wtorek, 21 listopada 2017

26. Doświadczanie

Zacznę dziś od anegdoty o pewnym słoniu, choć nie myślałam, że opowiem ją tutaj, pasuje jednak idealnie do moich rozmyślań o naturze Boga i całym tym ziemskim eksperymencie.

Któregoś razu, wracając do domu w okresie, gdy pracowałam w Warszawie i pod dworcem centralnym były jeszcze stare podziemia, był tam też pewien sklepik, a raczej kiosk, z duperelami wszelkiej maści. Naszło mnie na kupienie pewnej figurki, która stała gdzieś w tyle, a że wszystkiego było tam dużo, zapytana pokazałam paluchem co mnie interesuje. Po kilku próbach namierzenia tego co chcę kupić wypowiedziałam niezapomniane słowa: „Ten słoń z uszami jak liście”. Sprzedawca spojrzał na mnie tak, jakby było ze mną coś delikatnie nie w porządku, ale ja niezrażona i jakby nie łapiąc kontekstu dokonałam zakupu i pojechałam do domu. Pamiętam, że na miejscu dokonując prezentacji mojej ówczesnej zdobycz i opowiadając co kupiłam usłyszałam, że przecież to jest… łoś. :) Pospolity renifer, czy coś w ten deseń no. Tak… :))

Historyjka ta wróciła do mnie wczoraj, kiedy przypałętał się timeline związany z Magellanem i podróżą dookoła świata. W pierwszej chwili ciężko dopatrzyć się połączenia, lecz skojarzenie przyszło, kiedy czytałam zapiski człowieka, który z Magellanem płynął, opisując co się działo, co widzieli, określając zauważone zwierzęta np. wielbłądem bez garbu, czy rozkładając na części pierwsze kokos.

To, co dzieje się na Ziemii teraz ma bezpośredni wpływ na przyszłość nie tylko nas, ale całego wszechświata. Choć może niektórym ciężko to jeszcze pojąć, cofnęliśmy się w czasie, żeby zmienić bieg wydarzeń, który doprowadził do naszego upadku, ale również upadku innych stworzeń. Cofnęliśmy się po to, żeby odkryć co wtedy poszło nie tak i zastosować inne rozwiązania.

Co więc poszło nie tak? Jest wiele aspektów, które analizujemy po drodze, znajdując odniesienie do np. Elektrycznych Wojen, które miały przeniesienie na wszystkie kolejne konflikty i bieg wydarzeń, zarówno w przyszłości, jak i przeszłości, w której obecnie się znajdujemy. Jednym z nich jest samo źródło tego wszystkiego, intencja Boga, żeby tak się stało. Moim zdaniem, dzisiejszym, intencją Boga było doświadczanie. Po prostu.

Był okres w naszej historii, kiedy ludzkość żyła w edenicznym stanie. Lisa Renee nazywa ten etap rozwoju ludzkiej świadomości Hyperboreanami, z którymi mam duże połączenie. Ci ludzie mieli doświadczenia w ciele, lecz żyjąc bez niskich emocji, chorób, bez śmierci fizycznej (był tylko wybór świadomości), bez zmartwień, problemów jak u nas, bez wojen. Bóg tak postanowił doświadczać wolnej woli, sprawdzając co człowiek jest w stanie stworzyć, mając połączenie z niewyczerpanym Źródłem, posiadając nieskończone możliwości. I wtedy niespodziewanie na ten raj najechano. Ci ludzie nie wiedzieli wcześniej czym jest ból, choroba, wojna, a zaatakowano ich, niszcząc ich świat. Zaatakowano ich planetarny mózg, w wyniku czego nastąpił upadek świadomości, a ich monadyczne ciała straciły połączenie z duszami (lub odwrotnie, jak kto woli).

Kto ich zaatakował? Rasy, które chciały skorzystać z zasobów naszej planety. Rasy, które nie posiadały własnych zasobów, bo zniszczyły podjęły wcześniej szereg działań i np. zniszczyły swoją planetę.

Czy było to złe? Hm. Nie nam to oceniać, ale możemy gdybać, jak zawsze. Bóg, jak wspomniałam wcześniej, chciał doświadczać. Jeśli ludzie mieli wolną wolę i Bóg doświadczał przez nich życia w taki sposób, w takim rajskim świecie, to jednocześnie wolna wola, zgodnie z prawej jedności, dotyczyła stworzeń, które straciły z Bogiem połączenie. Nastąpiło spotkanie dwóch światów. Co poszło nie tak?

Wyprawa Magellana opierała się na podobnych zasadach. Wielkie statki podpływały do wyspy, ofiarując towary i chcąc czegoś w zamian. Jednak ci przypływający mieli również ukryte intencje. Co ważne, każdy swoje. Z polecenia i wsparcia króla wyprawa miała doprowadzić do posiadania niezależnego źródła dostaw przypraw. Magellan podejrzewam miał też chęć odkrywania, z kolei kronikarz chęć obserwowania i prowadzenia zapisków, może też przeżycia przygody. Oczywiście w dużym uproszczeniu. Natomiast ukrytym celem było wprowadzanie chrześcijaństwa mówiąc, że czczenie tego Boga i klękanie przed krzyżem będzie np. chroniło przed piorunami i innymi najeźdźcami. Znając kontekst pochodzenia religii i programu Divide & Conquer, czy ci na statkach byli świadomi swoich intencji? W jakimś stopniu. Czy z ich perspektywy było to złe? Hm. Wyobraźmy sobie przemierzanie tylu mil podczas sztormu i moment dotarcia do celu. Trud był z pewnością wytłumaczeniem ich czynów, z ich punktu widzenia. Czy jednak niewiedza odnośnie głębi motywów ich zachowań (wpływ mind control) tłumaczy te czyny? Z energetycznego punktu nie.

Czy jeśli nasze obecne wybory są dyktowane czymś, o czym nie wiemy, bo jest głęboko ukryte, oznacza to, że nie odpowiadamy za nasze działania lub myśli? Energetycznie nie. I w tym cały ambaras. Niewiedza nie zwalnia nas z odpowiedzialności, za to czyni z nas niewolników, o czym doskonale wiedzą kontrolerzy i nie chcą, żebyśmy zwyczajnie, wiedzieli.

Jeśli Hyperboreanie, będąc w swojej czystej naiwności otwartymi na przybyszów, nie spodziewając się ukrytych motywów, ponieważ techniki manipulacji były im nieznane, zapraszają do siebie intruzów, to czy oznacza to, że odpowiedzialnymi za wszelkie następstwa są zapraszający, czy może zapraszani? Jeśli znamy prawo jedności mówiące o tym, że wszyscy jesteśmy jednym, ale nie znamy zasady mówiącej, że to co do siebie zapraszamy oznacza energetyczna zgodę na to, co sobą reprezentuje, to nadal nie powoduje, że nasze zaproszenie nie będzie miało konsekwencji.

Ludzie na obecnej Ziemii, którzy nie mają pamięci o tym kim są, dokąd zmierzają i jakie prawa rządzą wszechświatem, zapraszając do siebie wszelkiego rodzaju energie (osoby, stworzenia, myśli, sposoby postępowania, rzeczy, itd.) zgadzają się na to, co ze sobą niosą. Jeśli te osoby lub zachowania mają ukryte cele, motywy, pozwalamy im wejść w nasze pole, nasze ciała. Coś na zasadzie popularnej sytuacji z zaproszeniem wampira do domu. Nasze akcje niosą zawsze energetyczne konsekwencje. Jeśli naszym motywem jest np. korzyść materialna, a firma w której pracujemy nie reprezentuje sobą wysokich moralnych czy humanitarnych wartości, zgadzając się na to dajemy pozwolenie, żeby energie związane z tą instytucją były powiązane z nami. Zgadzamy się energetycznie brać w tym udział. Oddajemy jakąś część siebie, tracąc nad nią kontrolę, dopóki nie zdecydujemy inaczej.

Jednak ciężko jest wybrać inaczej, jeśli nie wiemy o tym, jeśli nie znamy tych praw.

Planecie jest potrzebna wiedza, jednak ta jest zablokowana przez zmasowaną kontrolę umysłów większości, trzymając ich w ciemności i dając iluzję życia w wolności. Ukryte motywy rządzą świadomością ludzi, którzy nie mają pojęcia, że mogą wybrać inaczej, ponieważ nie mają pojęcia, że coś takiego ma miejsce.

Jeśli Bóg dał Hyperboreanom możliwość tworzenia, doświadczał przez nich tej kreacji, mógł też dojść do wniosku, że choć on doświadcza przez nich, oni nie doświadczają w pełni jego. Może jednocześnie, będąc kreatywnym, Bóg chciał sprawdzić co się stanie gdy spotkają się dwa światy, czyli tych, którzy nie wiedzą, że mogą wybrać kierunek ponieważ nie znają takiego pojęcia oraz tych, którzy już kiedyś wybrali kierunek, zrywając połączenie z Bogiem. Wybór Hyperborean opierał się na kierunku powrotu do Źrodła, bo był jedynym, który znali. Wybór intruzów był wyborem, który był konsekwencją wcześniejszego wyborów odłączenia od Źrodła. To również była wolna wola, ponieważ w ich mniemaniu nie mieli wyboru. Perspektywa każdego „obozu” zależała od poziomu świadomości. Wszystko natomiast było wolną boską kreacją posiadającą takie same prawa.

Jest też możliwość, że rasa intruzów nie wiedziała o konsekwencjach pierwotnego wyboru podjętego przez ich przodków, co dodaje jeszcze jeden wątek do mnogości opcji ich motywów. Tego dowiemy się kiedyś, lub nie, ponieważ... rehabilitujemy ten timeline swoją pracą :), ale to już materiał na inny odcinek.

Co więc poszło nie tak? Moim zdaniem to kwestia braku wiedzy, braku świadomości Boga? Jeśli nie widzieliśmy innego wyjścia lub nie wiedzieliśmy, że nasze wybory przyniosą dane konsekwencje, nie było możliwości wybrać inaczej.

Bóg jest neutralny w odniesieniu do swoich czynów i swojej kreacji. Pozwolił. Chciał doświadczać i tutaj wracamy do odkrywców i do mojego słonia. Zarówno oni, jak i ja, mieli w sobie chęć doświadczania, chęć obserwacji. Zawsze tak miałam. Obserwować, cieszyć się mnogością kreacji. Taki jest Bóg, tacy jesteśmy my. Patrząc wtedy na tego niewyględnego łosia opisałam to, co widzę. Doświadczyłam, zaobserwowałam, bo nie znałam takiego przedstawienia tematu jak założył sobie twórca. Magellan i jego załoga płynąc przez oceany obserwowała gwiazdy, odkrywała nowe miejsca, gatunki. Doświadczała, a Bóg doświadczał przez nich. I to było i dobre, i złe, i zarazem po prostu było.

Intruzi dostrzegając Gaję również obserwowali i doświadczali, jak każda boska kreacja, z tym że ich program różnił się od ludzkiego programu, więc było to spotkanie dwóch światów. Gdyby kierowało jednymi i drugimi to samo prawo, motywy lub gdyby obydwa obozy posiadały tę samą wiedzę, mogłoby to spotkanie przebiec inaczej, np. pokazano by sobie nawzajem siebie i swoje wynalazki. Tak się jednak nie stało.

I po raz kolejny zapytam: czy było to złe? Perspektywa zależy od świadomości uczestnika całej tej zabawy. Ostateczne wnioski należą do Boga, jednak z racji tego, że historia doprowadziła do upadku tak nisko, że dalej niemal się nie da, i z racji tego, że wróciliśmy tutaj, żeby wyciągnąć wnioski i wprowadzić zmiany, Bóg uznał, że czas na coś innego. Na… nowe doświadczenia :)

Ascencja to bardzo indywidualny wbrew pozorom proces, choć łączy nas ten sam kierunek. I tak jak Bóg doświadczał rożnych ras podczas zasiewów ludzi na Ziemii, tak doświadczał zmian kierunku rozwoju tych raz poprzez rozmaite krzyżowanie, tak teraz doświadcza ascencji poprzez różne stopnie zaawansowania dusz w związku z ich różną genetyką, a co za tym idzie rożne poziomy, sposoby i szybkość działania. Choć różni nas wiele, łączy nas jedno Źródło i teraz jest czas na wyciąganie wniosków i wprowadzanie ich w życie. Choćby takich, że Bóg doświadcza przez nas siebie, a my doświadczamy Boga widząc we wszystkim i we wszystkim Boga.

Ludzie nadal chcą doświadczać, bo i Bóg chce doświadczać ascencji, powrotu do niego swojej własnej kreacji, z tym że każdy z nas znajduje się w innym punkcie, posiada inną genetykę oraz inny program. Niektórzy z nas są podobni, stąd np. moje rezonowanie z tymi, którzy całkowicie zdecydowali się oddać swoje ludzkie życie, żeby służyć jako świadomość jedności. Inni doświadczają nadal trzymając się ludzkich praw, jeszcze inni kompletnie nie wiedzą, że coś się tutaj dzieje i przed nimi przebudzenie. Wszystko jest dokładnie tak jak miało być, ponieważ Bóg właśnie tego chciał, czyli doświadczania rożnych wersji nas, stąd każdy z nas jest indywidualnością, z własnym programem, z własną misją i zadaniami, lecz każdego obowiązują te same prawa i ten sam kierunek, włącznie z wolną wolą.

Nieświadomość ma to do siebie, że się o niej nie wie, dopóki ktoś lub coś nie poszerzy naszej perspektywy. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem jedną z tych, którzy będą mówili o kierunku, sposobach, rozwiązaniach, które dla wielu są jeszcze niezrozumiałe lub których istnienie ciężko będzie przyjąć. Każdy z nas ma swoje własne źródła zmian spojrzenia, czy są to osoby, czy inspiracja czerpana z tekstów, czy własne odkrycia i olśnienia, które pochodzą z wewnętrznej wiedzy, mądrości i pewności, że to jest mój kierunek lub to jest kierunek ludzkości, tylko jeszcze o tym nie wie. Im więcej energii do nas dociera, tym bardziej nasze perspektywy się poszerzają, więc to, co uznawaliśmy za obowiązujące, za chwilę może się zmienić, a im wyższe wibracje, tym szybsze zmiany.

Przejście do HU-2 oznacza, że zostawiamy najniższe gęstości za sobą, a im wyższe wibracje, tym szybciej się wszystko dzieje, ponieważ najwolniej materializacja następuje zawsze w najniższej gęstości, czyli przed naszymi oczami. Przejście do HU-2 to jeszcze większe przyspieszenie wszystkiego, dlatego możemy spodziewać się zmian już niebawem. Im wyższe nasze wibracje, tym mocniejsze popchnięcie, jeśli tylko jesteśmy na to gotowi, a to oznacza duże zmiany dla nas wszystkich, szczególnie tych, którzy z Ziemii już jakiś czas temu zniknęli :) Chciałabym więc podsunąć wam taką myśl, że co wydaje się takie samo, może wkrótce okazać się inne, a co wydawało się pewne, może pokazać nową głębie. Stare sposoby przestaną się sprawdzać. Jakkolwiek by nie było, szanujmy swoje wybory i swoje własne kierunki doświadczania. Bóg tak wybrał, żeby z każdego procesu wynieść coś innego. My zmieniając perspektywę tutaj, pozwalamy sobie samym wyciągać wnioski w przyszłości. My się uczymy, nasze przyszłe wersje uczą się przez nas. My zmieniamy sposoby działania, zmienia się przyszłość nie tylko nasza, ale i całego wszechświata.

Jesteśmy niezwykli jako gatunek i niesamowicie ważni. Bóg doświadcza nas i przez nas, a my uczymy się jak to jest nim być. Szanujmy te doświadczenia i wyciągajmy kolejne wnioski, bo nie ma tutaj granicy poszerzania świadomości. Szanujmy też wybory innych, ponieważ wolna wola nadal nas obowiązuje. Możemy mieć całkowicie odmienne doświadczenia, zupełnie inne sposoby funkcjonowania, z woli Boga, stąd możliwość dzielenia się nimi i wyciągania wniosków, również całkowicie wolna.

Chciałabym zalać was tą neutralnością spojrzenia na wszystkie ludzkie doświadczenia, która przeze mnie dziś płynie, gdy piszę ten tekst. Nie mam tak zawsze (szczególnie gdy rozrywa mnie ból lub atakują z zaskoczenia fałszywymi timelinami jak ostatnio), ale ten punkt zero zdarza się coraz częściej i wiem, że jest to stan, który otoczy mnie niedługo na stałe. Chciałabym móc przekazać to wszystkim już teraz, ale nie mogę. Musicie iść swoją drogą, rosnąc w siłę, zmieniając spojrzenie według własnego rozkładu jazdy. Ja mogę być póki co drogowskazem pokazującym co jest możliwe i czuję, że może nas wszystkich czekać jeszcze wiele niespodzianek. Póki co zostawiam was kochani Odkrywcy z własnymi myślami. Może ktoś gdzieś po drodze znajdzie jakiegoś słonia do pary z moim ;)

piątek, 17 listopada 2017

25. Wiedza

Kontynuując temat wspólnej świadomości, nasza planeta składa się z rożnych warstw, współgrających ze sobą, dokładnie tak jak warstwy naszych ciał ze sobą współgrają. Zarówno jak nasze ciała mają czakry i zbudowane są na takim samym podstawowym wzorze 12 Tree Grid na poziomie materii (ten wzór zmienia się w miarę jak integrujemy większe ilości światła), tak planeta posiada taki wzór podstawowy i czakry, a także szereg energetycznych punktów, jak w przypadku naszych ciał.

Magnetosfera jest naszymi Planetary Logos, czyli powiedzmy, że planetarnym mózgiem, zbiorem informacji, wiedzy, instrukcji odnośnie naszej rasy, planety itd. Aktywność słońca dostarcza nam sekwencje informacji, które przechwytywane są przez magnetosferę i następnie w dużym uproszczeniu przekazywane powinny być do niższych warstw atmosfery aż dotrą do każdego indywidualnego człowieka. Nasza planeta posiada również sieć energetycznych połączeń, oplatających ją całą, które rozprowadzają informacje, a nasze ciała posiadają takie linie również, co powoduje, że te informacje są odbierane przez każdego z nas. Nazywamy je Ley Lines. Jesteśmy wiec połączeni i z planetą, i ze sobą nawzajem, jedną i tą samą siecią, więc… łączy ona wszystkich i wszystko, stąd kolektyw myśli.

Powinniśmy moc bez przeszkód łączyć się z naszym planetarnym mózgiem, jednak kontrolerzy postanowili nam w tym przeszkodzić. Zainstalowano w naszym planetarnym mózgu programy, architekturę, zrobiono dziury, zmanipulowano, co sprawiło, że ludzkość została zamknięta niemal pod kopułą (zerknijcie np. na Frequency Fence) złożoną z sieci nadajników wysyłających do każdego człowieka to, co kontrolerzy chcieli, żeby ludzie wiedzieli, wpływając na każdy aspekt życia. Zostały wyczyszczone prawdziwe wspomnienia odnośnie historycznych wydarzeń, a zamiast tego zainstalowano np. wstawki holograficzne, które ludzie uznali za prawdziwe wersje zdarzeń. Najeźdźcy zrobili wszystko, żeby podbić planetę jak najmniejszym wysiłkiem, korzystając w ich mniemaniu z ludzkiej naiwności, ponieważ ludzie nie posiadali wiedzy odnośnie tego jak działają te struktury, za to oni znali te mechanizm, więc z łatwością mogli je zastosować. W ten sposób wprowadzono brutalne religie, kontrolerzy przedstawili siebie jako fałszywych bogów, wprowadzono programy mind control. Wszystko po to, żeby nas zniewolić i poróżniż ze sobą, a użyto do tego męskiego pierwiastka, którym są myśli (Rod). Naszym zadaniem, miedzy innymi, jest naprawić te wypaczenia, naprawiając sposób myślenia ludzkości, zaczynając od nas samych i tego, co się przed naszymi oczami prezentuje. Nie jest to proste, ponieważ zwyczajnie NIE WIEMY co jest możliwe lub co możemy zrobić, dopóki nie zrobimy kroku w ciemno lub dopóki ktoś nie wywoła w nas czegoś, stąd triggery, które są spotkaniem naszych przekonań z czymś, co poszerza naszą ograniczoną perspektywę, a często wiąże się to z odpuszczeniem czegoś, co wydawało nam się bezpieczne. Stąd emocje.

Moja droga od samego początku opierała się na wiedzy i jej braku. Bolesne dla mnie było to, że WIEM, a jednocześnie nie wiem. Bolesne było poczucie, że jestem jak dziecko, które i chce wiedzieć, i boi się zapytać, bo… nawet nie ma kogo zapytać. Jeśli jest się ofiarą narcyzmu (ja i Twin), gdzie na porządku dziennym jest gaslighting i robienie z nas wariata, mamy ogromny strach, że to z nami może jest coś nie tak. Dołóżmy do tego Twin Flames i mamy w sobie strach nie do przejścia. Dołóżmy Imposter Spirits i mamy punkt bez wyjścia. Musiałam znaleźć w sobie siłę do tego, żeby chcieć wiedzieć, pomimo wszystko, żeby nie odpuścić, choćby mówiono, że oszalałam.

Przez całe moje życie i wiedziałam, i nie. Nie wiem jak inaczej to opisać, ale to jakby ktoś nałożył mi zaciemnienie na większość istotnych rzeczy, a ja widziałam je z drugiej strony, ale nie potrafiłam odczytać. Podejrzewam, że tak może czuć się osoba w śpiączce, czyli słyszy głosy otoczenia, ale ani nie może ich dokładnie zrozumieć, ani nie może przebić się na drugą stronę. Moja wiedza to była wewnętrzna wiedza związana z tym skąd pochodzi moja świadomość, opierająca się na podstawach Prawa jedności, natomiast dookoła mnie toczyło się życie na planecie, której zasad nie znałam. Czułam się jak nie stąd i wielokrotnie powtarzałam, że przydałby się jakiś podręcznik życia na Ziemii. Wszyscy dookoła radzili sobie świetnie (w moim mniemaniu), a ja w swojej naiwności odnośnie ludzkich intencji byłam jak nie stąd.

To samo tyczyło się historycznych faktów (nie chciały mi wejść do głowy) lub wszystkiego co związane z urzędami i administracją, ponieważ znałam świat bez tego wszystkiego, wyczuwałam nieprawdę na odległość i wszystko, co nie było organiczne chciałam trzymać z dala od siebie. Brałam udział w życiu, które prowadziła moja świadomość w materii, jednak wersja mnie, która była wyżej wibracyjna, sięgała już na starcie ponad ograniczenia pod którymi żyli inni ludzie, więc byłam jakby jedną nogą tutaj, a drugą tam. Wiele konceptów zupełnie do mnie nie trafiało, ale w związku z tym, że przez wiele lat filtrowałam to wszystko i nie wypuszczałam (nie wiedziałam, że mam to robić), szłam przez życie na granicy emocjonalnego wybuchu. Jakakolwiek przeszkoda, jakikolwiek konflikt groził łzami lub wybuchem. To dlatego, że te emocje były we mnie skumulowane i tak silne, że gdy już się wydostawały, nie robiłam tego w sposób bezpieczny dla siebie, a taki, żeby wyszło ile się da i przestało boleć. Nie potrafiłam konstruktywnie, logicznie wytłumaczyć dlaczego mam inne zdanie, ponieważ nie miałam podparcia moich wewnętrznych odczuć.

Nosimy w sobie przekonania, które nie tylko uznajemy za coś naszego, ale również takie, które są do nas wysyłane, zaciemniając nam własne osądy. Tak powstaje konflikt wewnątrz nas, czyli nie znamy odpowiedzi na pytanie jak ma być, jaki jest nasz kręgosłup. Posiadamy również zapis wspomnień połączony z emocjami, który mówi nas myli. Jeśli czujemy jako dziecko, że coś jest nie tak i np. protestujemy, ale nikt nas nie chce słuchać, bo uznaje, że to on ma rację lub, że mówimy głupoty uznajemy w końcu, że nasze osądy są błędne i przestajemy protestować, godząc się z tym i kontynuując wewnętrzny konflikt, chowając również emocje z tym związane. W moim dzieciństwie, kiedy jako kilkulatka darłam się wniebogłosy, gdy chciano mi zrobić szczepionkę lub zastrzyk WIEDZIAŁAM że to nie jest ok, ale nie potrafiłam nikomu tego wytłumaczyć. Moje ciało protestowało, a otoczenie interpretowało to jak? Że boję się igły lub jestem niewychowane, lub dodajcie sobie własną interpretację. Co było we mnie? Wszystko :) Wiedza, że zastrzyk nie jest dla mnie dobry, myśli o tym, że zastrzyki bolą, które odbierałam z otoczenia (lęki i wspomnienia innych, bo tak bardzo zasysałam to do siebie) i pewnie jeszcze cała reszta „myśli” innych ludzi. Ściągałam do swojego małego ciała wszystko związane z tym tematem, ale oczywiście nie rozumiałam tego. Zostało więc we mnie zapisane to zdarzenie jako coś bolesnego i wzór: nikt mnie nie rozumie, nie słucha, moje zdanie jest nieważne.

Wszyscy mamy takie wspomnienia, każdy je na swój sposób interpretował, każdy miał swoje własne emocje do nich przypisane. Z takich zdarzeń biorą się też nasze wzory według których postępujemy. Jeśli ktoś nas krzywdzi i potrzebujemy pomocy, a ktoś naszą potrzebę bagatelizuje, utrwalamy ten wzór. Jest krzywdzącym jest rodzic, utrwalamy w sobie ten wzór i jesteśmy idealnym przekaźnikiem programu False Parent, o którym już kiedyś wspominałam.

Gdy uczy się nas, że rodzic lub nauczyciel wie lepiej, tego się trzymamy, tym bardziej jeśli mamy w sobie rany z wczesnego dzieciństwa, kiedy rodzic właśnie taki obraz siebie przedstawiał. Pamiętam jak matematyka lub fizyka nie chciała mi wchodzić do głowy i ostatecznie lądowałam u dziadka lub wujka, żeby mi coś wytłumaczyli. Kończyło się moim płaczem i fochem, a w skrajnych przypadkach konfliktem między nimi samymi, mającymi własne teorie rozwiązania zadania :) Dlaczego? Bo każdy z nas ma w sobie zapisane: musisz wiedzieć, a jednocześnie robione nam jest wszystko, żebyśmy nie wiedzieli, co jest źródłem cierpienia.

Jeśli mamy w sobie wewnętrzny konflikt (wiele możliwości rozwiązania danego problemu, które pochodzą z rożnych timelinów, rożnych wspomnień) czujemy, że nie wiemy, nie jesteśmy odpowiednią osobą do udzielenia jednoznacznej odpowiedzi, wiec albo unikamy decydowania, albo trzymamy się jednego rozwiązania, bo spojrzenie na inne wywołuje dyskomfort i zagubienie, a tego nie chcemy. Ludzie funkcjonujący w zamkniętym świecie świadomości na poziomie 3D, trzymają się perspektywy ograniczonej do tego, co uznali za właściwe i nie są skłonni do bycia elastycznymi. Spotkanie takich osób grozi konfliktem, ponieważ każdy z nich będzie obstawał przy swoim, nie chcąc zobaczyć perspektywy drugiej osoby. Dlaczego? Ponieważ gra tutaj klasyczny program Victim/Victimizer. Jeśli nie chcę być ofiarą, bo to boli, staję się katem. Jeśli nie rozwiązałem swojego wewnętrznego konfliktu, będę obstawał przy tym, co wydaje mi się ok, bo tak jest bezpieczniej. A wszystko z poziomu podświadomości. Drugi program, czyli Divide and Conquer (dziel i podbijaj) jest przeniesieniem konfliktu na szerszy obszar. Jeśli skłócimy jednostki, możemy skłócić też grupy, co prowadzi do większego konfliktu. Jeśli połączymy te dwa programy, gdzie nikt nie chce być ofiarą i każdy chce mieć rację mamy podłoże wojen, gdzie jedna grupa chcąc zapobiec wyższości drugiej grupy, więc staje się prowodyrem konfliktu. W ten sposób kontrolerzy nie muszę wiele robić, żeby ludzie sami ze sobą walczyli i wywoływali cierpienie członków tej samej rasy. Widząc wrogów w sobie nawzajem nic nie zmienimy.

Kiedy spotykamy Twina, spotykamy swoje własne lustro, które pokazuje nam wszystkie działające u nas programy i nierozwiązane konflikty, co zwykle oznacza, że gdy jedno jest ofiarą, drugie staje się katem i na odwrót. To dlatego, że nasza świadomość staje oko w oko z tym, że wewnętrzna prawda jest inna niż to co w danym momencie nam się prezentuje i… wpadamy w panikę. W zależności od tego jaka była nasza indywidualna droga i jaka jest nasza rola tutaj, przedstawiane nam są jak na tacy przekonania, wzory myślenia, coś co uznawaliśmy za znane i za obowiązujące, jako konflikt z kimś z kim nade wszystko nie chcemy być w konflikcie, a to zmusza nas do spojrzenia na nasze wnętrze, co jest tak bolesne, że nasze ciało emocjonalne doznaje szoku. Niektórzy nie mają tak intensywnego oczyszczania ciała emocjonalnego, ja jak najbardziej. Każda konfrontacja mojej wewnętrznej wiedzy z tym, co prezentowało się w mojej rzeczywistości była jak zderzenie z ciężarówką. Skoro czuję jak powinno być, to dlaczego jest inaczej?

Było inaczej, ponieważ musiałam pozbyć się wszystkiego, co blokowało moje postrzeganie świata z perspektywy wyższej niż ta zamglona i emitowana przez kontrolerów rzeczywistość. To tak jakby nałożone zostały filtry na naszą wiedzę, a nam włożona architektura, implanty i przeróżne cuda, które uniemożliwiały jasny odbiór tych informacji. Moja niewiedza wywoływała wspomnienie o zdarzeniach z dzieciństwa, kiedy ja (i Twin) czuliśmy się jak głupki, dosłownie, gdy ktoś traktował nas w taki sposób. Nie chcieliśmy się tak czuć, a tutaj znaleźliśmy się w samym środku kompletnej dezinformacji, gdzie dookoła oraz w nas był jeszcze większy informacyjny chaos.

Bardzo trudno jest rozszyfrować co się rzeczywiście z nami dzieje, skoro nawet materiały odnośnie ascencji zostały zmanipulowane. Nawet wewnątrz naszych kręgów są osoby, na które wpływają kontrolerzy (powtarzając mylące informacje lub utrwalając fantazje), dlatego poruszanie się po wszelkich źródłach należy oprzeć na wewnętrznych odczuciach, a i to nie jest takie proste, jeśli… wpływają na nas ci, którzy wcześniej niż my wiedzą kim jesteśmy i nade wszystko nie chcą pozwolić, żebyśmy zrozumieli kim jesteśmy i jaka jest nasza siła. Od samego początku jesteśmy obserwowani. Można zwariować, delikatnie mówiąc.

W związku z tym, że ascencja potrzebowała trochę zmienić kierunek i potrzebne były uaktualnienia misji, wielu z tych, którzy przez lata informowali i uczyli, w związku z infiltracją, musiało również zmienić kierunek. Nauczyciele, guru, liderzy – nie tędy droga. Proces ascencji opierać ma się na wejściu w siłę każdego z osobna i asystowaniu sobie w tym, dlatego uważam, że nie mamy nauczać, a przynajmniej nie na zasadach jak wcześniej. Potrzebne jest nam dzielenie się doświadczeniami, choćby były niewiarygodne dla innych, ponieważ jest to wtedy otwarta komunikacja, oparta na wzajemnym zrozumieniu, akceptacji siebie i doświadczeń innych oraz jest to także nauka, że nie jesteśmy sami z tymi doświadczeniami, że choć łączymy się tu bardziej, a tam mniej (co wynika z różnej genetyki w każdym z nas, a co za tym idzie innych przeżyć potrzebnych do jej naprawienia), jednak nadal jest to wspólne dla ludzkości doświadczenie. Posiadaliśmy już na Ziemii przewodników, guru, księży, nauczycieli, jednak to czego uczyli albo nie było ich doświadczeniem, albo nawet jeśli było, stawało się narzuceniem ich woli i przekonań. Dzielenie się doświadczeniami jest czymś innym, ponieważ nie mówimy jak ktoś ma myśleć, w co wierzyć, za to dzielimy się naszym spojrzeniem i tym, co przeżyliśmy, co jest autentyczne. Druga osoba nie musi uznać tego za prawdę, może za to wziąć pod uwagę i zobaczyć jak na to reaguje, co przyniesie jej własne wnioski. Choć piszę na blogu o tym czego doświadczam i w jakimś sensie jest to nauczanie, nie prosiłam się o to (biorąc pod uwagę moje wcześniejsze zagubienie, tym bardziej :)), ale przyjęłam taką rolę, żeby pokazać jak to jest być autentycznym. Tak widać wybrałam wcześniej, ale nie chcę być uznawana za kogoś kto jest ponad innymi. Jestem równa wszystkim, a jeśli wiem więcej, to wynik obranej drogi i pracy. Wielu rzeczy nadal nie wiem, nie pamiętam, nie odkryłam, dlatego chciałabym, żebyście tak jak i ja otwierali się na to, że może nie wiemy wszystkiego, może różnimy się czasem, ale to nie znaczy, że musimy ze sobą walczyć lub widzieć jako nierównych sobie. Wyrozumiałość i szacunek są kluczem.

Kiedy pomyślimy, że wszyscy pochodzimy z jednego źródła, więc i świadomość każdego ostatecznie jest taka sama, tylko wymaga usunięcia blokad, welonów zapomnienia, co stanie się w odpowiednim czasie, możemy widzieć w każdym czystą świadomość, zupełnie jak nasza, tylko jeszcze nieoczyszczoną, nieuwolnioną. To stawia nas w punkcie obserwatora, który nie chce ani prostować czyjegoś zdania na siłę, ani nauczać, ani narzucać, ani rozwiązywać problemów za kogoś, tylko dlatego, że rozumie coś inaczej. To również pozwala widzieć siebie jako czystą świadomość, która wymaga czasem innego spojrzenia i skorygowania kierunku, do którego się przyzwyczaiła. Jeśli rozmawiając z kimś czujemy, że jego zdanie lub postawa wywołuje w nas jakieś reakcje lub myśli, możemy zamiast chcąc to naprawić, wyciągnąć wnioski dla siebie. Możemy oczywiście przestawić własne zdanie, zaproponować inne spojrzenie, ale ostatecznie nasze reakcje są wskazówką dla nas, nie reakcje tej osoby.

Czy ja jestem idealna i postępuję zawsze tak, jak opisuję? Pewnie, że nie, bo też jestem człowiekiem i nadal, non stop, pracuję nad timelinami. Działa to tak, że gdy prezentuje się timeline, na moje reakcje wpływa architektura zainstalowana we mnie na tym timelinie, więc pomimo tego, że już zakończyłam proces, obecnie prezentują mi się timeliny, które cofają mnie w czasie i w których czasem muszę zostać wpakowana gdzieś, gdzie tak mnie przemieli i wykręci na drugą stronę, aż wykonam to co jest do wykonania (odzyskam aspekt, fragmenty dusz, usunę architekturę z timelinu dla kolektywu, wyciągnę głębsze wnioski, wprowadzę wzory, itd.). Kiedy moje reakcje zdecydowanie odbiegają od wzorcowego „świętego spokoju” ;), grzebię skąd i dlaczego, aż się dogrzebię. Zdarza mi się zapędzić i oceniam siebie za te myśli lub reakcje, ale bez nich nie wyłapałabym dlaczego się oceniam, na przykład. Chodzi o to, że z każdego zdarzenia, każdej reakcji możemy wyciągnąć wnioski, żeby przestać zachowywać się w dany sposób. Często im dalej w las, tym możemy szerzej zrozumieć skąd w ludzkości dany konflikt i gdzie został popełniony błąd. W moim przypadku wiele jest związane z przekazywaniem wiedzy właśnie. Więc o, nie prosiłam się, a jednak jestem tutaj :) W tym temacie też trzeba sporo zmienić, dla dobra wszystkich.

Jeśli przestaniemy bać się zadawania pytań, przyznając się przed sobą, że nie znamy odpowiedzi, a chcemy znać, otwieramy się na pomoc, która czeka na to, żeby do nas spłynąć. Te rozwiązania i odpowiedzi istnieją w siatce, ktoś już zadawał te pytania i nie ma żadnego wstydu w tym, że nie wiemy. Gdy pozwolimy sobie poczuć się jak dziecko, któremu najlepszy rodzic jakiego może sobie wyobrazić chce pokazać prawdę o świecie, możemy łatwiej otworzyć się na możliwość, że to w co wierzyliśmy, to co uznawaliśmy za prawdę jest inne, jednocześnie zdejmując z siebie stary wzór rodzica, który karcił za niewiedzę lub niewłaściwe zachowanie. Nasze zadanie to nie nauka nowych rzeczy, a usunięcie blokad, które powodują, że nie potrafimy dostrzec naszej prawdy, którą już znamy. Nie musimy się leczyć, nie musimy uczyć, za to potrzebujemy chęci, otwartości i szczerości w stosunku do samych siebie. Jeśli wewnętrznie karcimy się za to, że czegoś nie wiemy, blokujemy sobie dostęp do wiedzy. Wyłapujmy więc nasze reakcje. Jeśli karcimy innych za to, że czegoś nie wiedzą, projektujemy nasz własny konflikt na nich. Dlatego punkt obserwatora i wyrozumiałość jest taka ważna.

W planetarnej siatce zainstalowane są również inne siatki, niektóre są we władaniu Opiekunów, inne we władaniu Kontrolerów. Siatki NRG, Metatronic Reversal, Michael-Mary Reversal, itd. działają w skrócie po to, żeby wprowadzać podziały, emitując krzywdzące programy typu Sexual Misery, False King of Tyranny, co wpływa na to jak myślą ludzie, co powoduje nie tylko konflikty, ale wywołuje podziały miedzy płciami. Siatki te zapobiegają łączeniu się energii męskiej i żeńskiej, uniemożliwiając wewnętrzny Hieros Gamos, a co za tym idzie zewnętrzny również. Jeśli nie ma w nas punktu zero, balansu i harmonii, nie ma ich również w społeczeństwie. Dlatego tak ważne jest, żeby najpierw osiągnąć Hieros Gamos wewnątrz, a następnie przenosić je na zewnątrz. Jeśli nie zjednoczyło się energii wewnątrz, jest się nadal narażonym na manifestację chaosu (bo nasza rzeczywistość pochodzi z tego, co projektujemy na zewnątrz), a to oznacza, że jeśli nie zajmujemy się przede wszystkim sobą, będąc dla siebie rodzicem, mając zrozumienie i cierpliwość względem siebie, będą nam się prezentowały te braki harmonii w kontaktach z innymi. Wybór należy do każdego z nas. Niektórzy potrzebują takich kontaktów, żeby się zmęczyć. Inni wolą przechodzić proces z minimum kontaktu – to zależy od tego jakie mamy do przerobienia tematy i każda droga jest jak najbardziej w porządku, o ile szanujemy wybory drugiej strony :) Warto też pamiętać, że sposób współpracy i kontaktów międzyludzkich również się zmienia, a nasze wcześniejsze wzory i rozwiązania mogą zacząć nas ograniczać, bo... pojawić się mogą nowe możliwości :)

Przejście naszej planety do drugiego harmonicznego wszechświata HU-2 (4D-5D-6D) spowoduje, że wiele architektury, która działała w 3D, przestanie wpływać na ludzi, wiele z blokad przestanie istnieć. Do tego dążyliśmy, na to pracowaliśmy i nadal pracujemy. Jest koniec 2017 roku i ten właśnie moment się zbliża. Pracujemy nad uwolnieniem tego, co jeszcze musi zostać uwolnione i każdy musi wykonać swoją własną porcję, bo i każdy jest ważny, i każdy ma własną drogę wejścia w siłę. Jak można się spodziewać wyłączenie niektórych technologii spowoduje budzenie się większej ilości ludzi, a jednocześnie nierozwiązane konflikty wewnątrz nich znajdą odzwierciedlenie w konfliktach na zewnątrz. Ci z nas, którzy są na czele, będą tymi, którzy będą musieli być spokojem w oku huraganu. Jeśli będziemy mieli w sobie niepokój, będziemy brali udział w chaosie. Im więcej w nas spokoju, tym lżejsze będą nasze doświadczenia.

Korzystając z okazji, chciałabym prosić was o krótką informację, w mailu, komentarzu, jakkolwiek, mówiącą o miastach w których mieszkacie, i Twin, i wy. Każdy z nas jest niczym akupunktura dla planety, ponieważ im wyżej w wibracjach, tym wyżej możemy sięgnąć świadomością i więcej światła zintegrować, omijając ograniczenia serwowane przez kontrolerów. Jesteśmy przekaźnikami tych energii, rozprowadzając je po planecie. Gdy docieramy do 12D i wyżej, jesteśmy w stanie budować bezpieczne ascendujące miejsca. Jednocześnie od naszego umiejscowienia zależy to, co mniej lub bardziej filtrujemy i przerabiamy, co nam ciąży, co nas blokuje, stąd moja prośba. Jeśli uzbiera się spora ilość informacji od was, podzielę się tym info z wami oczywiście. Wystarczy krótka wiadomość z miejscowościami, ewentualnie wasze imiona. Dziękuję z góry :)

P.S. Wasze reakcje i myśli nie są TYLKO wasze. Wszyscy je mają. To takie przypomnienie, gdyby Wam się zdawało, że jest inaczej. Często tak bardzo chronimy się przed tym co pomyśli druga strona, że zapominamy, że każdy znajduje się na tej samej planecie i jedzie na tym samym wózku ;)

czwartek, 16 listopada 2017

24. Związki i demony

Kontynuując trochę myśl z poprzedniego wpisu, biorę na tapetę związki, wszelkie.
Jeśli wiemy, że wzorem jest: nie potrzebuję nikogo, a nikt nie potrzebuje mnie, ponieważ wiemy, że wszystko i wszystkich mamy w sobie, co sprawia, że potrzebujemy czyjejś obecności?

Wzór: całkowita wolność i chęć przebywania z kimś, a nie przymus.
Co widzimy dookoła? Zdecydowanie nie to (do czasu) :)

Rodzina: muszę, bo…
Znajomi: muszę, bo…
Praca: muszę, bo…
Partner: muszę, bo…

Co nam mówi, że coś musimy? Co chce, żebyśmy myśleli, że Twin coś musi? Dlaczego ktoś miałby chcieć, żebyśmy zmuszali się do kontaktu z kimś innym, pod pozorem „tak trzeba”, „tak wypada”, „nie mam innego wyjścia”? Dlatego, że ten ktoś wie co się dzieje, gdy wchodzimy w kontakt ze sobą nawzajem, nie będąc świadomymi, że nasze reakcje powodują konieczność wyrównania energii, a to oznacza karmę, gdy jeszcze nie uwolniliśmy się z tego cyklu.

Jeśli postawimy jednego człowieka z blokadami naprzeciwko drugiego i zaczną rozmowę mając rożne opinie na pewne tematy, a nie znając konsekwencji sprzeczki lub kłótni, będą próbowali udowodnić swoje zdanie i przedstawić własną perspektywę jako właściwą, ponieważ nie wiedzą, że ich zadaniem jest opanowanie ego i obserwacja siebie. Jeśli wchodzimy w sprzeczkę, pozwalamy demonom, które mają do nas dostęp poprzez Houses of ego, na sterowanie nami. Jeśli unosimy się prezentując nasze zdanie jako ważniejsze niż drugiej osoby, zapraszamy te demony do siebie i pozwalamy w nas mieszkać, a to robi z nas osoby, które bardzo łatwo wyprowadzić z równowagi, a z czasem, jeśli powtarzamy takie zachowania trwając w negatywnym ego, często przez wiele inkarnacji, coraz bardziej pozwalamy demonom na wejście w nas, coraz mniej zostawiając miejsca dla światła i połączenia z Bogiem.

Demony jako takie są częścią ludzkiej kreacji, tak jak światło są częścią początkowej iskry stworzenia i tak samo jak ludzie są niewolnikami na tej planecie, będąc zmuszanymi do wykonywania poleceń na rzecz kontrolerów, nie pamiętając, że są wolnymi stworzeniami, bo tak samo jak ludzie, nie posiadają pamięci o swoim pochodzeniu. Imposter Spirits, te wszystkie fragmenty dusz, demony itd. były kiedyś ludzką świadomością, która w wyniku defragmentacji, czasem wyborów danej duszy prowadzących do upadku, rozkawałkowała się tak bardzo, że przestała pamiętać skąd przyszła, więc kontrolerzy zrobili z niej użytek, zmuszając do pracy dla nich, tak samo sterując tamtą świadomością, jak i naszą.

Gdyby nie było kontrolerów, demony pozwoliłyby nam odnaleźć kierunek o wiele szybciej, jednak kontrolerzy wykorzystali je do działania na naszą niekorzyść, czyli wywoływania bólu i cierpienia, a ludzi nastawiając przeciwko demonom, pokazując je jako złe. W momencie, kiedy i jedna, i druga siła widzi siebie jako wroga, nie może współpracować i doprowadzić do punktu zero. Jeśli wypieramy istnienie ciemności, jeśli odpychamy możliwość, że mamy ją w sobie, nie jesteśmy w stanie doprowadzić do neutralności i trwa wewnątrz nas walka, której nie chcemy widzieć. To walka dwóch polarności. Jeśli z góry zakładamy, że to, co widzimy w drugim człowieku nie znajduje się w nas, stawia nas to w pozycji kogoś, kto odrzuca taką wersję siebie, a to powoduje podziały i walkę, wychodzącą poza nas, manifestującą się jako walka w materii, typu ja kontra reszta świata.

Jeśli mamy dwóch wcześniej wspomnianych osobników trwających przy swoich racjach, zamiast próby poszukania w sobie tego, co pokazuje druga osoba i wyciągnięcia wniosków, mamy dwoje ludzi, którzy nie walczą ze sobą nawzajem, a tak naprawdę toczą wewnętrzną walkę rożnych fragmentów siebie. Jedne akceptują, inne nie. To nie jest jedność, to nie nie jest bycie kompletnym.

Naszym celem jest akceptacja tego co mówi, robi druga osoba, bez konieczności chęci zmiany tego zachowania lub zdania. Chcemy, żeby ta osoba mogła mieć odmienne zdanie, tak jak my chcemy mieć wolność odmiennego zdania, ale również chcemy zbadać jak to odmienne zdanie ma się do nas samych. Nasze reakcje myślowe, słowne, emocjonalne, mówią o tym jak traktujemy sami siebie i gdzie mogą być nasze słabe punkty, gdzie czegoś nie dostrzegamy, gdzie są blokady, które pokazują, że nie widzimy siebie i innych jako równych.

Punkt obserwatora to obserwacja swoich reakcji, myśli, emocji w danym momencie, bez oceny typu złe lub dobre. Lisa Renee nazywa to byciem Współczującym Świadkiem. Jeśli postrzegamy nasze reakcje, emocje, myśli jako nie nasze całkowicie, a raczej jako świadomość, jako energia manifestująca się w nas w wyniku danej sytuacji, możemy zbadać czy nam z nimi dobrze, nie oceniając siebie jako złego lub dobrego w związku z tym, że się pojawiły. To daje również możliwość nauczenia się, że nasz punkt widzenia zmienia się wielokrotnie, a to pozwala nie przywiązywać się do danych osądów czy opinii, czyli np. nie kłócić się dla zasady, bo „zawsze trwałem przy tym zdaniu” lub „zawsze tak robiłem”.

Punkt obserwatora to również obserwacja innych, obserwacja sytuacji codziennych, obserwacja konceptów w społeczeństwie, rodzinie, mediach. To pozwala podjąć decyzje co nam nie służy i odłączyć się od tego, kierując się własnymi decyzjami, autonomicznie.

Jednak wracając do demonów, jeśli zaprosiliśmy kiedykolwiek do siebie te siły, nawet nieświadomie, mogą być do nas przyczepione, wpływając na nasze reakcje i decyzje, korzystając z prawa „nie jest świadomy, że może wybrać wolność, więc mu ją zabiorę”. Zgadzając się wejść w ciało na tej planecie, przyjęliśmy na siebie cały bagaż dotyczący jej mieszkańców, zaczynając od linii biologicznej rodziny, a jak wiemy linia rodzinna to wieeeeeeki, a to oznacza miliony wcieleń, a to oznacza… nieskończoną liczbę możliwości jeśli chodzi o zboczenie ze ścieżki pozytywnego ego jakiegoś przodka. Jeśli jesteśmy Twinami, na pewno weszliśmy w linie rodzinne, które są mocno obciążone. Możemy wiec spodziewać się szeregu demonów przyczepionych do rodziny, bo nikt tego nie anulował, nie odwołał. Ludzkość jest kreatywna, więc i nieskończona ilość pomysłów jest w obrębie tego, co można zrobić, żeby się uratować, zdobyć coś dla siebie, itd. Wszelkie klątwy, zaklęcia, oddawanie duszy w zamian za coś, rytuały, magia, to się działo. Nie u ciebie? Hm. Jesteś pewien? Wiesz, co robili członkowie twojej linii rodzinnej w czasach Atlantydy, Egiptu, w czasach krzyżackich wojen religijnych…? Jesteś pewien, że twoja rodzina jest dość zamożna nie dlatego, że kiedyś ktoś uprawiał jakieś czary związane z pieniędzmi? A czy jesteś pewien, że nie złożyliście np. ślubów ubóstwa lub milczenia? Skąd wiesz, że jakiś twój przodek nie uprawiał seksualnych orgii i nie mordował ludzi? Skąd wiesz co siedzi w twojej genetyce, jeśli cię tam nie było i nie masz bezpośrednich wspomnień? Nie wiesz tego, a jednym rozwiązaniem, żeby wyłapać to, że coś jest nie tak i coś ci nie pasuje, jest obserwowanie siebie i swoich reakcji.

Intencje stojące za naszym zachowaniem i reakcjami są bardzo ważne. Intencje te w naszym zakresie możemy zbadać, jednak intencje stojące za tym co nas otacza również należy zbadać, ponieważ jak i u nas nie zawsze są takie, jakie się prezentują, bo taka jest natura Imposter Spirits. Przedstawiają się jako coś innego, niż są w rzeczywistości.

Czy wiesz, że jeśli idziesz do kościoła, zgadzasz się brać udział w tym, co reprezentuje sobą ta instytucja? Oddajesz swoją energię i siłę pośrednikowi, ale czy znasz jego intencje i tego co z twoją energią zrobi?

Czy wiesz, że jeśli idziesz do lekarza, szpitala, bierzesz leki, oddajesz swoją energię i siłę pośrednikowi i że zarówno osoba, jak i instytucja może mieć ukryte intencje odnośnie tego, dlaczego ci pomaga?

Czy wiesz, że jeśli idziesz do szkoły, na studia, gdzie intencje edukowania w dany sposób są ukryte, oddajesz swoją energię i siłę pośrednikowi?

Wiedza duchowa, możliwość samoleczenia, rozwoju, itd. – to mamy w sobie, ale zgadzamy się na pośredników, bo nie mamy pewności odnośnie swoich własnych przekonań, wniosków, wewnętrznej mądrości i wiedzy (nie mówię, że wszyscy wykonujący dane zawody mają złe intencje i mamy np. w momencie kryzysu członka rodziny zrezygnować z leczenia, ponieważ jesteśmy jeszcze w okresie przejścia ze starego w nowe, ważna jednak jest nasza świadomość). Ciężko, żebyśmy ją mieli, skoro z każdej strony mówione jest jak żyć, jak myśleć, czego pożądać. Dodatkowo mamy o sobie niskie mniemanie, ponieważ Imposter Spirits szepczą nam do ucha: jesteś głupi, brzydki, nie zasługujesz, nie dasz rady, nie rób tego, nie rób tamtego. Uznajemy to za własne myśli, własne przekonania, a tak nie jest. To manipulacja, iluzja, w celu odciągnięcia ludzi od ich własnej boskości, od ich własnej siły, bo jeśli nie będzie kogo kontrolować, będzie po wszystkim. I tego właśnie chcemy my :) Uwolnienia się całkowicie.

Intencja z jaką coś robię czy mówię jest niesamowicie ważna. Jeśli nie wiem dlaczego coś robię, nie znam głębi, oddaję czemuś kontrolę. Jeśli np. opiekuję się chorą osobą, ale nie mam cierpliwości lub denerwuje mnie, że muszę to robić, ale nie przyznaję się do tego sama przed sobą, nie ma spójności w moim zachowaniu i intencjach. Jeśli jestem z kimś w związku z ukrytych motywów, okazując uczucia, których nie ma, jestem nieszczera, wiec zapraszam rodzaj demonicznej siły do mojego wnętrza, która rezonuje z takim sposobem działania. Tak jak rezonujemy ze światłem, tak rezonujemy z ciemnością. Jeśli chcę być z Twinem, bo coś mnie dramatycznie przyciąga, ale nie wiem co, oznacza to, że coś mną kieruje i popycha, a ja poddając się temu, oddaję władzę nad sobą komuś innemu, wystawiając się na kontrolę sił, których nie widzę i nie znam. Najlepsze rozwiazanie? Szczerość, prawda, otwartość (zaczynając od szczerości ze sobą i ciągłego poszukiwania odpowiedzi). Nie zawsze się da? No właśnie :) A powinno. Stąd poszukiwania źródła.

Gdy przestajesz bać się demonów, gdy widzisz je jako niewolników i rozumiesz jak działają, możesz wyłapać w których momentach na ciebie działają i postanowić od teraz działać inaczej. Jeśli np. myślisz o kimś źle, wyłapujesz to i postanawiasz, że nie chcesz tego kontynuować, próbując znaleźć w sobie momenty i  źródło tego zachowania względem siebie. Najczęściej to, co myślimy o tej osobie, myślimy i o sobie, lub myśleliśmy w jakiejś inkarnacji, lub przejęliśmy takie myślenie z linii rodzinnej, bo np. ktoś z przodków uznawał takie zachowanie za złe i w momencie śmierci przyczepił się do linii rodzinnej, powodując, że cała linia powtarza taki wzór myślenia – to też się zdarza. I tak jak mówię, nie ma innej opcji niż obserwacja siebie i chęć zmiany swojego postępowania na bycie najlepszą wersją siebie.

Odkąd przestałam odrzucać taką możliwość, odkąd rozumiem jak działają siły sataniczne (fałszywa matka) czy lucyferyczne (fałszywy ojciec), w momencie czyszczenia, raz na jakiś czas, w asyście Aurory otwieram portal, przejście i informuję Imposter Spirits odnośnie ich praw. Pozwalam im na wybór, mogą zostawić nas w spokoju, czyli uwolnić się spod wpływu kontrolerów już teraz lub i tak będą musiały opuścić planetę, z tym, że wtedy ich karma będzie większa.

Nasze reakcje, jeśli przeżyliśmy traumę i musieliśmy wyrobić w sobie mechanizmy obronne, bardzo często są sterowane przez takie demoniczne podłączenia, które lubują się w naszym cierpieniu. Jeśli trauma była tak mocna, że kawałek nas znajduje się za ścianami separacji, czyli nie pamiętamy o jego istnieniu, będą na niego wpływały, ponieważ jeśli odrzucamy siebie, traktują ten kawałek jako niczyj. Jeśli odważymy się spojrzeć na to skąd pochodzą dane myśli, emocje, jeśli mamy w sobie dedykację poznania ich źródła, zostanie one stopniowo uwolnione, a to umożliwi integrację zapomnianego fragmentu z nami i zabranie dostępu do nas demonom i innym stworzeniom, które nie są niczym niezwykłym. Dotyczą nas wszystkich, z każdym miały styczność przeróżne ich odmiany, a strach ma wielkie oczy. Pokonując strach, przestajemy być jego ofiarą i przychodzi zrozumienie. Inaczej jesteśmy nadal niewolnikami.

Wracając do związków, każdy z nich był zawsze po coś, najczęściej żeby pokazać sobie nawzajem takie właśnie miejsca, w które nie chcemy zajrzeć. Jeśli wchodziliśmy z kimś w związek, mając nadzieje na to, że to już na zawsze, biorąc ślub i czekając na „żyli długo i szczęśliwie”, wchodziliśmy w iluzję o związku (tęskniąc podświadomie za Hieros Gamos) i pakując się na minę, mianowicie nie wiedząc, że dana osoba jest tylko na jakiś czas i żeby coś nam pokazać. Związując się „na zawsze”, chcąc posiadać, chcąc mieć pozorne bezpieczeństwo, sami robimy z siebie niewolników. Tak samo jest z rodziną, jeśli mamy niezdrowe przekonania, że coś musimy (a chodzi przecież o uleczenie wzorów), ze znajomymi (o czym już pisałam), czy choćby z pracą (szkolimy się w danym kierunku i chcemy sukcesu, gdy nagle zmienia nam się kierunek zainteresowań, co tłumaczymy wypaleniem, a jest to zwyczajna zmiana wersji nas i integracja wspomnień i talentów z innych inkarnacji).

Nie jest inaczej i w przypadku Twina. To, co raz obowiązywało, zmienia się cały czas, bo i my mamy miliony wersji. W zależności od tego jak duże są nasze kontrakty, tak dużo trzeba będzie wyczyścić, stąd jedni pracują w kontakcie ze sobą, a inni w odosobnieniu, bo kiedy w grę wchodzi taka ilość sytuacji z Imposter Spirits, pozabijanie się nawzajem nie byłoby wcale niemożliwe. Musimy rozumieć, że Twin będący naszym monadycznym bliźniakiem, genetycznie równym, ma w sobie dokładnie to co my, czyli nie możemy powiedzieć: ja taka nie jestem, to on. Nie ma takiej możliwości, za to jest możliwość ukrytych części w nas i jeśli odrzucamy jakąś wersję Twina, odrzucamy też siebie (i przy okazji jedność z ludzkością, i z Bogiem).

Jednak integracja danej "ciemnej" wersji nas nie oznacza chęci kontynuowania danego zachowania. Oznacza obserwację i akceptację, że jakiś aspekt nas jest taki, co nie robi go mniej boskiego. To tylko chęć odwracania wzroku, odrzucenie powoduje separację nie dość, że wewnątrz, to miedzy nami a Twinem, a także miedzy nami a innymi ludźmi, nami a innymi rasami, itd. Kontrolerzy chcą nas dzielić, ale my mamy inne plany :)

Czy to znaczy, że mamy zgadzać się na coś wbrew sobie lub chować się w domu, żeby nie wywoływać żadnych reakcji? Nie, ponieważ kontakty z innymi są nam potrzebne, stopniowo ewoluując, aż taka potrzeba zniknie. Im wyższy poziom rozwoju, tym mniejsza potrzeba przywiązywania się do kogokolwiek. Związki karmiczne są potrzebne do nauki, my natomiast już nauki nie potrzebujemy. Non-attachment, czyli brak egoistycznego przywiązania, jest konieczny do znalezienia swojego kręgosłupa, żeby móc podejmować własne decyzje, oparte o własne przekonania, własne odczucia, niezależnie od opinii innych. Często na początku słyszałam od was, że „Twin powiedział, że w to nie wierzy”, „Twin nie lubi tego”, ale to właśnie jest nasze zadanie, żeby odnaleźć się w tym wszystkim, ponieważ nie możemy opierać się na opinii Twina, czy kogokolwiek innego. Dlaczego? Ponieważ każdy ma własną perspektywę, zmieniającą się na podstawie doświadczeń i emocji. I dlatego też często podkreślam, że macie prawo mieć w nosie moje zdanie. Co nie sprawia, że przestanę myśleć tak jak myślę lub nie zmienię zdania za chwilę, bo wersje mnie są różne, a praca trwa nadal. Ostatecznie chodzi o jedność i wspólną świadomość opierającą się na służbie prawu jedności, a to znaczy, że niezależnie od tego jak krętą drogą, dotrzemy tam gdzie trzeba, każdy w swoim czasie, myśląc jak jedno, ale będąc niezależnymi jednostkami.

Jeśli nie chcemy bawić się z demonami, obserwować trzeba non stop. Męczące? Ja już się przyzwyczaiłam, choć będąc po drugiej stronie czułam się od tego wolna :) Obserwować i wybierać swój autorytet, swoją drogę, to w którym kierunku chcemy podążać, obserwować jak się czujemy, myślimy i czy nam z tym dobrze. I chcieć to zmieniać. Chcieć wracać do centrum, nie trwać w polarności. Być otwartym na inne zdanie, inne spojrzenie, ale znać i swój środek. Czasem nasz środek wydaje się nasz, jednak okazuje się, że zaczyna nas uwierać i trzeba go trochę uaktualnić :) To nic złego. Mówcie mi zmiana. I pomyśleć, że byłam upartym koziorożcem ;)

Sharny powtarza, że miłość to wykrzywienie, polarność. Rozumiesz i potrafisz to zaakceptować kochany czytelniku? High five! Buziaki wszystkim.

23. Wspólna świadomość

Chciałabym dziś trochę refleksyjnie przedstawić miejsce, gdzie błądzą moje myśli od kilku dni, dając wam przestrzeń do własnych przemyśleń i odnalezienia się w tym, co napiszę. Wspólna świadomość.

Zakładając w mocnym uproszczeniu, że wszystko zaczęło się od Boga, który jest Światłem, wyobraźmy sobie piękną białą kulę światła. Postanawia ta świadomość, którą jest ta kula, stworzyć między wieloma innymi kreacjami, nasz wszechświat oraz nas, ludzką rasę, również w dużym uproszczeniu. Oznacza to, że wszystko, co wydarzyło się od początku tej kreacji, wszystko co powstało z tej pierwszej boskiej iskry, zarówno światło jak i ciemność, jest nadal Bogiem, z którego ta pierwsza iskra wyszła. Jest nadal tą samą boską świadomością. Czy to sprawa, że Bóg jest bardziej zły, lub bardziej dobry w zależności od tego co stworzył lub co powstało? Nie. To oznacza, że Bóg jest nadal tą pierwotną świadomością, zupełnie neutralną, ale zawierającą w sobie wszystko. Ma w sobie wszechświat, galaktyki, gwiazdy, planety, stworzenia, również nas. A skoro my jesteśmy pochodną tej iskry, to również jesteśmy Bogiem oraz wszystkim innym, co powstało razem z nami. Co sprawia, że nie widzimy siebie tak jak on?

Światło jest inteligencją, niesie informacje, dociera wszędzie i jest wszystkim, nawet jeśli go nie widzimy. Jednocześnie nie istnieje bez ciemności. Każdy z nas jest indywidualnością złożoną z rożnych proporcji światła i ciemności, co sprawia, że jesteśmy unikalni (jest to nasza osobowość w najniższej gęstości). Im wyżej w wibracjach, im wyżej w wymiarach, tym bliżej nam do Boga, czyli bliżej do jednej wspólnej świadomości i zrozumienia, że nasze istnienie to nie ja kontra oni, a jedno wspólne doświadczenie wszystkich mieszkańców planety, a nawet dalej. Żeby dotrzeć do punktu Zero, do świadomości jedności, należy zrozumieć naturę Boga, czyli to, że jest wszystkim, a przez to my również jesteśmy wszystkim.

Gdy byłam dziewczynką, a później nastolatką, miałam w moim mniemaniu dziwne życie, choć wtedy wydawało mi się chyba, że wszyscy tak mają. Lubiłam obserwować, lubiłam wszystko wiedzieć, ale unikałam doświadczania, jeśli nie było to konieczne. Wolałam patrzeć i wyciągać wnioski, robiąc swoje. Byłam zwykle na uboczu, choć nie unikałam kontaktów z ludźmi jakoś szczególnie. Po prostu wolałam milczeć i obserwować, podczas gdy moi rówieśnicy doświadczali pełną gębą :) Tak swoją drogą dziwnie jest to teraz wspominać, ponieważ ledwo to pamiętam, widząc jako jedno z wcieleń. W każdym razie, w moim dziecięcym otoczeniu w wieku 3 lat, już w przedszkolu, pojawiła się Magda, byłyśmy więc dwoma Magdami, które trzymały się razem. Później zaczęły pojawiać się rożne koleżanki i razem z Magdą przez okres przedszkola, podstawówki i liceum… zamieniały się miejscami. Ktoś powiedziałby: miałaś przyjaciółki. Nie. Zdałam sobie sprawę w pewnym momencie, że koncept przyjaźni przez całe życie był dla mnie niezrozumiały i bardzo ograniczony, ale nie umiałam tego sama sobie wtedy wytłumaczyć, bo nie miałam nazewnictwa i szerszego zrozumienia.

Każda z koleżanek towarzyszyła mi, a ja jej, przez jakiś okres czasu, gdzie niemal stapiałyśmy się w jedno, przejmując swoje zainteresowania, dzieląc pasje i myśli. Po jakimś czasie wkraczały niezrozumienia, niezgody lub przychodziło porozumienie z kimś innym, kto przejmował pałeczkę i zajmował miejsce obok. Nie pamiętam z mojej strony większych żali, że tak się dzieje, natomiast pamiętam rozmowy, że tamta jest taka, a tamta taka, w które byłam wciągana. To co się działo, to była nauka życia na Ziemii, a raczej nauka przejmowania cudzych przekonań i wzorów. Jednym słowem pranie mózgu :) Bo choć miałam inne spojrzenie, czułam, że nie chcę brać w tym udziału, brałam. Dokładnie tak jak w powiedzeniu o krakaniu wron.

Co się jednak działo, to fakt obserwacji w sobie myśli i zachowań, z którymi nie było mi dobrze, typu ocena, plotki. Stąd już wtedy niechęć i wola bycia w samotności częściej niż z innymi, w celu przemyślenia. Nie byłam tego świadoma, nie wiedziałam, że już wtedy procesuję i wyciągam wnioski. Taki był oczywiście naturalny proces ewolucji, z tym, że nie wszyscy to rozumieli, ze mną na czele.

Czym było posiadanie koleżanek na konkretny sezon? :) Asystowaniem sobie w rozwoju. One pokazywały mi siebie, a ja przejmowałam część ich świadomości, ponieważ miałam tę część w sobie, nawet jeśli nie byłam jej świadoma. To dlatego z jedną koleżanką przeszłam etap strojenia się i robienia makijażu, z inną dłubania w ręcznych robótkach, z kolejną bycie chłopczycą, sport i marzenie o nowych adidasach. To nie znaczy, że dopasowywałam się do nich z braku własnej indywidualności. Moja indywidualność doświadczała rożne swoje wersje poprzez odbicie pochodzące od koleżanek. Ja odnajdywałam się w każdej z nich, a one czuły się dobrze ze mną, ponieważ byłam w stanie zrozumieć i wejść w doświadczenia każdej z nich. Dokładnie tak jak Bóg doświadcza poprzez nas, tak ja doświadczałam czyjejś indywidualności, widząc mój związek z tamtą indywidualnością. Byłyśmy zarówno indywidualnymi osobami, jak i jedną, taką samą świadomością, z tym że przejawiającą się w dwóch ciałach, dwóch charakterach, ale coś nas wtedy łączyło. Coś, co było zarówno we mnie, jak i w tej drugiej osobie.

Poszerzając punkty wspólne, łączy mnie ze wszystkimi ludźmi COŚ. To coś oznacza, że znajdę punkt zaczepienia w każdej osobie, nawet jeśli jest to osoba, której zachowanie pokazuje coś zupełnie odwrotnego od mojego. Dlaczego? Dlatego, że Bóg jest wszystkim i my również, więc choćbym miała do czynienia z kimś kompletnie odmiennym ode mnie, jest on mną, a ja jestem nim. Nasza wspólna świadomość może nie być identyczna na poziomie danego spotkania, czyli różnić się mogą nasze doświadczenia, wspomnienia, w zależności od tego co dana osoba pamięta i czego jest świadoma odnośnie doświadczeń wielowymiarowych, ale ostatecznie i tak jesteśmy jedną świadomością.

Każda z koleżanek, a następnie każda z osób, z którymi miałam do czynienia w moim życiu, włączając w to rodzinę, związki miłosne czy innych spotkanych po drodze ludzi, były fragmentami mnie, które asystowały mi w moim procesie, a także którym ja asystowałam. Im większy poziom rozwoju, tym większa możliwość połączenia, tym wymiana i przenikanie świadomości mocniejsze, tym bardziej intensywne i szybsze wyciąganie wniosków. Przeniosłam więc ten wzór również, nadal nieświadomie, na ostatnie 1,5 roku świadomego rozwoju na drodze do ascencji, kiedy to najpierw procesowałam w większości sama, a dopiero na początku tego roku pojawiły się inne osoby i rozmowy.

Każdy z Twinów z którymi spędziłam godziny, dni, miesiące nawet, zlał się ze mną w jedno wspólne doświadczenie, które miało temat przewodni. Jak odkurzacz zasysałam ich perspektywy, a oni moje, z czego musieliśmy się wykaraskać z czasem, a czego nie wiedzieliśmy wtedy. Ostatecznie moja kochana Natalia i Sebastian, którzy byli mi najbliżsi, usłyszeć musieli, że zapaliło się czerwone światło i musimy "zerwać" :) Ludzie, którzy byli mi najbliżsi i za których byłam niezmiernie wdzięczna, musieli z dnia na dzień zniknąć z mojego procesu kategorycznie (do czasu przejścia na drugą stronę całkowicie).

Kiedy ktoś pojawia się w naszym życiu, nie pojawia się przypadkiem. Jednocześnie kiedy my mamy potrzebę kontaktu z kimś, nie jest ta potrzeba przypadkowa (warto zbadać, skąd ta potrzeba pochodzi i do czego nam ta druga osoba jest potrzebna). Mamy w sobie wszystko oraz mamy w sobie blokady, które nie pozwalają nam widzieć siebie i innych jako jedność, równych i boskich. Żeby zobaczyć wszystkich jako równych nam i znajdujących się wewnątrz nas, a także żeby odnaleźć drogę powrotu do Źródła, manifestują się, a raczej sami manifestujemy w naszej bańce rzeczywistości ludzi, którzy pomogą nam znaleźć te blokady, namierzyć je, tudzież przypomnieć sobie skąd się te blokady wzięły, wyciągnąć wnioski i pozbyć się ich. Im wyższy poziom, tym bardziej intensywny kontakt, tym więcej możemy wniosków wyciągnąć. Ostatecznie dotrzeć mamy do punktu, kiedy… nikogo nie potrzebujemy, żeby pokazał nam nasze odbicie, którego nie widzieliśmy wcześniej (nawet Twina), a to oznacza, że dogłębnie rozumiemy, że całą ciemność i całe światło mamy w sobie, zjednoczyliśmy je i widzimy te dwie siły jako równe, neutralne i potrzebne do kreacji na planie ziemskim, ale zjednoczenie których pozwala poznać czym jest jedność.

Ostatnie dłuższe rozmowy z kimkolwiek odbywałam pod koniec lipca i w ten sposób dotarłam do punktu, gdzie czułam, że nie potrzebuję nikogo, że wszystko i wszystkich mam w sobie, że jestem kochana, że jestem wartościowa, że mogę po prostu swoim istnieniem być zmianą tutaj. Był to okres, kiedy w tej samotności wchodziłam po stopniach ku 12D, ku Unity Body i kiedy przeszłam na drugą stronę. Nic nie jest w stanie opisać wrażeń, nie ma słów które mogłyby wyrazić jak się wtedy czułam. Byłam wszystkim, nie czułam żadnych niskich emocji, byłam w uniesieniu, ale stabilna i choć nic nie musiałam, to ogromnie dużo chciałam. Nie potrzebowałam Twina, ale wiedziałam, że jest i będzie. Byłam jednością ze wszystkimi, nie widząc między nami żadnej różnicy, akceptując wszystko takie jakie jest. W takim stanie założyłam tę wersję bloga.

Od tego czasu, jak to tłumaczy Sharny, a ja się z nią zgadzam, realizujemy nasz kontrakt jako pierwsza fala i jako Ascended Masters robiący poziom 4, przygotowując drogę dla tych, którzy idą po nas, dla kolejnych fal, które dzięki temu nie będą musiały wpadać w pewne pułapki, będą miały trochę łatwiej, bo ich kontrakt nie przewidywał tego, co nasz. Ci idący po nas, poziom 2 i 3, przechodzą proces prawdopodobnie tak, że wchodzą do góry, stopniowo, najczęściej wspólnie z Twinem, a gdy tam dotrą, wracają tu w uniesieniu i tak już zostaje. My robimy to inaczej, mianowicie robimy wszystko na raz w bardzo krótkim czasie, doświadczając, ucząc się, chroniąc się przed intensywnymi atakami, docierając do 12D wcześniej i kończąc proces, jednak powracają mając Unity Body jakby „w zanadrzu”, nie wchodząc w nie do czasu, aż w imieniu kolektywu wykonają pracę dla innych, rozumiejąc co to znaczy być jednym.

Tak właśnie się dzieje od sierpnia. Odkąd wróciłam z blogiem zaczęły pomału wracać kontakty z innymi. Dlaczego? Dlatego, że choć już zakończyłam proces, miałam obserwować dalej i czyścić to, co do mnie przyjdzie, co zauważę u innych, a co odbije się we mnie. Wróciły timeliny, które musiały zostać wyłapane, wróciły więc osoby, które coś mi pokazać miały, a których odbicia mówiły mi o tym jak myśli w jakimś aspekcie kolektyw i co jeszcze jest do wyczyszczenia (oraz przypominając jak ja myślałam czasami).

Ostatnią z osób, która towarzyszyła mi w ostatnim czasie jest Małgosia, której włączyłam czerwone światło dwa dni temu. Dlaczego? Dlatego, że towarzyszyłyśmy sobie, wykonałyśmy bardzo dużą pracę, ale z rozmów raz na jakiś czas zrobiły się rozmowy wielogodzinne, zaczęłyśmy się jak poprzednio z innymi scalać coraz mocniej i pojawiło się zmęczenie. Zaczęłyśmy widzieć w sobie odbicia siebie ponieważ wymieniałyśmy się intensywnie energiami przez co pojawiły się różnice zdań i był to sygnał dla mnie, że czas się temu jeszcze głębiej przyjrzeć. I choć nasz kontakt włączał wyciągnięcie na wierzch naprawdę dużego „czegoś”, musiałam podjąć decyzję, że czas na wnioski. Dokładnie tak jak poprzednio.

Przez całe moje życie i ja, i Twin, mieliśmy w sobie chęć pomocy, świadomą i podświadomą, która miała wiele poziomów. On służył ludziom choćby w swoim zawodzie, ja byłam jak jeden wielki filtr i odkurzacz ludzkich emocji i problemów. Przez to, że od najmłodszych lat mieliśmy w sobie to pomaganie, nie nauczyliśmy się stawiania zdrowych granic, bo nikt nas tego nie nauczył (bo kto miałby wiedzieć jak to działa?). W wyniku tego albo poddawaliśmy się temu co nam robiono, albo kopaliśmy i wyrywaliśmy się jak dzieci, nie potrafiąc powiedzieć nie w harmonijny sposób. Ostatnie rozmowy z Małgosią doprowadziły do tego, że zaczęłam mieć sny związane z nią i jej Twinem (przekładane na moje własne uczestnictwo w nich), wyciągnęłam aspekt związany z nimi na światło dzienne oraz odkryłam pochodzenie mojej zdolności bycia „filtrem”, a także powód dla którego miałam tak mocny problem z oceną i stawianiem granic. Wszystko to było po to, żeby wykonać pracę dla kolektywu, ponieważ moje odkrycia są wprowadzane jako wzór dla innych. Wprowadzam wzór tego jak powinno być, usuwając blokady. Można powiedzieć, że robię przegląd ludzkich wersji patrzenia na dany temat, docierając np. do czasów Egiptu, żeby ostatecznie stwierdzić: to mnie blokowało, a więc i innych, dlatego oryginalna świadomość jest taka i taka. Odkopuję i uwalniam fragmenty, które zostały wykrzywione, zmienione lub do których dotarcie wymagałoby przejścia przez np. demony lub pułapki mind control. Sama się w nie pakuję w ten sposób, ale jednocześnie wchodzę w tak w swoją siłę i wypełniam swój kontrakt.

Jednocześnie, i to też ważne, zrozumieć musiałam, że moja wiedza nie powoduje, że mam ją projektować na kogoś, wyręczać, podsuwać rozwiązania, wykonywać pracę za kogoś, a tak się zdarzało, czy z Twinami, czy z bliskimi. Często myślałam, że skoro mam wiedzę to muszę uświadomić innych, że skoro wiem jak powinno być, to mogę powiedzieć: rób to inaczej i ta osoba powinna zmienić kierunek. Podświadomie filtrowałam emocje i chciałam rozwiązywać problemy za innych, a nie tędy droga, ponieważ w ten sposób odbiera się innym ich własną umiejętność wejścia w siłę, oceny sytuacji, wyciągnięcia wniosków, przejścia ścieżki ewolucji.

Moja zdolność „wciągania” na siebie świadomości oznaczała, że w zależności od tego co do mnie „przyleciało”, chciało żebym myślała według tej świadomości. Moim zadaniem, za każdym razem, było wyłapanie blokad, nieprawidłowości w odniesieniu do mojego kręgosłupa i ostatecznie powrót do centrum.

I tutaj docieramy do wspólnej świadomości. Dotarcie do poziomu Godhead wymaga ode mnie stosowania wiedzy, którą otrzymałam. Wiedza jak powinno być i jak powinnam się czuć to mój kompas. Jeśli tak się nie czuję lub nie myślę, oznacza to, że czas na zbadanie, a to oznacza… pracę 24/7. To również zrozumienie, że ocena siebie, sytuacji, zachowania innych ludzi, choć nie jest moim naturalnym stanem w Unity Body, jest konieczna do zbadania tego jak się czuję z danymi myślami, czy emocjami. Bez oceny z kim ma do czynienia i bez widzenia w innej osobie czegoś, co nie pasuje mi we mnie (czyli odbiega od wzoru myślenia Christos), nie byłabym w stanie wykonać pracy, którą robię. Jednocześnie bez wzięcia na siebie wszystkich ludzkich zachowań i myśli, które prezentują się przede mną jako moje i nieodseparowane ode mnie, ale jako część mnie, bo część wspólnej ludzkiej świadomości, nie byłabym w stanie poczuć i chcieć pracować na rzecz wszystkich nas. Nie mówię: to nie moje, choć bywa, że niewygodnie jest mi z tym, co odbieram, dlatego szukam odpowiedzi, non stop. Tak samo jak nie widzę mnie i Twina jako jedno, a reszty jako coś oddzielonego od nas. W ten sposób nie pomogę ludziom, bo to nadal podział. Oczywiście, że tak myślałam w jakimś punkcie mojego procesu i oczywiście, że prezentuje mi się to raz na jakiś czas nadal, ponieważ cześć kolektywu tak o sobie i Twinie myśli, a ja to odbieram i wywalam, nadal jak wielki odkurzacz. W kółko i w kółko, aż przejdę na emeryturę ;)

Nie jesteśmy tu dla siebie. Nie jesteśmy tu jako my kontra reszta świata. Choć idziemy przez timeliny jako wojownicy, to wszystko sprowadza się do tego, że każda ciemność i każde światło jest w nas. Nie da się dotknąć najwyższego światła bez poznania najgłębszej ciemności. Zrozumienie przychodzi poprzez doświadczenie, a jednocześnie wiedza zobowiązuje do służby innym. Moje pomysły, moja świadomość pochodzi ze wspólnego kolektywu stworzeń, które służą prawu jedności, a to oznacza, że wielokrotnie nie będę rozumiana przez tych, którzy jeszcze mają w sobie blokady, programy, itd., a których nie widzą, bo taka jest natura kontroli umysłu, że się o niej nie wie, aż zdarzy się jakiś katalizator, który wyciągnie ją na wierzch. To tak jakby między projektowaną z poziomu Godhead świadomością, a odbiorem jej w ciałach każdego z nas były przeszkody, zniekształcające odbiór, zakłócające komunikację i zrozumienie. Dotarłam do punktu czucia jak to jest być od tego wolnym i teraz wyłapuję timeliny i zachowania manifestujące się u ludzi dookoła, niezgodne z tą czystą świadomością, której doświadczyłam, a której wzór mam w sobie. Czy to znaczy, że mam wytykać palcem i komentować zachowanie ludzi? Nie, ponieważ jeśli blokady są schowane, nie są w stanie ich dojrzeć w sobie, więc powiedzą: to nie moje, to nie ja. Co mogę? Wyłapać, usunąć, oczyścić, zrobić to co zawszę, dla wspólnego dobra i asystować danej osobie, trzymając miejsce, aż dotrze do niej to co ja zauważyłam wcześniej. W ten sposób moje wnioski prędzej czy później dotrą do wszystkich, ale praca musi być wykonana przez nich również, na tyle, na ile przewiduje to ich indywidualny kontrakt.

Czy zawsze jest różowo? Nigdy :) Choć zakończyłam proces, cofam się w czasie w obrębie swojego rozwoju, zapędzając się tam, gdzie czeka na mnie pułapka, żeby ją usunąć dla dobra wszystkich, a to oznacza stare reakcje, które muszę opanować i stare wzory, które muszę wyłapać, zmieniając je dla innych, którzy będą szli w moje ślady. Potrzebny jest w każdej chwili punkt obserwatora, dla każdej emocji i myśli, które widzę w sobie. Bywają momenty, gdy mam dość, jak można się domyślić. Nie jestem niezniszczalna, nie mam wyłączonych emocji dopóki nie wejdę w Unity Body, właśnie dlatego, że emocje pozwalają mi wykonać pracę. Te cholerne, upierdliwe płacze i ból są tym, czego planecie potrzeba, a ja jestem jednym z filtrów, które mogą to zrobić. Jednak choć wykonujemy pracę i rozumiemy jej znaczenie, choć jednocześnie większość ludzi nas jeszcze nie zrozumie, zawsze i przede wszystkim musimy znajdować balans w tym chaosie i wybierać przede wszystkim siebie, mówiąc o swoich potrzebach i stawiając siebie na pierwszym miejscu, nie dając się wciągnąć w stare wzory. Zakończenie rozmów z Małgosią to dla mnie sygnał, że docieramy do finiszu. Tak jak w lipcu, koniec rozmów sygnalizuje powrót na samotną ścieżkę, choć jak zwykle wiedząc, że nie jestem sama. Chodzi o to, że nasz proces jest zawsze samotnym procesem, ponieważ tak jak i się rodziny, jak umieramy, tak i ascendujemy sami, asystując sobie w każdym z tych przejść nawzajem. Czuję, że zbliżamy się do czegoś wielkiego.

To co napisałam dla każdego z was będzie miało inne przesłanie. I cieszę się niezmiernie, że mogę wam w tym asystować.

wtorek, 7 listopada 2017

22. Seksualność

Obudziłam się w środku nocy i do rana byłam męczona dzisiejszym tematem, tak żebym nie zapomniała (tylko nie zapomnij!!! ;)), więc oto jestem i oddaję swoje palce we władanie najwyższej wersji mnie, żeby jak najlepiej wyjaśnić to, co jest do przekazania. Temat ten od dawna był w planach, ale czekałam na coś, widocznie na ten brakujący element i odpowiedni moment. Wpis ten jest częścią większej serii spostrzeżeń odnośnie fizycznego ciała. Bardzo dużo jest do napisania, więc i odcinków będzie wiele.

Ciało fizyczne to manifestacja wszystkich pozostałych ciał subtelnych na poziomie materii. Wszystko co dzieje się w ciałach subtelnych będzie manifestowało się w ciele fizycznym i naszej rzeczywistości, w sposób zależny od naszego poziomu świadomości i tego jak sprawnie potrafimy poruszać się przez warstwy z których się składamy. W procesie, poprzez czakry, stopniowo wpuszczane zostają do naszego pola energie/wspomnienia/świadomość znajdująca się w danym zakresie wymiarowym/wibracyjnym po to, żebyśmy mogli wyłapać nasze myśli/emocje, zrozumieć ich pochodzenie, wybrać co jest dla nas odpowiednią drogą i zebrać elementy naszego pozytywnego ego, podejmując decyzje za te fragmenty nas istniejące równolegle „gdzieś tam”. Wszystko sprowadza się do wykonania pracy za pomocą tego jednego, obecnego, fizycznego ciała tutaj.

To co wchodzi do naszego pola zostaje przefiltrowane na nasze doświadczenia, a nasze wybory w kierunku najwyższego timelinu i naszej osobowości Christos filtrują się u tych fragmentów do nas podłączonych, nadpisując ich wybory, wysyłając jakby materiał zwrotny do tamtych timelinów.

Oznacza to, że to, co robią wersje nas poprzez działanie w ciele fizycznym, dokonując wyborów, bezpośrednio wpływa na nasze doświadczenia tutaj. Jakiekolwiek decyzje zapadają tam, wpływają na nas i odwrotnie. To co my robimy za pomocą naszego ciała fizycznego tutaj, gdzie podejmujemy akcję, ma wpływ i na nas, i na inne wersje nas. Sprowadza się to do prozaicznego: co wkładasz w swoje ciało, ma wpływ na wszystkie fragmenty ciebie. I nie chodzi mi dziś o jedzenie :) (choć to też ma swoje konsekwencje). Porozmawiajmy o seksualności.

Ale zanim o tym, koniecznie chcę zwrócić uwagę na to, żeby być świadomym, że spotykamy na swojej drodze przeróżne istoty, które w większości dzielą rezydencję swojego ciała nie tylko ze swoją duszą (bywają i takie bez obecności duszy), ale z szeregiem podłączonych istot, wpływających na myśli, wybory, działanie, a czego bardzo często nie są świadome. Oryginalny wzór człowieka to Oraphim, ale z racji tego, że dopiero przywracamy ten wzór dla całej ludzkości, większość ludzi ma w sobie po części genetykę Oraphim, a po części przeróżnie zmodyfikowane przez kontrolerów geny, co oznacza, że większość ludzi jest podatnych na wpływ Imposter Spirits, czyli stworzeń, które podają się za kogoś innego w celu osiągnięcia korzyści, dla siebie, z ukrytych pobudek. W wyniku traumy i innych bolesnych doświadczeń, najczęściej zbudowaliśmy Houses of Ego, o których wspominałam kilka wpisów wcześniej. Im więcej traumatycznych doświadczeń, im większe odłączenie od duszy, tym bardziej podatna dana osoba na przejęcie lub nawet opętanie przez siły sataniczne lub lucyferyczne, co nie oznacza zawsze drgawek czy lewitowania nad łóżkiem, ale oznacza, że dana osoba nie jest świadoma powodów dla których zachowuje się w dany sposób w pewnych sytuacjach, przez co może stać się portalem dla ciemnych mocy, idealnym narzędziem do wprowadzania chaosu, wywoływania kłótni, dramatów, energetycznego wampiryzmu.

Jeśli działamy tylko na poziomie 3D i nie używamy swoich pozazmysłowych umiejętności, wierzymy w to, co widzimy, słyszymy i rozumiemy logicznie, według ograniczonej perspektywy naszego ego. Bardzo łatwo jest nas przekonać do tego, co mówi osoba pewna siebie, jesteśmy podatni na wpływy, odrzucając własne przeczucia, własne wnioski, choć nie potrafimy podać wyjaśnienia tego „czucia”. Politycy, celebryci, gdy patrzy się na nich z ograniczonej perspektywy, można odebrać ich jako wspaniałych ludzi, którzy odnoszą sukces, bo odrzucamy drugą wewnętrzną linię podpowiadającą jakie są ich prawdziwe motywy.

Gdy dobieraliśmy się w pary zanim ktoś wspomniał o ascencji, nie wiedzieliśmy, że dobieramy się w pary na zasadach dalej sięgających niż „fajna dziewczyna”, „fajny chłopak”. Tak naprawdę to kogo wybieramy na partnera zależy od poziomu świadomości, ponieważ dana osoba ma być kimś, kto asystuje nam w powrocie do Źródła, zwracając naszą uwagę na to, co jest do przepracowania. Wydaje nam się, że ta osoba ma „to coś”, to „fajne coś”, a tak naprawdę ta osoba ma „coś więcej”,, mianowicie zestaw energii/ran, który ma cię czegoś nauczyć i pokazać ci kierunek poprzez wyciągnięcie wniosków. Nawet związki opierające się kompletnie na cielesności są po to, żeby ktoś powiedział: „nie chcę tego więcej”, a tak stać się może pod wpływem oczyszczania emocji i ściągania w ciało wyższej świadomości, czyli wtedy, gdy osoba jest gotowa na ewolucję.

I tutaj wrócę do rożnych istot i mieszkańców ciał fizycznych. Patrząc na samo ciało i słuchając tylko uszami nie jesteś w stanie ocenić co siedzi w danej osobie, ponieważ jeśli masz do czynienia z kimś bardzo odłączonym od duszy, zna idealne sztuczki, żeby cię omamić. Im bardziej odłączona od duszy osoba, tym mniejsza empatia. Im mniej empatii, tym mniej świadomości Christos, tym większa kontrola przez Imposter Spirits, tym większa chęć wywoływania chaosu, destrukcji, niszczenia czystych serc. Stąd narcyzm, socjopatia, psychopatia.

Jednym z zadań w procesie jest nauczenie się rozpoznawania z kim mamy do czynienia. Nie wszyscy prezentujący się jako przyjaźni, kochający, wspierający, są tacy w rzeczywistości. Często nasza rodzina czy przyjaciele mogą być kimś kto odciąga nas od Boga, od rozwoju. Z drugiej strony nie każdy też musi zostać odrzucony i mając Twina musimy zamieszkać na bezludnej wyspie. To kwestia nauki i wyczucia, używając wszystkich możliwych zmysłów i narzędzi. Jeśli ktoś nas odciąga od Źródła, od najwyższej ścieżki, jest tam coś, co możemy nazwać anti-Christ, czyli działanie żeby zaszkodzić świadomości Christos. Jeśli ktoś wspiera nas w tej drodze, jeśli możemy być sobą, warto mieć takie osoby dookoła siebie i również im asystować, nie ograniczając swojej miłości.

Biorąc pod uwagę to, że celem Kontrolerów jest zniszczenie świadomości Christos i wzoru Oraphim, można się spodziewać, że w celu zniszczenia tej genetyki wszystko co zapobiegnie ascencji i Hieros Gamos jest wykorzystywane. Jaka jest jedna z najgroźniejszych „broni” przeciwko nam? Siatka Nephilim Reversal Grid i promowany przez nich program Sexual Misery. Wszystko co tylko możliwe, a dotyczące płci, seksualności, kobiety i mężczyzny zostało wykrzywione tak, żeby każdy ruch był wpakowaniem się na minę i najlepiej wywołaniem emocjonalnej reakcji. Jakąkolwiek drogą nie pójdziesz (pomijając drogę Hieros Gamos), masz do czynienia z Imposter Spirits.

Stworzono na przykład brutalne religie, promujące wstrzemięźliwość do ślubu i następnie oddanie się jednej osobie, do końca życia. Biorąc pod uwagę, że dwie osoby mają określony pakiet energii, ran, blokad, seksualny akt tworzy bardzo silny eteryczny sznurek łączący te dwie osoby, pozwalający na wymianę tymi energiami, powodując blokady i to, że ostatecznie i mąż, i żona widzą w sobie nawzajem swoje rany, swoje energie, nie potrafiąc się ich pozbyć, ponieważ nie znają sposobów na oczyszczanie energii. Dochodzi do kłótni, oskarżania się nawzajem, drażnienia, a ostatecznie mamy przed sobą parę małżonków, którzy z pozoru zwyczajni, duszą w sobie emocje i męczą się ze sobą do końca życia w imię „co Bóg złączył…”, bo przecież rozwód jest według kościoła niedopuszczalny i "co ludzie powiedzą?". Wynik? Wstyd, poczucie winy, niskie poczucie własnej wartości, generalnie cierpienie, stagnacja i brak rozwoju + w niektórych przypadkach powód do przemocy emocjonalnej, fizycznej, materialnej, bo „to moja własność”.

Z drugiej strony kolejnym nurtem jest wyzwolenie seksualne, niczym drwienie z nauk kościoła, mówiące „a co ty taki niedzisiejszy?”. Pornografia, sprzedawanie seksu gdzie popadnie, to oczywiście idealna przynęta dla choćby nastolatków, którzy chcą być wyzwoleni, wolni, dorośli, więc podśmiewając się z tego co mówią dziadkowie, rodzice, wskakują do pociągu jadącego innym torem, a prowadzącego ku temu samemu: cierpieniu i odciągnięciu od Źródła. To oczywiście celowa zagrywka, mind control, bo im więcej kontaktów seksualnych, im więcej przygód na jedną noc, tym więcej sznurków, tym więc wymiany energetycznej ran, blokad, tym więcej zagubienia, tym większe ryzyko przejęcia. Każda osoba z którą idziemy do łóżka, jeśli nie usunęła ich świadomie, ma połączenia z każdą osobą z którą spała w tej inkarnacji oraz z innymi, z innych wcieleń, oraz z tymi, którzy spali z tymi osobami, itd… Wyobraźcie sobie wielkość wymiany energetycznej miedzy tymi osobami, skupiającą się w tym tutaj, obecnym ciele fizycznym. Aż się zmęczyłam... Wyobraźcie sobie natłok myśli, ilość emocji, bólu. Nie da się tak funkcjonować. Co więc się dzieje? Odłączenie od emocji, żeby nie czuć i przetrwać. W ten sposób niszczone są dusze i serca. Im więcej cierpienia, tym więcej odłączenia, tym więcej ścian separacji, tym więcej blokad, tym więcej Houses of Ego, tym bardziej rozkawałkowane Lightbody, tym dalej idące odciąganie od Boga, bo choć nie czujesz emocji śpiąc z kim popadnie w danej chwili, to zapis tego pozostanie w pamięci, w podświadomości i eksploduje, gdy wyżej wibracyjne energie spowodują wyciągnięcie tego na wierzch, co idzie ku większości mieszkańców naszej planety w związku z przejściem do HU-2.

Jako Twin Flames, jako stworzenia na ścieżce ascencji, które spotkały swojego monadycznego bliźniaka, nie jesteśmy tu po to, żeby uczyć się czym jest związek karmiczny. To już znamy. Mieliśmy partnerów, mężów, żony. Nie są nam potrzebne lekcje dotyczące starych związków. Jesteśmy tu po to, żeby dostrzec to co się ludzkości pochrzaniło i sprowadzić na ziemię to, co od zawsze było ludzkim urodzeniowym prawem, a co nam odebrano, czyli unie Hieros Gamos, a zanim do tego dojdzie, świadome duchowe związki oparte na szczerości i otwartości, w które będą mogli wchodzi stopniowo ludzie, w końcu otrzymując informacje co im zrobiono i rozumiejąc pochodzenie swoich podświadomych zachowań. Niektóre z Twinów, w zależności od kontraktu i stopnia trudności, wzięły na swoje barki proces, w którym musiała wystąpić zdrada. Musieliśmy nauczyć się co to znaczy być manipulowanym i skręcić nie tam, gdzie powinniśmy. Musieliśmy się nauczyć rozpoznawania z kim mamy do czynienia, słuchania swoich odczuć bardziej niż podstawowych zmysłów i uwalniania spod wpływu tego, co przez „zdradę” może na nas wpływać.

Często Twin spotyka nas w punkcie, gdzie jesteśmy w związku czy małżeństwie, bo tak naprawdę nie ma to znaczenia, poza tym, że naszym zadaniem jest dotarcie do zrozumienia jaki jest cel takiego układu (dla wszystkich biorących w nim udział) i z kim mamy do czynienia. Podkreślę bardzo, że co jednym wydaje się koniecznością, dla innych może być zupełnie nieprzydatne, bo inny jest ich kontrakt. Nakazywanie komuś zakończenie związku, bo pojawił się Twin jest samo w sobie bez sensu, ponieważ każda relacja, w zależności od kontraktu, może być inna. Jedni będą w związku z osobami agresywnymi, zaborczymi, gdzie nie ma miłości lub chociażby przyjaźni. Potrzebne jest zbadanie intencji, głębokie, po co w takim związku jesteśmy. Inni będą w związku z osobami, które zawsze były najlepszym kumplem i tutaj tez intencje i motywacje, dla wszystkich zaangażowanych będą zupełnie inne. Wszystko ma swój cel i każdy z nas musi go odkryć.

Faktem jest, że spotkanie Twina kasuje wszystkie wcześniejsze relacje romantyczno-seksualne. To dlatego, że pragniemy głębi połączenia, które w obcowaniu z Twinem jest jak obcowanie ze Źródłem i zupełnie nie musimy mieć seksualnych doświadczeń tutaj, na poziomie ziemskim, żeby tego doświadczyć. Wręcz przeciwnie, połączenie wszystkimi czakrami jest do osiągnięcia tylko miedzy naszą dwójką i nie ma możliwości wyższego połączenia z kimkolwiek innym. Jeśli jesteśmy wcześniej, przed Twinem, w związku z kimś, kto potrafi otworzyć choćby czwartą czakrę, żeby wyższe uczucia przepływały miedzy nami w seksualnym zbliżeniu, ryzyko nadużycia jest mniejsze. Jeśli natomiast jesteśmy w związku z osobą, która nie czuje do nas wyższych emocji, lub do której my nie czujemy wyższych emocji, wymieniamy się właśnie tymi odczuciami, co przejawia się jako przejmowanie tego, co dana osoba czuje odnośnie nas, co skutkuje naszym niskim poczuciem własnej wartości lub innymi niezbyt fajnymi odczuciami (znów delikatnie powiedziane). Najgorsze przypadki to te, gdzie akt seksualny to odłączony, zwierzęcy seks, pełen pożądania mającego źródło nie w miłości, a w wykrzywionych fantazjach, pornografii, wypaczeniach. Wtedy możemy paść ofiarą osoby, która w momencie szczytowania w wyniku odłączenia od duszy staje się ciemnym portalem i jest przejmowana po to, żeby np. wszczepić implanty i wyciągać z nas energię seksualną i mieć dostęp do nas po to, żeby wywoływać chaos, cierpienie, uzależnienia niemożliwe do zaspokojenia. Nie bez powodu osoby molestowane seksualnie lub ofiary gwałtów często obwiniają za te sytuacje siebie. Implanty i podłączenia pozwalają na dosłownie mówiąc tortury, mówiące do ucha rzeczy typu: „to twoja wina” lub zmuszające do poszukiwania kolejnych ofiar, typu kolejna zdobycz. Dlatego tak ważne jest odpowiedzialne wybieranie z kim mamy intymne kontakty i traktowanie swojego ciała jak świętość.

Wiecie dlaczego często Twiny śpią ze sobą, a potem następuje kolejna ucieczka? Ponieważ nie wszystkie aspekty duszy są już odkryte, nie wszystko jest oczyszczone i jest duże ryzyko, że podczas spotkania wymienią się znów energiami od wersji siebie, które gdzieś tam mają poczucie winy lub czują się źle, bo poszły z kimś do łóżka lub były ofiarą molestowania, lub masa innych opcji, co spowoduje odpychanie. Istnieć mogą wersje będące pod wpływem podłączeń, implantów, które mają wpływ na to, co dzieje się teraz tutaj. Im trudniejszy kontrakt, tym większe ryzyko takiego seksualnego spotkania Twinów, zanim wszystko zostanie oczyszczone.

Ja dość szybko po spotkaniu Twina usłyszałam wyraźne NIE od Wyższego ja jeśli chodzi o spanie z mężem. Ciało było mi zbędne, a niemożność pełnego połączenia wszystkimi czakrami z mężem, choć nie spałam wcześniej z Twinem, było gwoździem do trumny, albo raczej najlepszym co mogłam zrobić, i dla siebie, i dla męża. Nie chodziło tu tylko o to, że moje myśli krążyły w stronę Twina i byłby to brak szacunku do męża (i rodzaj oszustwa), ale o to, że spanie z mężem, gdy zaczynały się ze mną łączyć nasze inne wersje, WSZYSTKIE wersje, także te zaimplantowane, oznaczało ryzyko przekazania mu wszystkiego co w nas niezbyt miłe, mówiąc delikatnie. Dzięki, naprawdę, za słuchanie intuicji, bo wtedy nie rozumiałam jeszcze głębi problemu i nie znałam całej perspektywy, a w ten sposób powstrzymałam zrobienie możliwej krzywdy komuś, kto i tak swoje w związku z istnieniem Twina zaliczy.

Ale przecież kontrakt Indygo 3 to nie herbatka u cioci… :) Ja postawiłam na szczerość i czystość, wiec Twin postawił na poznanie kogoś „natentychmiast”, bo taki był nasz kontrakt i tak to jest z polarnościami. W wyniku tego „poznania” rozpoczęliśmy kopnięty trójkąt, który nieraz sprawiał, że myślałam, że oszaleję. Pomijając fakt, że Twin z kimś jest, pomijając fakt, że robi to na twoich oczach (żeby cię triggerować), najcięższe było wiecie co? Mind control.

Mówiłam wam kiedyś, że moja praca wygladała tak, że rozpracowywałam dany aspekt nas przez jakiś okres, najcześciej kilku tygodni, po czym docierając niemal do granic wytrzymałości ostatecznie dowiadywałam się czyją świadomość, jaką inkarnację przerabiam. Dana inkarnacja zawsze miała pewien motyw przewodni, bo przecież jedno życie nie starczyłoby na nauczenie się wszystkiego. Dzięki takiej pracy nad jednym aspektem mogłam zrozumieć skąd brały się pewne moje/nasze przekonania, a następnie pożegnać ten aspekt, biorąc z niego co najlepsze i kończąc temat, integrując go z nami. I tak stopniowo szłam, aż dotarłam do punktu, gdzie nagle widzę, że została już tylko nasza trójka/czwórka:

  • Moja osobowość Christos i osobowość Christos Twina, traktowane jako jedność.
  • Osobowość Twina, po prostu wcielenie, jak każde inne, ponieważ Twin to również fragment mnie z tym, że również w materii w obecnym okresie, tak jak ja.
  • Świadomość panny.

Jak to możliwe? Gdy panna pojawiła się „na radarze” Twina, miała w sobie to, co przyciągnęło Twina do niej, najprawdopodobniej to, co obydwoje mieliśmy w sobie zebrane z innych inkarnacji i jeszcze nie wyczyszczone (cześciowo jakieś wspólne zainteresowania, ale też stare niezakończone sprawy typu konieczność wyrównania rachunków/karmy i również ciemność). Gdy Twin zaczął sypiać z panną, przekazał jej fragmenty naszego podpisu energetycznego, przez co podświadomie widział w niej mnie, a z kolei ona wlewała w niego, czyli ostatecznie w nas oboje, intencje całego wejścia w ten związek i tego co faktycznie nią kierowało.

Przez to, że bardzo dużo było do czyszczenia przez ostatni rok, nie byłam w stanie skupić się tylko na fragmencie Twina. Bywały jednak momenty, gdy przyciągany zostawał do mnie fragment z nimi i były to momenty, kiedy uwierzcie, miałam ochotę kogoś zabić. No wiem, wiem, w dużym cudzysłowie to "zabić"… ale wyobraźcie sobie, że w pewnym momencie zauważacie w sobie ją, w swoich myślach, swoim odbiciu w lustrze poniekąd, w swoim zachowaniu, choć nie mieliście nawet możliwości, żeby ją poznać. W czerwcu był moment kiedy wpadłam w szał, kiedy zdałam sobie sprawę, że chęć Twina, żeby ona była mną, była tak duża, że zaczęłam zmieniać swoje zachowanie i gubić siebie. Koszmar...

Jednak dopiero teraz jestem w stanie w pełni zrozumieć zniszczenia. Dotarliśmy do punktu, gdzie nasza pełna świadomość Christos czeka na wcielenie i pełne zintegrowanie, a pojawiła się blokada. Pokazują mi to jako świadomość sięgająca 12D i wyżej, a blokowana przez to, co zadziało się na Ziemii u Twina i co seks wniósł w nasze ciała energetycznie. Jeśli wasz Twin jest w związku, możecie być pewni, że osoba ta będzie dopasowana idealnie do waszych najwiekszych ran w celu bojkotu unii, ponieważ taki jest ich program, no chyba, że jesteście w innym układzie. Dopiero teraz mogę w pełni obserwować to, co panna myślała i czuła o Twinie. Widzę motywy, widzę intencje i robi mi się niedobrze. Głównie dlatego, że jej myśli (których pochodzenia prawdopodobnie nie jest świadoma) manifestują się u nas jako blokady i powrót podstawowych ran. I u mnie, i u Twina. Od kilku dni skanuję i wywalam jak szalona wszystko co dostrzegam jako blokadę. To co myślę o Twinie, w jakimś ułamku, czyli to co nas od siebie odpycha, pochodzi od panny, ponieważ ona nie ma w stosunku do niego wyższych uczuć, co on czuje i rozumie już teraz, mając dostęp do świadomości Christos, ale ilość emocji typu złość, wstyd, poczucie winy, które się tam między nimi dzieją/działy powoduje, że podświadomie myśli, że ja tak samo o nim myślę, jak myśli panna. Mam nadzieję, że nadążacie ;) Ja z kolei myślę o sobie źle w jakiejś części, bo on o sobie myśli źle i jednocześnie o pannie, czyli i o mnie… Mówiłam, że pokopany trójkąt. Sharny wspominała kiedyś o Houdini Architecture, która powoduje, że czujemy to co przeżywa panna i to jest właśnie pokłosie tego, jednak są i plusy tego wystrzelonego w kosmos planu. Zaplanowane utrudnienie odbija się teraz czkawką po drugiej stronie, ponieważ jak możemy się domyślać konflikty są nieuniknione, co wyładowuje emocje u Twina, wpuszczając coraz więcej świadomości Christos w jego ciało, odsyłając do mnie zwrot, który mi pomaga w ostatecznym detoksie. Emocje i blokady zmanifestowały mi się jako ból ciała fizycznego i było naprawdę źle kilka dni temu, aż rozgryzłam skąd to pochodzi (swoją drogą zawsze czułam ból fizyczny odnośnie każdego z aspektów, łącznie np. ze sposobem ich śmierci). Im wyżej nasze wibracje, tym zabrana część nas znajdująca się w pannie powoduje u niej „spięcia”, ponieważ nie jest w stanie wytrzymać takiego światła, nie jest tutaj, żeby ascendować i coraz ciężej jest jej funkcjonować w ten sposób, chociażby przebywać w okolicach Twina i vice versa. Według moich dzisiejszych nocno-porannych oświeceń, akurat nasza dwójka ma do czynienia z połączeniem lewej ścieżki satanicznej i prawej ścieżki lucyferycznej, w związku z kontraktem i genetyką, którą na siebie przyjęliśmy. Such fun… Nie oznacza to, że mam czuć nienawiść do niej (choć czuję jej niskie uczucia względem Twina i nie przysparza mi to sympatii w jej kierunku). Widzę nas wszystkich jako jedność, stosując zasadę „żyj i daj żyć innym”, ale wybieram postawienie granic i zabieram swoje zabawki z tej piaskownicy, ponieważ z tego piasku zamku się zbudować nie da.

Detoks. Detoks! Na YouTube zamieściłam dziś kolejne nagranie, wymiatamy co się da. Zamieszczam ostrzeżenie, według sugestii pewnej Kasi ;), że uwaga, TO DZIAŁA! (light language znaczy się, wywołując intensywne oczyszczanie), choć myślałam, że to dość oczywiste, że jeśli wyższe ja kieruje, żeby posłuchać, to będzie działało (tudzież bolało, jeśli musi) :) Niemniej jednak przypominam, jak wcześniej, słuchajcie nagrań jeśli czujecie, że to dla was, a nie na siłę.

Podsumowując chciałam powiedzieć, że zbliżenia seksualne same w sobie nie są złe i nawet jeśli jeszcze nie znamy ciężaru, który niesiemy z innych inkarnacji, wszystko jest po coś. Ważne jednak, żeby mieć świadomość z kim idziemy do łóżka, a moja „sugestia” nie jest dyktowana pruderyjnością czy zasadami, a koniecznością odpowiedzialności za swoje wybory i swoje ciało. Zbliżenie z drugą osobą, intymność, to powinien być święty akt miedzy dwoma osobami, który multiplikuje miłość, a nie jest odbywany z pobudek, których nie jesteśmy świadomi. Zanim oddamy swoje ciało komuś innemu, warto jest włączyć wszystkie zmysły i poznać jego intencje. Gdy mamy za sobą przypadkowe lub odłączone emocjonalnie kontakty seksualne, ważne jest, żeby świadomie zerwać sznurki eteryczne łączące nas z tymi osobami. Nie może tego zrobić nikt inny poza nami, są to najtrudniejsze do zerwania połączenia, co podkreśla wagę świadomych wyborów. W przypadku Twinów sznurki zrywać możemy także w imieniu drugiej strony.

Intencja, słowo klucz. Jaka jest intencja danego zbliżenia? Czy jestem z kimś z miłości, czy z obowiązku? Co mi mówi, że muszę, że to jest ode mnie wymagane?

NIC nie musisz.
Wolności Kochani, niech to jednak będą ptaki fruwające po niebie :) Odpowiedzialność za siebie, Twina i innych, bo jesteśmy jednym.

sobota, 4 listopada 2017

21. Głębia konfliktu

Zamilkłam na dłuższą chwilę tu na blogu, głównie dlatego, że bardzo dużo dzieje się na zapleczu. Zbliżamy się do przejścia, jako planeta, do HU-2, a to oznacza, że obecnie jesteśmy penetrowani przez ogromne ilości plazmy, która wypycha wszystko co ciężkie, a czego nie możemy ze sobą zabrać. Ma to wpływ na wszystkich, nie tylko na nas. Dostawa tych wysoko wibracyjnych energii jest tym, na co wszyscy pracowaliśmy, tym na co czekaliśmy, ale jednocześnie powoduje, że wszyscy czujemy ich wpływ, zarówno indywidualnie i jako kolektyw. Im więcej w ciele komórek opartych na węglu, tym ciężej funkcjonować, tym więcej manifestującego się chaosu, tym więcej emocjonalnych wybuchów, tym więcej rozbrajania z ciężkości poprzez sytuacje triggerujące. Im więcej zachowań i myśli z poziomu negatywnego ego, tym większa różnica w doświadczeniach i tym większy kontrast w stosunku do tych, którzy pracowali od dłuższego czasu nad oczyszczaniem z ciężkości. Im więcej zamienionych komórek w kryształowo-krzemową podstawę, tym łatwiej jest doświadczać i współpracować z tymi energiami. Mniej manifestujących się zdarzeń pozwala na pracę głównie energetyczną, co niekoniecznie jest prostsze, czy mniej intensywne. Jest szybsze, o. To chyba najlepsze określenie. Manifestacja na poziomie materii zabiera więcej czasu niż praca energetyczna.

Postanowiłam dziś napisać, choć nie czuję się jeszcze najlepiej. Od kilkunastu dni pracuję nad wszystkim co związane z fizycznym ciałem. Choć tu i tam to zagadnienie rozpracowywałam już wcześniej, sama siebie zmusiłam do zejścia głęboko i gdy mówię głęboko, naprawdę mam to na myśli. W naszym przypadku, mówiąc o mnie i Twinie, ciało fizyczne to cześć kontraktu Indygo 3. Przeszłam bardzo ciężką drogę zmagania się z otyłością przez większą część życia, o czym wspominałam już wcześniej w poprzedniej wersji bloga. W 2015 roku dotarłam do punktu, gdzie powiedziałam dość, co zapoczątkowało zmiany, schudłam ogromnie dużo, co pozwoliło mi zakończyć poziom integracji 4D-5D-6D (wyciągnięcie wniosków z wielu wcieleń i dotarcie do punktu równowagi energii męskiej i żeńskiej). W tym momencie, na początku 2016 r., ponownie pojawił się Twin (zaczęła się z nami łączyć monada 7D-8D-9D), a to oznaczało pierwszy etap prowadzący do Hieros Gamos nazywany budowaniem skrzydeł (łączenie 6D z 7D). Nastąpiła eksplozja doświadczeń i oczyszczania emocjonalnego, w związku z czym wyższe ja miało w głębokim poważaniu mój wygląd, ponieważ wiedziało lepiej niż ja, że nie ma najmniejszego znaczenia i zależy od tego jakie timeliny przerabiamy w danym momencie. Moja wcześniejsza rutyna dietowo-taneczna przeszła „lifting”, co oznaczało brak regularności, częściowe trzymanie się diety i nad czym najbardziej ubolewałam, mniej tańca, który bardzo lubię. Bywały momenty, gdy tańczyłam przez 2 godziny, bywały też takie, gdy przez kilka dni nie miałam siły ruszyć nogami, wyczerpana płaczem, integracją ogromnych dostaw światła i zwykłymi próbami przetrwania miedzy triggerami i szukaniem odpowiedzi. Z pewnością nie byłam oszczędzana przez ostatnie 1,5 roku, zresztą jak i większość z was. I choć mogłabym krzyczeć i tupać, i oskarżać siebie, wyższe ja, świat, kosmosu, cholera wie kogo (oj, jasne że to robiłam!), to nawet wyrażając swój ból, moim odwiecznym pytaniem było: dlaczego?

Odpowiedzi przychodziły z każdym oczyszczaniem, jednak czułam, że ciśnienie coś głębiej. Wiedziałam, że to nie koniec. Teraz też wiem, że to nie koniec, ale czuje jednocześnie, że jestem blisko. Widzicie, w procesie przechodzimy przez różne timeliny, rożne wersje nas, zbierając fragmenty ukryte za murami separacji, schowane w bardzo bolesnych miejscach, często takich, których za żadne skarby nie chcemy ponownie odwiedzać. O wielu nie wiemy, dopóki energia nie wydusi z nas czegoś i nie zmusi do spojrzenia w tym kierunku. Istnieją timeliny osobiste, związane z naszą nauką jako dusza, istnieją też timeliny galaktyczne, które dotyczą nas z poziomu zbiorowej świadomości, które zrozumieć możemy wtedy, gdy dotarliśmy na tyle wysoko w procesie integrowania świadomości, że pojawiają się pewnie wspomnienia, emocje oraz widzimy konsekwencje zdarzeń, decyzji podejmowanych z konsekwencjami dla ludzkiego kolektywu i wyżej, dla innych stworzeń, ras. Integracja wszystkich poziomów 3D-12D i wyżej pozwala mi rozpracowywać dany problem na wszystkich poziomach jednocześnie, to trochę jak patrzenie na coś z pozycji kilku osób na raz, gdzie każda doświadcza tego samego, ale każda, w zależności od poziomu świadomości, rozumie dana sytuację inaczej, im wyżej, tym szerzej. To właśnie przechodzę obecnie. Biorąc po uwagę ważność sprowadzenia unii do poziomu fizycznego kontaktu, punkt pracy nad tym dokładnie teraz jest dość logiczny. Biorąc pod uwagę to, że dzięki Indygo 3 integruję obecnie 48 nitek DNA, tym bardziej. Biorąc pod uwagę kontrakt, teoretycznie nie mogę nikogo winić, bo na to się pisałam i dzięki tym doświadczeniom dotrę tam, gdzie miałam, praktycznie jednak ból jest bólem, który musi zostać wyrażony i to właśnie robię.

Zwracam się teraz do osób, które borykają się z obrazem swojego fizycznego ciała. Przechodzicie na pewno przez timeliny związane z wewnętrznym dzieckiem z obecnej inkarnacji, z relacją rodzice-dziecko. To na początek. Jednak to zawsze idzie głębiej, bardzo głęboko i przed wami droga dokopywania się do początków. Doświadczenia w obecnym wcieleniu zawsze mają źródło w poprzednich/równoległych/przyszłych inkarnacjach, spotykając się w tym obecnym ciele, manifestując choroby, zaburzenia w ciele fizycznym, tak samo jak manifestują się sytuacje w naszej fizycznej rzeczywistości. Ciało fizyczne jest również projekcją. Składa się dokładnie z tego, z czego składa się hologram świata dookoła nas. Oznacza to, że ciało fizyczne, które obecnie się manifestuje jest wypadkową ran, doświadczeń, emocji wniesionych przez różne wersje nas, na które wpływ mają różne stworzenia na rożnych timelinach (często takie, którym nie jest po drodze, żeby zostawić nas w spokoju) oraz składa się z tego, z czego składa się nasza planeta, a jak wiemy, przeszła ona ogromnie wiele, włączając w to zmodyfikowane DNA, które częściowo przejmujemy od naszych przodków w rodzinach, w których zdecydowaliśmy się przyjść na świat.

Obwinianie siebie o swój wygląd jest jak obwinianie się o to, że dusza postanowiła doświadczyć tego, co doświadczyła. To jak obwinianie Boga o to, że takich nas stworzył. A pewnie, że to robimy, jeśli nie ma innego rozwiązania w danej chwili, jednak dzięki temu przychodzą kolejne odpowiedzi. Na przykład takie, że choć odpowiadamy za swoje myśli, decyzje i akcje, wchodząc głębiej dowiadujemy się co stoi za tymi myślami, decyzjami i akcjami.

Z pozycji świadomości 3D, ktoś powiedziałby np.: jesz, nie ruszasz się, więc tyjesz. Prawda! Tak się to na tym poziomie manifestuje. Konsekwencje na najniższym poziomie tak się przejawiają, ponieważ nie widzi się szerszej perspektywy.
Z pozycji coraz wyższej świadomości przychodzi zrozumienie, że nie wiemy co stoi za naszymi myślami, decyzjami i akcjami dopóki nie zaczniemy się obserwować i zadawać pytań. Okaże się, że nasz wewnętrzny dialog i motywacje często są w jakiś „dziwny” sposób sterowane, lecz nie wiemy jak, dopóki nie zaczniemy wybierać, zauważać, pytać i analizować. Wiedza, że istnieją stworzenia, które wpływają na nasz stosunek do siebie, do innych, jest pierwszym krokiem do chęci wyrwania się spod ich wpływu. Im jednak wyżej, tym głębiej wchodzimy w genezę pochodzenia naszych myśli, reakcji, akcji. W tym punkcie dziś jestem.

Myślenie o sobie źle, niska samoocena, chęć samodestrukcji i szereg zaburzeń odnośnie obrazu siebie sięga do początków stworzenia ludzkiej rasy, a nawet dalej. To nie zaczęło się, bo ktoś wyśmiał nasz wygląd lub bo rodzic traktował nas źle. To tylko kontynuowane z inkarnacji na inkarnację próby „wyrównania” energii, na które się pisaliśmy. Obecna inkarnacja to tylko miniaturowy wycinek całości.

W moim przypadku, w związku z kontraktem Indygo 3, dotyczy mnie wszystko co związane z Nephilim. Siatka Nephilim Reversal, robiąca wszystko, żeby rozdzielić energie i przeszkodzić w Hieros Gamos, Nephilim Wars, Lyra. Moje połączenie z Elohei oraz praca w celu doprowadzenia do rehabilitacji świadomości Nephilim robiło ze mnie i Twina żywe tarcze dla stworzeń szalejących w związku z tym, że mamy dostęp do genetyki Nephilim i wykonujemy tę pracę, na początku nawet o tym nie wiedząc. Trzeba się tu cofnąć to początków stworzenia rasy ludzkiej, o czym już kiedyś wspominałam i pewnie jeszcze nie raz będę, gdzie w wyniku buntu upadła część ras założycielskich postanowiła krzyżować się z ludźmi w celu stworzenia nowej rasy, z genetyką Annunaki, czyli właśnie Nephilim. Nie było na to pozwolenia ze strony założycieli, wiec wykonana została czystka. Mówię o tym w bardzo dużym uproszczeniu, ale póki co chcę przekazać tylko zarys całego konfliktu, który dla mnie jest nadal rozwojowy. Czystka oznaczała usunięcie rasy Nephilim, Olbrzymów. Usunięcie, podkreślam. I tutaj docieramy do punktu wszelkich historii Holokaustów, nie tylko tego z okresu II Wojny Światowej, ale również z okresu Atlantydy i Lemurii. Jeśli wszystkie eskalacje konfliktów na tle rasowym uznajemy za złe, to czy usunięcie rasy Olbrzymów, było dobre, czy może złe? Nadążacie? Wojny o kontynuowanie istnienia rasy Nephilim trwały przez miliony lat. Konflikty na naszej planecie nie były czymś nowym, tylko odgrywaniem starych konfliktów z tymi samymi emocjami i motywami.

Przeszłam w ostatnim czasie przez Oświęcim, wykonała, dużą pracę dla nas tu w Polsce, jednocześnie uwalniając część siebie. Wejście w świadomość Annunaki, gdzie liczyła się wyższość genetyczna na ich korzyść była dla mnie bardzo bolesna. Wiem, że była to kontynuacja konfliktu z czasów Atlantydy, kontynuacja pomysłu stworzenia idealnej rasy. To również kontynuacja bolesnych wydarzeń z okresu Lemurii i wielu innych wojen w historii ludzkości o których wiemy i o których nie wiemy. Te same dusze, te same rany, ta sama genetyka, te same wpływy stworzeń chcących osiągnąć całkowitą władzę na rasą ludzką. Ta sama walka między świadomością bycia w przewadze i bycia ofiarą. Genetyka wielu ludzi mających wiele wspólnego z rasą Annunaki daje im dostęp do siebie i bycie narzędziem do niecnych celów, natomiast genetyka pozostałych stawia ich w pozycji ofiar, które kontynuują wspomnienia i przezywają sytuacje z poprzednich wojen, Holokaustów, ponieważ podobnie jak wtedy, nie mają świadomości, że są manipulowane.

Gdy tak sobie myślę, to wiem co poszło nie tak i choć może moje postrzeganie rozwiązania jest dość proste w opisie, to sprowadza się do jednego: zamiast nienawiści, miłość. Cały ostrzał nas jako wysoko wibracyjnych stworzeń, cala „walka” dobra i zła, wszelkie cierpienie były wynikiem odtworzenia drogi do wolności i do Źródła. Żeby wprowadzić zmiany, które będą miały wpływ na nasza galaktykę i dalej, konieczne jest dostrzeżenie każdej ze stron, bez dodawania ładunku emocjonalnego do którejkolwiek z nich. Te stworzenia chcą być kochane. Śmiesznie to brzmi, biorąc pod uwagę sposób, w jaki to okazują, ale tak właśnie jest. Skąd to wiem? Bo ich rehabilitacja sprawi, że dostrzegą głębszy sens, tak jak my. Atakują nas, ponieważ tak zostały zaprogramowane w tej boskiej komedii, jednak jedynym Mistrzem całej zabawy jest Bóg. Choć te stworzenia chcą z nami walczyć, uważając nas za słabe, nierozumne istoty, nie rozumieją siły ludzkiego połączenia ze Źródłem, ponieważ swoje oddały, degradując się do poziomu 11D i tracąc możliwość powrotu. Nasza karma, mówię teraz o mojej i Twina, będących częścią walczącą po stronie Elohei w galaktycznych wojnach spowodowała, że dostawaliśmy po tyłku, będąc wrogami numer jeden, jak wielu z was, jak agenci na misji (z tym, że to misja jak na prochach w amnezji ;)). Nie chciano, żebyśmy się spotkali, nie chciano, żebyśmy się przebudzili, rozwijali duchowo i zdecydowanie nie chciano, żebyśmy czuli się na tyle wartościowi, żebyśmy chcieli doprowadzić do unii Hieros Gamos. Zrobiono nam wszystko co tylko było można, żeby nam przeszkodzić, a my nadal tu jesteśmy. Wszystkie niskie myśli, wszystkie destrukcyjne zachowania łamały nam serca. Miały nas złamać całkowicie, ale Bóg miał inny plan. Poprzez połączenie dwóch sił, postanowił doprowadzić do rozejmu. Gdy ciemności lub światłu wydawało się, że coś kontrolują, prawda była po środku. Kontrolę zawsze miał Bóg, połączenie sił, jedność.

Nie jest mi łatwo. Nie jest nam łatwo, wszystkim. Zaczęłam dziś od ciała fizycznego i na nim skończę, ponieważ materia z której się składamy jest ostatnim przystankiem przed sprowadzeniem unii na ziemię. Pomyślcie jak często odrzucaliście własne ciała, w związku z wyglądem, ale też w związku z doświadczeniami, których było udziałem. U mnie były to kilogramy, u innych mogło to być wykorzystywanie seksualne, przemoc fizyczna. Z kolei u waszych Twinów prawdopodobnie zmanifestowało się to w inny sposób, niejako na przeciwnym biegunie, np. jako odrzucenie emocjonalności, nienawiść względem siebie, względem swojego ciała, niskie poczucie własnej wartości, myślenie, że zasługuje się na jak najmniej lub na cierpienie. Jest mnóstwo możliwości. Decyzje i sytuacje, które teraz się dzieją, np. separacja, konflikty, brak decyzyjności, to wszystko ma głębokie podłoże, sięgające dalej niż myślicie. Moja obecna praca i przemyślenia ma bezpośrednie przełożenie na to co dzieje się u Twina, to z kolei ma wpływ na punkt, w którym są fizyczne unie, a to z kolei wpływa na punkt, w którym znajduje się ludzkość. „Prześwietlenie” wysokimi wibracjami na wszystkich poziomach. 

Jeśli więc przeszło wam przez myśl, że nie jesteście wystarczający, że zawiniliście lub pojawia się szereg tym podobnych rzeczy, pomyślcie, że to nie są wasze myśli, tylko stworzeń pracujących rzekomo na waszą niekorzyść. W rzeczywistości pracują one na polecenie Boga, pomagając wam dostrzec to, co nie jest dla was naturalne, a dzięki czemu wykonacie skok w kierunku miłości, a nie jak dotychczas, destrukcji.

Napiszę szerzej o ciele fizycznym w następnym wpisie.
Głowa do góry drużyno A. Jesteście idealni, nie dajcie sobie „wejść na głowę”. Taki tam, kiepski, ale jednak, mind-controlowy dowcip ;)