nas spokoju, tym lżejsze będą nasze doświadczenia.

Korzystając z okazji, chciałabym prosić was o krótką informację, w mailu, komentarzu, jakkolwiek, mówiącą o miastach w których mieszkacie, i Twin, i wy. Każdy z nas jest niczym akupunktura dla planety, ponieważ im wyżej w wibracjach, tym wyżej możemy sięgnąć świadomością i więcej światła zintegrować, omijając ograniczenia serwowane przez kontrolerów. Jesteśmy przekaźnikami tych energii, rozprowadzając je po planecie. Gdy docieramy do 12D i wyżej, jesteśmy w stanie budować bezpieczne ascendujące miejsca. Jednocześnie od naszego umiejscowienia zależy to, co mniej lub bardziej filtrujemy i przerabiamy, co nam ciąży, co nas blokuje, stąd moja prośba. Jeśli uzbiera się spora ilość informacji od was, podzielę się tym info z wami oczywiście. Wystarczy krótka wiadomość z miejscowościami, ewentualnie wasze imiona. Dziękuję z góry :)

P.S. Wasze reakcje i myśli nie są TYLKO wasze. Wszyscy je mają. To takie przypomnienie, gdyby Wam się zdawało, że jest inaczej. Często tak bardzo chronimy się przed tym co pomyśli druga strona, że zapominamy, że każdy znajduje się na tej samej planecie i jedzie na tym samym wózku ;)

8 komentarzy:

  1. Szymon i Klaudia. Olsztyn :) a ja przez 13 lat wczesniej Dortmund.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Dlaczego ja myślałam, że jesteś Karolina?

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja podam tylko pierwsze litery ;) - E i P Białystok :D

    OdpowiedzUsuń