czwartek, 1 lutego 2018

30. W teraz

Przyznam się, że miałam trudność z powrotem na bloga, tak bardzo zmienia się mój sposób funkcjonowania. Jest tak wiele rzeczy, które są warte przekazania, jednak myśl o tym, że miałabym ubrać je w słowa jest chwilowo nie do przejścia, z jednej ważnej przyczyny: jest to ograniczenie dla mojej ekspresji.

Proces kreacji opiera się na pomyśle, wizji jednak, co nie proste do wychwycenia, idea u każdego z nas objawia się w trochę inny sposób. Różnimy się, celowo. Moja dzisiejsza realizacja jest wynikiem tematu, który budował się od dłuższego czasu. Istnienie kwantowo, oznaczające wielowymiarowe doświadczanie, oznacza dostrzeganie połączeń miedzy energiami, miedzy nazwanymi przez człowieka rzeczami, osobami, pomysłami, z dostrzeżeniem wpływu tych energii na siebie, z zaobserwowaniem polarności oraz z wiedzą, że wszystko jest jednym. Co ważne, gdy osiągnie się ten poziom, nie oznacza to, że każdy posiadający taką świadomość myśli i postrzega identycznie, stąd zarówno ocena takiego faktu, jak i przekonanie, że nie musi tak być, bo każdy ma inną drogę do pokonania w kierunku powrotu do Źródła. W praktyce oznacza to, że jedna zaawansowana osoba będąca w Hieros Gamos nie myśli, nie czuje, nie postrzega tak samo jak druga, ponieważ każda ma inną historię, inne modyfikacje w DNA, które musiała pokonać, inne również umiejętności dzięki temu, które może przedstawić światu jako swój wkład w ascencję.

To strasznie dziwne, kiedy spotykają się ze sobą bardzo zaawansowane dusze i pomimo ogólnego rezonowania i rozpoznania, czujemy i doświadczamy siebie nawzajem z innych perspektyw. Dodając do tego ciągle toczący się w tle proces, wraz z wynikającym z tego innym doświadczeniem, można uznać, że boska kreacja doświadczała schodzenia w dół i równie barwnie będzie doświadczała wchodzenia w górę :) Jakże mogłoby być inaczej.

Ktoś zapytał mnie ostatnio, czy żyję :) Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie i nie miałam na myśli żartobliwego wyrażenia tego, że jest ciężko. Wręcz przeciwnie, była to szczera odpowiedź, ponieważ nie żyję od dość dawna. Nie istnieję, nie ma mnie. W istocie nic nie istnieje, jednak co chcę przekazać swoim „nieistnieniem”, to fakt, że nie zdawałam sobie sprawy kiedy umarłam, myśląc że nadal żyję. Tak silna była to iluzja. Doświadczenia śmierci są w czasie tego procesu wielokrotne. Zaczynając od tzw. śmierci ego, po autentyczne odczuwanie własnej śmierci fizycznej, wielokrotnie. Kiedyś bałabym się pomyśleć o czymś takim, lecz obecnie nie robi to na mnie większego wrażenia, ponieważ moje wyobrażenie o śmierci się zmieniło. Ascencja to w istocie śmierć, z przeglądem życia i uwolnieniem z cyklu doświadczania w najniższym planie fizycznym, bez zostawiania za sobą ciała fizycznego. Zabieramy to ciało, przemieniamy je na poziomie najmniejszych elementów i tak kontynuujemy drogę, która… nawet nie istnieje. Wszystko wydaje się realne, gdy patrzymy na to linearnie i jednocześnie nie istnieje, gdy rozumiemy koncept wolnego umysłu.

Myśląc o wpisach na blogu, mam ochotę znów je usunąć, ale tego nie zrobię, bo nie o to chodzi. Ochota pochodzi z myśli, że tamte wpisy bardzo ograniczają to, co chciałam przekazać. Jednak w tamtym momencie było to adekwatne do mojego sposobu myślenia, tak samo inni znajdą w nich coś dla siebie. Nie zmienia to faktu, że wszystkie koncepty, wszystkie nazwy, sposoby, przestają obowiązywać, przestają być potrzebne. Pojęcia, objaśnienia, to pomaga zrozumieć, ale ostatecznie przestajemy myśleć w taki sposób, jak ciało mentalne nam to dyktowało.

Jeśli niesiemy w sobie przekonania, one tworzą naszą projekcję. Jeśli wierzymy w coś, to istnieje i manifestuje się w naszej rzeczywistości. Ktoś zapytał mnie jak się chronić, w odniesieniu do jednego z moich wpisów, w którym istotnie pisałam o ochronie, której musiałam się nauczyć. Był to etap, który zakończył się wraz z zawaleniem timelinów pasujących do tego przekonania. Przed czym mam się chronić, jeśli wszystko czego doświadczam jest we mnie? Czego mam się bać, jeśli wszystko mam w sobie i posiadam moc wyboru, czy chcę czegoś doświadczać?

Emocje i myśli blokują naszą projekcję. Dlatego wszyscy przejść muszą przez zawalenie ciała mentalnego i emocjonalnego, co stanie się prędzej czy później, natomiast możemy ułatwić sobie tę drogę wiedząc dwie rzeczy:

  1. Emocje (Staff, żeński aspekt, kierunek wertykalny) są tymczasowe
  2. Myśli (Rod, męski aspekt, kierunek horyzontalny) są nasze, dopóki uznajemy je za swoje

Emocje: są przepływającą energią, która uwalniana daje nam dostęp do wewnętrznej wiedzy i mądrości, związane są z zapisem doświadczeń, a ich obserwacja pozwala zmienić podejście do danego doświadczenia.

Myśli: są przyjętym sposobem myślenia, który definiuje naszą jakość życia. Pozbywając się tego co uznajemy za fakt, pozbywając się ograniczających myśli, pozwalamy sobie na nowe postrzeganie.

Podsumowując, obserwując swoje emocje i myśli jesteśmy w stanie wybrać co nam służy. Tak postępuje nas proces rozwiązania ciała emocjonalnego i mentalnego, aż całkowicie będziemy zdolni istnieć w TERAZ. Dla niektórych z nas dzieje się to już teraz, w rzeczywistości coraz mniej myślimy, podróżując w górę i w dół w emocjach, oraz w przód i w tył myślami, aż dojdziemy do braku całkowitej potrzeby zastanawiania się nad czymkolwiek. To tak jakby to co wychodziło z naszych ust nie potrzebowało jakiejkolwiek kontroli, tak samo jak to co się z nami dzieje, to co robimy w każdym momencie. Żeby było to możliwe, potrzebna jest intencja całkowitej szczerości względem siebie i innych. CAŁKOWITEJ. Bo dlaczego potrzebna jest nam kontrola nad tym co mówimy lub robimy? :) Blokują nas emocje i przekonania. I to właśnie znika.

Kolejna rzecz to możliwy do zaobserwowania kontrast w sposobie funkcjonowania ludzi dookoła nas. Realizacja tego, że jesteśmy Bogiem i integracja wszystkiego wewnątrz sprawia, że jesteśmy jak promień ogromnie intensywnego światła skierowany na wszystkich, którzy wchodzą z nami w interakcję. Im wyższe wibracje, tym trudniej jest nam funkcjonować blisko siebie. Nie jest to najprzyjemniejsza rzecz i momentami dość dramatyczna, gdy członkowie twojej rodziny lub ludzie w niższych wibracjach wpadają w dziwny stan rozdygotania, zaczynaja nerwowo się poruszać lub mówić, chaotycznie gubiąc wątki, ciagnąć do ciebie i chcąc uciekać. Nie mają pojęcia co się dzieje, dlaczego tak się zachowują. My wiemy, że to ilość światła którą niesiemy penetruje ich wszędzie tam, gdzie wcześniej nie patrzyli. Podciągani są do góry na tyle, na ile są w stanie wytrzymać wibracje, jeśli mamy potrzebę interakcji, jednak bywa to istny chaos, z którym niektórym jest ciężko sobie poradzić. Niektórzy nie wytrzymują tej ilości światła, niektórzy uciekają, będą i tacy, którzy opuszczą ziemię, jak już pisałam wcześniej, ponieważ ich ciało nie będzie w stanie ascendować. Bywa naprawdę ciężko, dlatego staramy się wybierać czego chcemy doświadczać. Ostatecznie Bóg, czyli my, daje nam to, co jest potrzebne, żeby działać tam gdzie musimy, mowić to co ma być powiedziane, być obecnymi tam, gdzie Bóg ma pokazać swoją obecność. Nie musimy nic mowić, wbrew przekonaniu. Sama obecność wystarczy, tak jak w czasie nocnych podróży na timelinach, ale to już inna historia do opowiedzenia przy kolejnej okazji.

Właściwie przyznaję, że jest mi ciężko trzymać się jednego wątku pisząc dziś, dlatego otwarcie podkreślam, że pozwalam słowom płynąć, jak zwykle wiedząc, że ktokolwiek to przeczyta zostanie aktywowany tym co piszę na takim poziomie na jakim się znajduje. Wszystko dzieje się w TERAZ, wszystko co mówię, piszę jest tym, co Bóg chce przekazać. Zawsze tak było, jednak brak odpowiedzialności za własną kreację narażał nas na manipulacje, a brak świadomości naszego pochodzenia blokował nas w wolnym wyrażaniu. Wszelkie ograniczenia jak język, słowa, nazwy, to ludzka kreacja, ograniczenia niższego umysłu. Bóg tworząc nie potrzebuje biznes planu, przygotowań. Jest po prostu iskra. Tak samo jak my jesteśmy iskrą, przez którą Bóg doświadcza siebie.

Pamiętajcie, że wszystko co niesiecie w sobie was ogranicza. Przywiązanie do czegokolwiek to więzienie. Bóg nie posiada ograniczeń, a wiedza, że jest się nim daje nam to samo. Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko przekonania, które można zmienić.

Jednym z przystanków na drodze „Hieros Gamos spotyka inne Hieros Gamos” (mówiąc dosłownie: Bóg spotyka Boga ;)) jest moje bycie częścią drużyny Re-Alignment. Można powiedzieć, że samo się stało. Moje aktywacje za pomocą mandal oraz light language stały się wkładem do międzynarodowej społeczności złożonej z dusz na tym samym poziomie co ja, które są oddane autentycznemu pokazaniu czym jest ten trudny proces i które poważnie podchodzą do drogi, której są udziałem (przy okazji oczywiście płacząc, gubiąc się, odnajdując, asystując sobie nawzajem i innym). Na stronie widać nas sześć, ale jest nas więcej i jeśli tylko możecie pozwolić sobie na to (ja nie mogłam, dlatego wiem jak ciężko bywa z przetrwaniem będąc w procesie), polecam dostęp do strony. Jeśli nie, zaglądajcie do nagrań Siany z aktualizacjami. To zawsze coś, jeśli potrzebujecie zrozumienia. Co będzie dalej? Zobaczymy. Wszystko dzieje się w teraz, a my zwyczajnie jak najlepiej staramy się poradzić sobie ze wszystkim co jest nam prezentowane. Jak wszyscy.

Nie mogę zaplanować kiedy tu wrócę, bo nie mam pojęcia, co będzie się działo za minutę, więc tym bardziej za kilka dni ;), ale mam nadzieję, że pojawi się sposób przekazania wiedzy, którą mam w sobie, poza pisaniem, poza light language. Póki co polecam nagrania na YouTube, które aktywują was do przypomnienie tego, co niesiecie w sobie. Ta wiedza jest w każdym z was, moje nagrania pomagają je wydobyć, penetrując atomy i podatomy, ale to w was leży siła decyzji, siła wyborów, siła zrozumienia. Nie ma powodu, żeby się bać. To iluzja. Nie zapominajcie o tym. Macie moc :)

niedziela, 31 grudnia 2017

29. Dlaczego

Dużo dużo dużooo się dzieje, idziemy jak burza, choć często w trakcie nie wiemy co, po co i dlaczego, to każdy taki moment jest po to, żeby gdy już minie i gdy przejdziemy przez niego trzymając obrany kierunek, zrozumieć kolejne rzeczy lub dostać prezenty od wszechświata :)

Po raz kolejny przychodzę do was z mądrością wynikającą z doświadczenia, które nauczyło mnie, że WSZYSTKO, dosłownie wszystko co wydarza się po drodze w procesie ascencji jest dokładnie tym, co ma się wydarzyć. Każdy ból, płacz, strach przynoszą naukę, choćby taką i chyba najważniejszą, że możemy wybrać, że nie chcemy kontynuować sytuacji powodujących ten ból, płacz i strach. Wszystko sprowadza się do decyzji i wyborów, a następnie trzymania się ich, kiedy z pierwszej radości uwolnienia trafiamy ponownie w daną sytuację. Jest to wtedy mistrzostwo, które jest od nas wymagane, żeby nie dać się zepchnąć z obranej drogi, żeby ufać sobie, wierzyć swoim ocenom i wewnętrznemu głosowi. Nie jest łatwo, ale im dalej, tym więcej w nas siły. I mówi wam to osoba, która dwa lata temu najlepiej płakałaby z bezsilności w każdym momencie życia.

Gdy patrzę na to co się działo i obecnie wiem to, co wiem, jestem niemal w zachwycie jak zostało to skonstruowane, jak Bóg to wymyślił, jak… ja to wymyśliłam :) Cała droga, wszystkie zachowania, sytuacje, emocje to nic innego jak doświadczanie tego co już miało miejsce, a co wywołało ból, po to żeby tego bólu się pozbyć i… wybrać tym razem inaczej. Wszystko co robimy miało już miejsce, albo raczej wszystkie emocje i podobne sytuacje miały miejsce, a my powtarzaliśmy je w obecnym wcieleniu, zachowując się nielogicznie, manifestując często bolesne rzeczy, ale to nie znaczy, że to ma się powtarzać. Piękno ascencji polega na tym, że możemy zmienić bieg wydarzeń, możemy zmienić to co się stało, nadpisując wszystko nowymi rozwiązaniami, decyzjami, kierunkiem.

Ci, którzy ascendują z Twinem mają do przejścia drogę związana z drugą osobą i odtwarzają sytuacje, które wydarzyły się między dwiema osobami, a które spowodowały ból, ogromne rany, odrzucenie, zdrady, itd. Przekłada się to odpychanie i ból w obecnym wcieleniu, ale nie dlatego, że ktoś chce nas skrzywdzić, a dlatego że obydwoje odgrywamy stare role i jest to silniejsze od nas. Po prostu się dzieje.

Moim zadaniem była dogłębna analiza tych zależności, co również wynika z tego co działo się kiedyś. Weszłam w ten wzór, bo go znałam i gwarantuję, że tak jest ze wszystkimi waszymi talentami, umiejętnościami czy sposobami podejścia do życia. Wszyscy mamy inne historie, ponieważ i nasza karma zebrana do kupy w tym wcieleniu po to, żeby zmienić WSZYSTKO jest zupełnie inna. Podsumowanie tysięcy inkarnacji w jednym ciele może przyprawić o zawrót głowy. Z racji tego, że większości wydarzeń nie pamiętamy, dostaliśmy możliwość pracy z emocjami, ponieważ bez nich ascencja jest niemożliwa. I dzięki emocjom właśnie możemy sprzątnąć wiele wspomnień na raz, uwolnić wiele energii zapisanej w ciałach i wpływających na nas. Uwolnienie powoduje zmianę sposobu, myślenia, podejścia. Zmianę kierunku. To coś jak wjazd na autostradę do Boga z podrzędnej drogi. Czasem niespodziewane energie powodują objazdy, bo tak jesteśmy zaskoczeni blokadą na drodze, że nieprzemyślanie odbijamy w bok, lecz jeśli wiemy, że autostrada istnieje i wiemy jak na nią wrócić, to możemy na tej podrzędnej drodze wysiąść z samochodu, wyrazić swoje emocje niewinnym sarenkom na łące, tudzież posiedzieć przy żubrze i popłakać, a potem wsiąść do samochodu i wrócić na autostradę. Do tej pory dawaliśmy się ściągnąć z drogi, rozpraszając lub pozwalając, żeby coś przekonało nas, że boczną drogą jest lepiej jechać (bo on jechał i było ok), ale wychodziliśmy na tym raczej kiepsko. Przynajmniej ja :)

Jeśli zastanawiacie się dlaczego coś się dzieje w waszym życiu, dlaczego Twin zachowuje się w jakiś sposób, dlaczego wy robicie coś, czego nawet nie macie ochoty robić lub nie macie siły zrobić czegoś inaczej, to jeszcze raz podkreślę: robicie to dlatego, żeby zaobserwować coś, przypomnieć sobie i wybrać kierunek, nawet w ciemno, nawet nie rozumiejąc. Wszystko sprowadza się do wyboru: nie chcę cierpieć, nie chcę się bać, chcę robić to, po co zostałem stworzony. I tego Wam dziś życzę, nawet jeśli nie kręci mnie sam fakt zmiany numerku w dacie :)

Wrócę do Was niedługo, a póki co zostawiam informację dla pierwszych z pierwszej, że Atlantyda i karma z nią związana leciiiiii całkowicie dokładnie teraz. Przepracowałyśmy z Natalią całą wczorajszą noc, a dziś Sharny potwierdziła to co my odbierałyśmy :) Woo hoo!

piątek, 15 grudnia 2017

28. Pocztówka z HU-2

Aaaaale się dzieje! Tradycyjnie nie wiem ani od czego zacząć, ani na czym skończę, nie mówiąc o zawartości wpisu poza ogólną myślą, którą chcę przekazać, więc bez względnych wstępów… :)

Tempo tego co robimy jest niesamowite. Zmiany, które we mnie zachodzą są równie intensywne, co pożądane od dawna. Wszystko wskakuje na miejsce raz za razem, a jednocześnie otwiera się przed nami nowy świat. I jest on naprawdę nowy! Poniżej garść newsów.
  • Grudzień zaczął się komunikacją i komunikacja to teraz główny temat szczególnie dla nas (mowię o mnie i Twinie), ponieważ nasz Chiron, czyli nasza główna rana była z komunikacją związana, dlatego wiele moich ostatnich nagrań z light language to komunikacyjne odblokowania, nie wspominając o tym co działo się na zapleczu i z czym musiałam stanąć oko w oko, żeby dokończyć pewne tematy. Zrobione!
  • Nasze niskie wersje, te ostatnie, zwyczajnie umierają, ponieważ nie są kompatybilne z wyborami, których dokonaliśmy. Jedna za drugą „odpadają”, ponieważ nie idą z nami dalej, nie są już potrzebne.
  • Właśnie! Przejście do HU-2 dla pierwszych z pierwszej fali już się odbyło, więc dzisiejszy tytuł nawiązuje do tego, że jestem już w następnym harmonicznym wszechświecie. Przejście dotyczy wszystkich, portal 12.12. – 21.12. jest jednak różnie odczuwalny i oznacza co innego dla kolejnych fal ascendujących ludzi. Dla niektórych to inicjacje, dla innych intensywne odzieranie z tego, co nie było widoczne wcześniej, dla jeszcze innych intensywna polaryzacja, jeśli wybrali kierunek negatywnego ego. Dla mnie, jako tej, która pokazuje kierunek stojąc na bramie (jestem m.in. gatekeeperem), oznaczał przejście do HU-2 przed wiekszością, razem z Sharny i team Re-Alignment (i pewnie paroma innymi na Ziemi, jednak tylko Sharny o tym mówiła póki co) w okolicach północy z 11 na 12 grudnia. Miłość i błogość, które przeze mnie płynęły były niesamowite, a ja przez jakąś godzinę chodziłam po mieszkaniu i mówiłam w light language asystując w przejściu, czując się jak mama kwoka mówiąca: „Tędy, gęsiego kochani” ;).
  • Oficjalne przejście do HU-2 dla ludzkości to 21.12., zaczynające się w okolicach 18.12. Czekają nas więc kosmiczne święta, szczególnie tych, którzy próbować będą uczestniczyć w nich na stary sposób. Wszystko zdarzyć się może, gdy polaryzacja jeszcze bardziej zacznie być widoczna (latające pierogi i noże (albo lepiej słowa), żarcik taki ;))
  • W międzyczasie Aquafarianie zdecydowali się asystować nam jeszcze bardziej, w wyniku czego miałam masę olśnień i realizacji, żeby przy okazji podczas webinara z Re-Alignment połączyć siły, energie, light language i aktywować coś, co było jeszcze uśpione, o czym napiszę za chwilę.
  • Plazma! Nasze ciała się zmieniają intensywnie. Ciekła tęczowa plazma powoduje w nas jonizację i liczne komórkowe implozje. Jesteśmy jak słońca czasem, płonąc od wewnątrz, następnie czując chłód, a to wszystko ewolucja.
  • Czakry! Może nie wszyscy z was wiedzą, ale przejście do HU-2 powoduje zmiany w czakrach u wszystkich ludzi, mianowicie czakry 1, 2 i 3 u tych, którzy jeszcze się nie przebudzili przesuną się w górę, zastępując funkcje czakr 4, 5 i 6, albo raczej, hm, nie wiem jak to lepiej opisać, zarządzając energią poprzez te zakresy wyższych pól. Oczyszczanie również będzie odbywać się tą drogą, a to znaczy, że wszystkie nierozwiązanie wcześniej podświadome konflikty emocjonalne nagle zaczną płynąć przez czakrę serca, co oznaczać może kompletne zdezorientowanie. To samo tyczyć się będzie czakr 2/5 i 3/6, czyli wyższe wyrażanie i rozumienie, co oznacza upadek iluzji i generalnie potencjalny kryzys jeśli trzymaliśmy się starej rzeczywistości, starych sposobów funkcjonowania i starych przekonań. Pierwsi z pierwszej fali od dawna doświadczali zmian. Obecnie trzy dolne czakry, przeniosły się do czakry serca (central heart), a górne czakry zeszły do higher heart. Jest to związane ze stworzeniem Emerald Heart (Szmaragdowe serce), które jest naszym centrum istnienia. Jesteśmy jakby skompresowani do środka ciała energetycznie, do centrum, nie wiem nawet jakimi słowami to wyjaśnić :D Dodatkowo mamy podobno czwarte oko z tylu głowy i dodatkowe czakry na twarzy. Wszystko to czuję, szczególnie gdy twarz swędzi i pulsuje, jednak daję kredyty Sharny za nazwanie tego wszystkiego. W tym momencie oczyszczanie, jeśli płynie jeszcze jakieś ze starych rzeczy typu strach, odbywa się poprzez serce, już nie przez dolne czakry.

Co do nowego świata, jak widać jestem wszędzie na raz, a powyższe to nie jest nawet połowa tego co się dzieje. Bardzo jednak chciałabym choćby nakreślić wagę tego wszystkiego. HU-2 oznacza nowe, w takim sensie, że elementy, struktury, ramy, sposoby, nazwy – wszystko to potrzebuje świeżego spojrzenia, nowego podejścia, rozwiązań. Opiekunowie wspierają nas teraz zarówno w przypomnieniu sobie kim jesteśmy (starożytność niektórych z nas sięga naprawdę daaaaaleko), jak i w przesyłaniu informacji, kodów, żeby wspomóc nas w tworzeniu nowej rzeczywistości, nowego wszystkiego. Jesteśmy architektami, którzy za pomocą nowych geometrii, kolorów, dźwięków mogą przygotować nowe struktury. W ten sposób powstał chociażby nowy element wody, to właśnie w nawiązaniu do współpracy z Aquafarianami i z połączenia sił podczas webinara w którym brałam udział. Nagle doznałam chęci tworzenia, lecz dla odmiany nie ręcznie, a na komputerze i w ten sposób powstała ta forma nowej geometrii, w rodzaju mandali, ze wsparciem naszych waleniowatych, wodnych rodzin. Poniżej możecie zobaczyć to, co stworzyłam. Dodatkowo na YouTube jest nagranie, które może w waszych ciałach aktywować zmiany na poziome sub-atomowym. 



Nowa Ziemia to również nowe perspektywy. Co to oznacza? Stare przekonania idą do kosza, na dobre. Pierwsi z pierwszej fali zostawili przekonania o Twin Flames za sobą. Nie pasują nam stare wytyczne, bo to ograniczające. Był to jeden z programów do obalenia. Interesuje nas wolność, a to oznacza brak „trzeba, muszę, czekam”. Interesują nas chęci, otwartość, szczerość, odwaga, miłość, współpraca i jedność. Będąc jedną duszą, nie utracimy tego połączenia nigdy. Bycie razem, bezwarunkowa miłość – oczywiście, jak najbardziej. To jednak tylko jedna z części tego, co chcemy robić. Interesuje nas jedność ze wszystkimi, miłość w tej jedności i wspólne działanie dla dobra całej planety, a nawet dalej, w jedności ze wszystkimi stworzeniami. Jeśli nadal stawiacie bycie z Twinem na pierwszym miejscu, jeśli to jest wasz priorytet – teraz jest dobry czas żeby zwrócić na to uwagę. Nawet jeśli nie rozumiecie jeszcze konceptu jedności tak jak ja (przyjdzie to w odpowiednim czasie), jest to kierunek dla wszystkich. Wyrwanie się z ograniczeń, duża zmiana wymaga zmiany myślenia. Przekonania, jeśli nas ograniczają, zmienią się – albo dlatego, że odważnie sami tę zmianę wybierzecie, albo z zaskoczenia, żebyście zobaczyli wyraźnie to, co was blokowało do tej pory.

Potrzebujemy zmian, kolejnych i kolejnych. Stare przekonania zastępujemy nowymi, które po chwili zastępują nowe. Jeśli nie rozumiesz jeszcze dlaczego coś, czego się nauczyłeś lub dowiedziałeś musi się zmienić, przyjdzie do ciebie i ta wiedza. Można powiedzieć, że stary świat, który uznawaliśmy za znany znika, a na jego miejsce pojawia się czysta karta, którą można pomalować w zgodzie z prawem jedności i wspólnym dobrem wszystkich ludzi. Mamy taką szansę, więc warto odważyć się na krok wyjścia ze swojej skorupki, zmianę podejścia, próbę zrobienia czegoś inaczej. Wygląda to trochę tak jakby ktoś trząsł ścianami naszego świata, co grozi zawaleniem naszych domów, a my możemy zabrać z nich tylko to co nam najdroższe. Niektórzy chcący wziąć ze sobą dobra materialne mogą nie zdążyć wyjść na zewnątrz. Inni, bojący się wyjść za próg mogą potrzebować przykładu, że poza domem jest bezpiecznie. A gdyby tak być takim przykładem? Co weźmiecie ze sobą, co przyda się wszystkim? Ja wezmę moje doświadczenia, tylko tak mogę pokazać innym drogę.

Dzisiejszy wpis jest pisany dość „na wariata”, ale tak też intensywnie jest we mnie (płonę!!!), choć i jestem też oazą spokoju :D Chciałabym tak wiele już teraz, rodzą się pomysły jak pomóc innym w ich drodze, a jednocześnie jest jeszcze wiele niewiadomych i wiem też, że wszystko wydarzyć się musi w odpowiednim momencie. Jeśli są tu wśród was czytający i rozumiejący to wszystko podobnie do mnie, a jednocześnie doświadczający tego co ja, czyli chęci działania w jedności, bez negatywnego ego, z otwartością, szczerością, prawdą, dajcie znać. Może ktoś polskojęzyczny używa light language również? Tworzycie coś? Może macie pomysły jak działać dla dobra ogółu? Macie olśnienia, którymi chcecie się podzielić? Chcę się z wami łączyć, zachowując wolność i dzieląc miłością bez warunków, bez ograniczeń, normalnie, bez ciśnienia, mejkapu i w starym zielonym swetrze, bo taka jestem w swojej obecnej formie. Buziole drużyno A :)

wtorek, 28 listopada 2017

27. Różnice

Wypłynął u mnie, pomiędzy wieloma innymi, temat różnic w naszych procesach, szczególnie mając na uwadze mój kontrakt Indygo 3. Podczas jednej z dzisiejszych sesji light language dostałam odpowiedź jak głębiej rozumieć to, że nasza praca polega na przygotowaniu ciał dla rehabilitacji świadomości Nephilim (i innych).

Pisałam już kiedyś o edykcie mówiącym o tym, jaka jest przewidziana droga dla stworzeń żyjących na naszej planecie. Ludzkie dusze, Starseedy i stworzenia, które utraciły swoje połączenie ze Źródłem, wszystkie muszą wybrać kierunek, a te które wybrać nie chcą, zostaną poddane kwarantannie i otrzymają możliwość rehabilitacji na innej planecie.

I teraz tak sobie myślę, że nie bez powodu mamy różne poziomy ewolucji, wspomniane kiedyś przeze mnie poziomy mistrzostwa, wybrane w odpowiednim celu. Jeśli wprowadzamy wzory dla tych idących po nas, to np. poziom Monady wprowadza wzory dla tych z poziomu Duszy, a poziom Avatara dla tych z poziomu Monady. Co jednak zrobić z tymi, którzy poziom Avatara przechodzą z jeszcze większym poziomem trudności i sięgają 24D, i wyżej? Co z nami, z Indygo 3, których procesy są niesamowicie szybkie, intensywne, zaawansowane, bo są nie tylko ascencją, ale i ciągnięciem niejako dodatkowej świadomości ku górze?

Indygo 3, jak już wspominałam, to połączenie świadomości Oraphim i Nephilim, które stawia nas w pozycji obserwatora i zmusza do obserwacji oraz dostrzeżenia tych dwóch polarności z neutralnego poziomu. Wszystkie doświadczenia, myśli, emocje, choć niezwykle trudno i boleśnie je w sobie obserwować, musimy sprowadzić do punktu zero. Bardzo często jest to jak stanięcie oko w oko ze śmiertelnym wrogiem, którego trzeba pokochać tak tak siebie samego, co nie jest łatwe, gdy zarówno ta świadomość związana ze światłem, jak i ta związana z ciemnością ma swoją drużynę wspierającą. To dosłowna walka tocząca się wewnątrz, gdzie jesteś bombardowany szeregiem podpowiedzi jak postąpić, jak myśleć, jak czuć, a i jedna, i druga strona chcą żebyś się z nimi zgodził. Ty za to jesteś jak mediator, jednak taki, który po przejrzeniu wszystkich możliwych opcji i stron, poczuciu emocji, poznaniu perspektyw, wybaczeniu jednej i drugiej stronie tak, jakbyś to ty przeżywał wszystko w swoim życiu, wybiera jedną, najwyższą ścieżkę. Taką, która jest zgodna z prawem jedności, jest najwyższą drogą.

Dotarła do mnie informacja pochodząca od Sharny, że nas z poziomu 4, z kontraktem Indygo 3 jest tylko setka. Układa mi się teraz w całość to, że nie spotkałam nikogo kto przechodzi ten proces jak ja, choć spotkałam garstkę osób, które przechodzą równie intensywne rzeczy. I zdałam sobie dziś sprawę, że była potrzebna pewna ilość dusz, które stworzą prototyp ciał dla świadomości tych stworzeń, które będą poddane rehabilitacji poza Ziemią, a których karma jest tak duża, że nie mogą zacząć uczenia się od początku, a muszą wejść w ciało, które będzie idealnie odpowiadało ich świadomości oraz karmie, którą na siebie wciągnęły. Im większa polarność w kierunku światła, tym większa w kierunku ciemności. Im wyżej mamy być podniesieni, tym bardziej ciemny drugi biegun umożliwiający równowagę. Zaczynam rozumieć, dlaczego my Indygo 3 przechodzimy ascencję niejako za siebie plus pracujemy na rzecz prawa jedności dokonując wyborów za świadomość Nephilim, która bardzo się broni. Musiało tak być, inaczej nie bylibyśmy tu potrzebni. Informacji o Indygo 3 nie było w materiałach mówiących o ascencji w pierwotnej wersji przed rokiem 2000 dlatego, że jeśli opór NAA groził niepowodzeniem procesu i wzmogli oni swoje próby jeszcze silniejszego zniewolenia ludzi, oznaczało to większą karmę dla tych stworzeń, a jednocześnie wymagało specjalnej drużyny mogącej zaradzić takiemu obrotowi sprawy, stąd "mission upgrades" w Ascension Plan B.

Tym bardziej zrozumiała wydaje się różnorodność naszych procesów pośród tych z poziomu 4. Każde ciało i jego składowe, chociażby ciała mentalne i emocjonalne, po przejściu inkarnacji z takimi doświadczeniami i mimo wszystko wybraniu kierunku pozytywnego ego oraz działania zgodnie z prawem jedności, są dopasowane idealnie do genetyki tych stworzeń, w których linie weszliśmy lub które zgodziliśmy się pomoc zrehabilitować. Każdy z nas ma genetykę bardzo różną, włączając w to nie tylko nasz wygląd, czy linie rodzinne, ale im wyższy poziom zaawansowania tym inne superpowers, za które od niedawna uważam mój light language wspierany przez rasę Aquaferion, o czym jeszcze kiedyś opowiem. Dodatkowa warstwa Lightbody umożliwia mi pomoc sobie samej oraz wszystkim innym jej potrzebującym, jednak ten dodatek (plus inne pozostałe, które pewnie jeszcze odkryję) jest składnikiem procesu budowania ciała do rehabilitacji tych odłączonych od Źródła stworzeń, które potrzebują dopasowanego do nich ciała.

Jeśli założymy, że rasa Aquari wyginęła miliony lat temu, ale cofnęliśmy się w czasie, taki dodatek do Lightbody pozwala nam zmienić bieg wydarzeń. Jeśli mam połączenia z Hyperboreanami i moje ciało nosi w sobie ślad po traumie upadku z nieśmiertelnego ciała do takiego, które jest narażone dla choroby lub śmierć, to ci, którzy przyczynili się do tego upadku, po stworzeniu ciała, które nosi ślady ich działań, będą mogli wejść w podobnie „naruszone” ciało, żeby moc zrozumieć konsekwencje swoich czynów i tak jak ja, pomimo cierpienia i trudności, wybrać kierunek powrotu do Źródła.

Jeśli mamy ciała i doświadczenia, gdzie nie pamiętamy naszej misji lub nie mamy całkowicie jasnych przekazów, prawdopodobnie przygotowujemy warstwy ciała mentalnego dla świadomości, które przyczyniły się do takich trudności na drodze ludzkiej ewolucji.
Jeśli przechodzimy ekstremalne katusze związane z ciałem emocjonalnym, prawdopodobnie budujemy ciało emocjonalne dla tych, którzy namieszali z naszym.

Jeśli nie otrzymujemy czegoś tak szybko jak inni, a mamy w sobie takie oczekiwanie, oznacza to, że pokonujemy trudność, która wymaga poddania się temu, docenienia i zrozumienia, a wszystko w odpowiednim czasie wskoczy na miejsce. Jeśli dostrzeżemy doświadczenia nasze lub Twina nie jako coś, co jest przeszkodą lub ciągnie się w naszym mniemaniu za długo, a jako konieczność żebyśmy w odpowiednim czasie dokonali odpowiednich wyborów, bo tego wymaga nasza droga jako rehabilitanta i "wprowadzacza" wzorów, łatwiej jest nie dać się wciągnąć w niecierpliwość lub porównywanie się z innymi i przyjąć mądrość, którą dane doświadczenia niosą. Bo zawsze jest jakiś wniosek do wyciągnięcia.

Każdy więc, dosłownie każdy proces jest skrojony na miarę, a każdy z nas jest dokładnie w odpowiednim miejscu, czasie i na odpowiednim etapie wiedzy czy wyborów, dopasowanych tak, żeby przygotować odpowiedni kawałek ciała rehabilitacyjnego, jakkolwiek to brzmi :)

Takie przedstawienie sprawy całkowicie obala konieczność porównywania, czy konkurowania. Obala myśli typu: nie jestem wystarczający dobry, mądry, zgrabny, rozmowny, ponieważ pozwala zrozumieć, że nasze trudności są po coś więcej niż tylko w celu ich pokonania. Dzięki temu możemy odmówić udziału w grze z brakiem w tle, czy jeśli my widzieliśmy w drugiej osobie ten brak, czy jeśli to ona sama uważa się za niewystarczającą. Asekurowanie, próba ratowania, bycia miłym lub podnoszenia kogoś na duchu nie pomaga mu w wejściu w siłę, za to jest otwartymi drzwiami dla Imposter Spirits. Jeśli wątpimy w siebie, pozwalamy tym myślom i siłom tkwić w nas, raniąc nasze ciała i odciągając nas od prawdy.

Jesteśmy kompletni na każdym etapie. Chcę widzieć wszystkich, także siebie, jako część jedności oraz jako kompletne stworzenia, których zadaniem jest zawsze tylko i wyłącznie wybór tego jak chcemy żyć. Nie chcę kompromisów, nie chcę dopasowywania się do czyichś oczekiwań. To już było. Jeśli pojawia się inne myślenie, inne podejście, moim zadaniem jest zbadanie skąd się bierze, ale nie szukanie winy w sobie lub w drugiej osobie, bo to tylko energia, która zakłóca odbiór. Jeśli nie mogę tego osiągnąć wiem, że pojawił się timeline, gdzie była nadużyta władza, gdzie wystąpiła przemoc, a my odtwarzamy jakiś wzór. Wtedy moim zadaniem jest wybrać w czym chcę brać udział i jak chcę daną osobę oraz siebie postrzegać, jednocześnie odmawiając, jeśli trzeba, brania udziału w czymś, co działa na starych zasadach braku lub nierówności. Chcę być sobą i żeby inni byli sobą, a jednocześnie odmawiam utwierdzania ich w przekonaniu, że nie są wystarczający, jeśli chcą tak siebie widzieć. Bycie lustrem nie jest łatwe, jeśli chcemy ratować wszystkich dookoła, szczególnie jeśli pojawia się jakiś timeline z przywiązaniem lub wspólną historią, za to staje się łatwe, gdy rozumiemy, że wszyscy mamy własne wnioski do wyciągnięcia z każdej sytuacji i jeśli pojawia się "stop" w danej relacji, wynika on z potrzeby ich wyciągnięcia.

Dlatego odmawiam postrzegania kogokolwiek w sposób, który projektuje na mnie jego własną opinię, że czegoś mu brakuje oraz ja sama nie chcę zachowywać się tak, jakbym musiała za cokolwiek przepraszać lub z czegoś się tłumaczyć. To bardzo uwalniające, kiedy zdasz sobie sprawę, że blokada w komunikacji w relacji z drugim człowiekiem to nie stan rzeczywisty, a tylko iluzja, której można powiedzieć „nie”. Mogę powiedzieć nie dla komunikacji, mogę zdecydować, że potrzebuję przestrzeni, do czasu aż powróci balans, ponieważ jedna strona nie odpowiada za odczucia, emocje, myśli, postęp tej drugiej, za to odpowiada za własną część i własny proces. Odpowiadamy tylko za siebie, a gdy czujemy, że coś jest nie tak, że coś nie pozwala nam widzieć siebie jako kompletnych, szukamy powodu tej iluzji, w sobie.

Niesamowite, że czasem z najbardziej nieoczekiwanych rozmów wychodzą niespodziewane wnioski. Buziaki dla mojej Natalii (mojego ascension „body”) :D, która wróciła żebyśmy dokończyły dzieła, a z którą łamiemy obecnie te cholerne stare wzory, razem choć osobno. :))

Na koniec dodam tylko, że poszukując swojej misji na fali „muszę tu i teraz”, zapominamy czasem, że samym istnieniem i samym procesem dajemy z siebie coś innym. Service to others ma różne odmiany, a idąc dalej i rozumiejąc więcej będziemy zmieniać lub odnajdywać nowe sposoby tej służby, co nie zmienia faktu, że wybierając kierunek jedności i trzymając się tego wyboru na każdym etapie, służymy wszystkim, służymy prawu jedności, służymy sobie nawzajem i to jest coś, z czego każdy z nas powinien być dumny, niezależnie od stopnia ewolucji.

wtorek, 21 listopada 2017

26. Doświadczanie

Zacznę dziś od anegdoty o pewnym słoniu, choć nie myślałam, że opowiem ją tutaj, pasuje jednak idealnie do moich rozmyślań o naturze Boga i całym tym ziemskim eksperymencie.

Któregoś razu, wracając do domu w okresie, gdy pracowałam w Warszawie i pod dworcem centralnym były jeszcze stare podziemia, był tam też pewien sklepik, a raczej kiosk, z duperelami wszelkiej maści. Naszło mnie na kupienie pewnej figurki, która stała gdzieś w tyle, a że wszystkiego było tam dużo, zapytana pokazałam paluchem co mnie interesuje. Po kilku próbach namierzenia tego co chcę kupić wypowiedziałam niezapomniane słowa: „Ten słoń z uszami jak liście”. Sprzedawca spojrzał na mnie tak, jakby było ze mną coś delikatnie nie w porządku, ale ja niezrażona i jakby nie łapiąc kontekstu dokonałam zakupu i pojechałam do domu. Pamiętam, że na miejscu dokonując prezentacji mojej ówczesnej zdobycz i opowiadając co kupiłam usłyszałam, że przecież to jest… łoś. :) Pospolity renifer, czy coś w ten deseń no. Tak… :))

Historyjka ta wróciła do mnie wczoraj, kiedy przypałętał się timeline związany z Magellanem i podróżą dookoła świata. W pierwszej chwili ciężko dopatrzyć się połączenia, lecz skojarzenie przyszło, kiedy czytałam zapiski człowieka, który z Magellanem płynął, opisując co się działo, co widzieli, określając zauważone zwierzęta np. wielbłądem bez garbu, czy rozkładając na części pierwsze kokos.

To, co dzieje się na Ziemii teraz ma bezpośredni wpływ na przyszłość nie tylko nas, ale całego wszechświata. Choć może niektórym ciężko to jeszcze pojąć, cofnęliśmy się w czasie, żeby zmienić bieg wydarzeń, który doprowadził do naszego upadku, ale również upadku innych stworzeń. Cofnęliśmy się po to, żeby odkryć co wtedy poszło nie tak i zastosować inne rozwiązania.

Co więc poszło nie tak? Jest wiele aspektów, które analizujemy po drodze, znajdując odniesienie do np. Elektrycznych Wojen, które miały przeniesienie na wszystkie kolejne konflikty i bieg wydarzeń, zarówno w przyszłości, jak i przeszłości, w której obecnie się znajdujemy. Jednym z nich jest samo źródło tego wszystkiego, intencja Boga, żeby tak się stało. Moim zdaniem, dzisiejszym, intencją Boga było doświadczanie. Po prostu.

Był okres w naszej historii, kiedy ludzkość żyła w edenicznym stanie. Lisa Renee nazywa ten etap rozwoju ludzkiej świadomości Hyperboreanami, z którymi mam duże połączenie. Ci ludzie mieli doświadczenia w ciele, lecz żyjąc bez niskich emocji, chorób, bez śmierci fizycznej (był tylko wybór świadomości), bez zmartwień, problemów jak u nas, bez wojen. Bóg tak postanowił doświadczać wolnej woli, sprawdzając co człowiek jest w stanie stworzyć, mając połączenie z niewyczerpanym Źródłem, posiadając nieskończone możliwości. I wtedy niespodziewanie na ten raj najechano. Ci ludzie nie wiedzieli wcześniej czym jest ból, choroba, wojna, a zaatakowano ich, niszcząc ich świat. Zaatakowano ich planetarny mózg, w wyniku czego nastąpił upadek świadomości, a ich monadyczne ciała straciły połączenie z duszami (lub odwrotnie, jak kto woli).

Kto ich zaatakował? Rasy, które chciały skorzystać z zasobów naszej planety. Rasy, które nie posiadały własnych zasobów, bo zniszczyły podjęły wcześniej szereg działań i np. zniszczyły swoją planetę.

Czy było to złe? Hm. Nie nam to oceniać, ale możemy gdybać, jak zawsze. Bóg, jak wspomniałam wcześniej, chciał doświadczać. Jeśli ludzie mieli wolną wolę i Bóg doświadczał przez nich życia w taki sposób, w takim rajskim świecie, to jednocześnie wolna wola, zgodnie z prawej jedności, dotyczyła stworzeń, które straciły z Bogiem połączenie. Nastąpiło spotkanie dwóch światów. Co poszło nie tak?

Wyprawa Magellana opierała się na podobnych zasadach. Wielkie statki podpływały do wyspy, ofiarując towary i chcąc czegoś w zamian. Jednak ci przypływający mieli również ukryte intencje. Co ważne, każdy swoje. Z polecenia i wsparcia króla wyprawa miała doprowadzić do posiadania niezależnego źródła dostaw przypraw. Magellan podejrzewam miał też chęć odkrywania, z kolei kronikarz chęć obserwowania i prowadzenia zapisków, może też przeżycia przygody. Oczywiście w dużym uproszczeniu. Natomiast ukrytym celem było wprowadzanie chrześcijaństwa mówiąc, że czczenie tego Boga i klękanie przed krzyżem będzie np. chroniło przed piorunami i innymi najeźdźcami. Znając kontekst pochodzenia religii i programu Divide & Conquer, czy ci na statkach byli świadomi swoich intencji? W jakimś stopniu. Czy z ich perspektywy było to złe? Hm. Wyobraźmy sobie przemierzanie tylu mil podczas sztormu i moment dotarcia do celu. Trud był z pewnością wytłumaczeniem ich czynów, z ich punktu widzenia. Czy jednak niewiedza odnośnie głębi motywów ich zachowań (wpływ mind control) tłumaczy te czyny? Z energetycznego punktu nie.

Czy jeśli nasze obecne wybory są dyktowane czymś, o czym nie wiemy, bo jest głęboko ukryte, oznacza to, że nie odpowiadamy za nasze działania lub myśli? Energetycznie nie. I w tym cały ambaras. Niewiedza nie zwalnia nas z odpowiedzialności, za to czyni z nas niewolników, o czym doskonale wiedzą kontrolerzy i nie chcą, żebyśmy zwyczajnie, wiedzieli.

Jeśli Hyperboreanie, będąc w swojej czystej naiwności otwartymi na przybyszów, nie spodziewając się ukrytych motywów, ponieważ techniki manipulacji były im nieznane, zapraszają do siebie intruzów, to czy oznacza to, że odpowiedzialnymi za wszelkie następstwa są zapraszający, czy może zapraszani? Jeśli znamy prawo jedności mówiące o tym, że wszyscy jesteśmy jednym, ale nie znamy zasady mówiącej, że to co do siebie zapraszamy oznacza energetyczna zgodę na to, co sobą reprezentuje, to nadal nie powoduje, że nasze zaproszenie nie będzie miało konsekwencji.

Ludzie na obecnej Ziemii, którzy nie mają pamięci o tym kim są, dokąd zmierzają i jakie prawa rządzą wszechświatem, zapraszając do siebie wszelkiego rodzaju energie (osoby, stworzenia, myśli, sposoby postępowania, rzeczy, itd.) zgadzają się na to, co ze sobą niosą. Jeśli te osoby lub zachowania mają ukryte cele, motywy, pozwalamy im wejść w nasze pole, nasze ciała. Coś na zasadzie popularnej sytuacji z zaproszeniem wampira do domu. Nasze akcje niosą zawsze energetyczne konsekwencje. Jeśli naszym motywem jest np. korzyść materialna, a firma w której pracujemy nie reprezentuje sobą wysokich moralnych czy humanitarnych wartości, zgadzając się na to dajemy pozwolenie, żeby energie związane z tą instytucją były powiązane z nami. Zgadzamy się energetycznie brać w tym udział. Oddajemy jakąś część siebie, tracąc nad nią kontrolę, dopóki nie zdecydujemy inaczej.

Jednak ciężko jest wybrać inaczej, jeśli nie wiemy o tym, jeśli nie znamy tych praw.

Planecie jest potrzebna wiedza, jednak ta jest zablokowana przez zmasowaną kontrolę umysłów większości, trzymając ich w ciemności i dając iluzję życia w wolności. Ukryte motywy rządzą świadomością ludzi, którzy nie mają pojęcia, że mogą wybrać inaczej, ponieważ nie mają pojęcia, że coś takiego ma miejsce.

Jeśli Bóg dał Hyperboreanom możliwość tworzenia, doświadczał przez nich tej kreacji, mógł też dojść do wniosku, że choć on doświadcza przez nich, oni nie doświadczają w pełni jego. Może jednocześnie, będąc kreatywnym, Bóg chciał sprawdzić co się stanie gdy spotkają się dwa światy, czyli tych, którzy nie wiedzą, że mogą wybrać kierunek ponieważ nie znają takiego pojęcia oraz tych, którzy już kiedyś wybrali kierunek, zrywając połączenie z Bogiem. Wybór Hyperborean opierał się na kierunku powrotu do Źrodła, bo był jedynym, który znali. Wybór intruzów był wyborem, który był konsekwencją wcześniejszego wyborów odłączenia od Źrodła. To również była wolna wola, ponieważ w ich mniemaniu nie mieli wyboru. Perspektywa każdego „obozu” zależała od poziomu świadomości. Wszystko natomiast było wolną boską kreacją posiadającą takie same prawa.

Jest też możliwość, że rasa intruzów nie wiedziała o konsekwencjach pierwotnego wyboru podjętego przez ich przodków, co dodaje jeszcze jeden wątek do mnogości opcji ich motywów. Tego dowiemy się kiedyś, lub nie, ponieważ... rehabilitujemy ten timeline swoją pracą :), ale to już materiał na inny odcinek.

Co więc poszło nie tak? Moim zdaniem to kwestia braku wiedzy, braku świadomości Boga? Jeśli nie widzieliśmy innego wyjścia lub nie wiedzieliśmy, że nasze wybory przyniosą dane konsekwencje, nie było możliwości wybrać inaczej.

Bóg jest neutralny w odniesieniu do swoich czynów i swojej kreacji. Pozwolił. Chciał doświadczać i tutaj wracamy do odkrywców i do mojego słonia. Zarówno oni, jak i ja, mieli w sobie chęć doświadczania, chęć obserwacji. Zawsze tak miałam. Obserwować, cieszyć się mnogością kreacji. Taki jest Bóg, tacy jesteśmy my. Patrząc wtedy na tego niewyględnego łosia opisałam to, co widzę. Doświadczyłam, zaobserwowałam, bo nie znałam takiego przedstawienia tematu jak założył sobie twórca. Magellan i jego załoga płynąc przez oceany obserwowała gwiazdy, odkrywała nowe miejsca, gatunki. Doświadczała, a Bóg doświadczał przez nich. I to było i dobre, i złe, i zarazem po prostu było.

Intruzi dostrzegając Gaję również obserwowali i doświadczali, jak każda boska kreacja, z tym że ich program różnił się od ludzkiego programu, więc było to spotkanie dwóch światów. Gdyby kierowało jednymi i drugimi to samo prawo, motywy lub gdyby obydwa obozy posiadały tę samą wiedzę, mogłoby to spotkanie przebiec inaczej, np. pokazano by sobie nawzajem siebie i swoje wynalazki. Tak się jednak nie stało.

I po raz kolejny zapytam: czy było to złe? Perspektywa zależy od świadomości uczestnika całej tej zabawy. Ostateczne wnioski należą do Boga, jednak z racji tego, że historia doprowadziła do upadku tak nisko, że dalej niemal się nie da, i z racji tego, że wróciliśmy tutaj, żeby wyciągnąć wnioski i wprowadzić zmiany, Bóg uznał, że czas na coś innego. Na… nowe doświadczenia :)

Ascencja to bardzo indywidualny wbrew pozorom proces, choć łączy nas ten sam kierunek. I tak jak Bóg doświadczał rożnych ras podczas zasiewów ludzi na Ziemii, tak doświadczał zmian kierunku rozwoju tych raz poprzez rozmaite krzyżowanie, tak teraz doświadcza ascencji poprzez różne stopnie zaawansowania dusz w związku z ich różną genetyką, a co za tym idzie rożne poziomy, sposoby i szybkość działania. Choć różni nas wiele, łączy nas jedno Źródło i teraz jest czas na wyciąganie wniosków i wprowadzanie ich w życie. Choćby takich, że Bóg doświadcza przez nas siebie, a my doświadczamy Boga widząc we wszystkim i we wszystkim Boga.

Ludzie nadal chcą doświadczać, bo i Bóg chce doświadczać ascencji, powrotu do niego swojej własnej kreacji, z tym że każdy z nas znajduje się w innym punkcie, posiada inną genetykę oraz inny program. Niektórzy z nas są podobni, stąd np. moje rezonowanie z tymi, którzy całkowicie zdecydowali się oddać swoje ludzkie życie, żeby służyć jako świadomość jedności. Inni doświadczają nadal trzymając się ludzkich praw, jeszcze inni kompletnie nie wiedzą, że coś się tutaj dzieje i przed nimi przebudzenie. Wszystko jest dokładnie tak jak miało być, ponieważ Bóg właśnie tego chciał, czyli doświadczania rożnych wersji nas, stąd każdy z nas jest indywidualnością, z własnym programem, z własną misją i zadaniami, lecz każdego obowiązują te same prawa i ten sam kierunek, włącznie z wolną wolą.

Nieświadomość ma to do siebie, że się o niej nie wie, dopóki ktoś lub coś nie poszerzy naszej perspektywy. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem jedną z tych, którzy będą mówili o kierunku, sposobach, rozwiązaniach, które dla wielu są jeszcze niezrozumiałe lub których istnienie ciężko będzie przyjąć. Każdy z nas ma swoje własne źródła zmian spojrzenia, czy są to osoby, czy inspiracja czerpana z tekstów, czy własne odkrycia i olśnienia, które pochodzą z wewnętrznej wiedzy, mądrości i pewności, że to jest mój kierunek lub to jest kierunek ludzkości, tylko jeszcze o tym nie wie. Im więcej energii do nas dociera, tym bardziej nasze perspektywy się poszerzają, więc to, co uznawaliśmy za obowiązujące, za chwilę może się zmienić, a im wyższe wibracje, tym szybsze zmiany.

Przejście do HU-2 oznacza, że zostawiamy najniższe gęstości za sobą, a im wyższe wibracje, tym szybciej się wszystko dzieje, ponieważ najwolniej materializacja następuje zawsze w najniższej gęstości, czyli przed naszymi oczami. Przejście do HU-2 to jeszcze większe przyspieszenie wszystkiego, dlatego możemy spodziewać się zmian już niebawem. Im wyższe nasze wibracje, tym mocniejsze popchnięcie, jeśli tylko jesteśmy na to gotowi, a to oznacza duże zmiany dla nas wszystkich, szczególnie tych, którzy z Ziemii już jakiś czas temu zniknęli :) Chciałabym więc podsunąć wam taką myśl, że co wydaje się takie samo, może wkrótce okazać się inne, a co wydawało się pewne, może pokazać nową głębie. Stare sposoby przestaną się sprawdzać. Jakkolwiek by nie było, szanujmy swoje wybory i swoje własne kierunki doświadczania. Bóg tak wybrał, żeby z każdego procesu wynieść coś innego. My zmieniając perspektywę tutaj, pozwalamy sobie samym wyciągać wnioski w przyszłości. My się uczymy, nasze przyszłe wersje uczą się przez nas. My zmieniamy sposoby działania, zmienia się przyszłość nie tylko nasza, ale i całego wszechświata.

Jesteśmy niezwykli jako gatunek i niesamowicie ważni. Bóg doświadcza nas i przez nas, a my uczymy się jak to jest nim być. Szanujmy te doświadczenia i wyciągajmy kolejne wnioski, bo nie ma tutaj granicy poszerzania świadomości. Szanujmy też wybory innych, ponieważ wolna wola nadal nas obowiązuje. Możemy mieć całkowicie odmienne doświadczenia, zupełnie inne sposoby funkcjonowania, z woli Boga, stąd możliwość dzielenia się nimi i wyciągania wniosków, również całkowicie wolna.

Chciałabym zalać was tą neutralnością spojrzenia na wszystkie ludzkie doświadczenia, która przeze mnie dziś płynie, gdy piszę ten tekst. Nie mam tak zawsze (szczególnie gdy rozrywa mnie ból lub atakują z zaskoczenia fałszywymi timelinami jak ostatnio), ale ten punkt zero zdarza się coraz częściej i wiem, że jest to stan, który otoczy mnie niedługo na stałe. Chciałabym móc przekazać to wszystkim już teraz, ale nie mogę. Musicie iść swoją drogą, rosnąc w siłę, zmieniając spojrzenie według własnego rozkładu jazdy. Ja mogę być póki co drogowskazem pokazującym co jest możliwe i czuję, że może nas wszystkich czekać jeszcze wiele niespodzianek. Póki co zostawiam was kochani Odkrywcy z własnymi myślami. Może ktoś gdzieś po drodze znajdzie jakiegoś słonia do pary z moim ;)

piątek, 17 listopada 2017

25. Wiedza

Kontynuując temat wspólnej świadomości, nasza planeta składa się z rożnych warstw, współgrających ze sobą, dokładnie tak jak warstwy naszych ciał ze sobą współgrają. Zarówno jak nasze ciała mają czakry i zbudowane są na takim samym podstawowym wzorze 12 Tree Grid na poziomie materii (ten wzór zmienia się w miarę jak integrujemy większe ilości światła), tak planeta posiada taki wzór podstawowy i czakry, a także szereg energetycznych punktów, jak w przypadku naszych ciał.

Magnetosfera jest naszymi Planetary Logos, czyli powiedzmy, że planetarnym mózgiem, zbiorem informacji, wiedzy, instrukcji odnośnie naszej rasy, planety itd. Aktywność słońca dostarcza nam sekwencje informacji, które przechwytywane są przez magnetosferę i następnie w dużym uproszczeniu przekazywane powinny być do niższych warstw atmosfery aż dotrą do każdego indywidualnego człowieka. Nasza planeta posiada również sieć energetycznych połączeń, oplatających ją całą, które rozprowadzają informacje, a nasze ciała posiadają takie linie również, co powoduje, że te informacje są odbierane przez każdego z nas. Nazywamy je Ley Lines. Jesteśmy wiec połączeni i z planetą, i ze sobą nawzajem, jedną i tą samą siecią, więc… łączy ona wszystkich i wszystko, stąd kolektyw myśli.

Powinniśmy moc bez przeszkód łączyć się z naszym planetarnym mózgiem, jednak kontrolerzy postanowili nam w tym przeszkodzić. Zainstalowano w naszym planetarnym mózgu programy, architekturę, zrobiono dziury, zmanipulowano, co sprawiło, że ludzkość została zamknięta niemal pod kopułą (zerknijcie np. na Frequency Fence) złożoną z sieci nadajników wysyłających do każdego człowieka to, co kontrolerzy chcieli, żeby ludzie wiedzieli, wpływając na każdy aspekt życia. Zostały wyczyszczone prawdziwe wspomnienia odnośnie historycznych wydarzeń, a zamiast tego zainstalowano np. wstawki holograficzne, które ludzie uznali za prawdziwe wersje zdarzeń. Najeźdźcy zrobili wszystko, żeby podbić planetę jak najmniejszym wysiłkiem, korzystając w ich mniemaniu z ludzkiej naiwności, ponieważ ludzie nie posiadali wiedzy odnośnie tego jak działają te struktury, za to oni znali te mechanizm, więc z łatwością mogli je zastosować. W ten sposób wprowadzono brutalne religie, kontrolerzy przedstawili siebie jako fałszywych bogów, wprowadzono programy mind control. Wszystko po to, żeby nas zniewolić i poróżniż ze sobą, a użyto do tego męskiego pierwiastka, którym są myśli (Rod). Naszym zadaniem, miedzy innymi, jest naprawić te wypaczenia, naprawiając sposób myślenia ludzkości, zaczynając od nas samych i tego, co się przed naszymi oczami prezentuje. Nie jest to proste, ponieważ zwyczajnie NIE WIEMY co jest możliwe lub co możemy zrobić, dopóki nie zrobimy kroku w ciemno lub dopóki ktoś nie wywoła w nas czegoś, stąd triggery, które są spotkaniem naszych przekonań z czymś, co poszerza naszą ograniczoną perspektywę, a często wiąże się to z odpuszczeniem czegoś, co wydawało nam się bezpieczne. Stąd emocje.

Moja droga od samego początku opierała się na wiedzy i jej braku. Bolesne dla mnie było to, że WIEM, a jednocześnie nie wiem. Bolesne było poczucie, że jestem jak dziecko, które i chce wiedzieć, i boi się zapytać, bo… nawet nie ma kogo zapytać. Jeśli jest się ofiarą narcyzmu (ja i Twin), gdzie na porządku dziennym jest gaslighting i robienie z nas wariata, mamy ogromny strach, że to z nami może jest coś nie tak. Dołóżmy do tego Twin Flames i mamy w sobie strach nie do przejścia. Dołóżmy Imposter Spirits i mamy punkt bez wyjścia. Musiałam znaleźć w sobie siłę do tego, żeby chcieć wiedzieć, pomimo wszystko, żeby nie odpuścić, choćby mówiono, że oszalałam.

Przez całe moje życie i wiedziałam, i nie. Nie wiem jak inaczej to opisać, ale to jakby ktoś nałożył mi zaciemnienie na większość istotnych rzeczy, a ja widziałam je z drugiej strony, ale nie potrafiłam odczytać. Podejrzewam, że tak może czuć się osoba w śpiączce, czyli słyszy głosy otoczenia, ale ani nie może ich dokładnie zrozumieć, ani nie może przebić się na drugą stronę. Moja wiedza to była wewnętrzna wiedza związana z tym skąd pochodzi moja świadomość, opierająca się na podstawach Prawa jedności, natomiast dookoła mnie toczyło się życie na planecie, której zasad nie znałam. Czułam się jak nie stąd i wielokrotnie powtarzałam, że przydałby się jakiś podręcznik życia na Ziemii. Wszyscy dookoła radzili sobie świetnie (w moim mniemaniu), a ja w swojej naiwności odnośnie ludzkich intencji byłam jak nie stąd.

To samo tyczyło się historycznych faktów (nie chciały mi wejść do głowy) lub wszystkiego co związane z urzędami i administracją, ponieważ znałam świat bez tego wszystkiego, wyczuwałam nieprawdę na odległość i wszystko, co nie było organiczne chciałam trzymać z dala od siebie. Brałam udział w życiu, które prowadziła moja świadomość w materii, jednak wersja mnie, która była wyżej wibracyjna, sięgała już na starcie ponad ograniczenia pod którymi żyli inni ludzie, więc byłam jakby jedną nogą tutaj, a drugą tam. Wiele konceptów zupełnie do mnie nie trafiało, ale w związku z tym, że przez wiele lat filtrowałam to wszystko i nie wypuszczałam (nie wiedziałam, że mam to robić), szłam przez życie na granicy emocjonalnego wybuchu. Jakakolwiek przeszkoda, jakikolwiek konflikt groził łzami lub wybuchem. To dlatego, że te emocje były we mnie skumulowane i tak silne, że gdy już się wydostawały, nie robiłam tego w sposób bezpieczny dla siebie, a taki, żeby wyszło ile się da i przestało boleć. Nie potrafiłam konstruktywnie, logicznie wytłumaczyć dlaczego mam inne zdanie, ponieważ nie miałam podparcia moich wewnętrznych odczuć.

Nosimy w sobie przekonania, które nie tylko uznajemy za coś naszego, ale również takie, które są do nas wysyłane, zaciemniając nam własne osądy. Tak powstaje konflikt wewnątrz nas, czyli nie znamy odpowiedzi na pytanie jak ma być, jaki jest nasz kręgosłup. Posiadamy również zapis wspomnień połączony z emocjami, który mówi nas myli. Jeśli czujemy jako dziecko, że coś jest nie tak i np. protestujemy, ale nikt nas nie chce słuchać, bo uznaje, że to on ma rację lub, że mówimy głupoty uznajemy w końcu, że nasze osądy są błędne i przestajemy protestować, godząc się z tym i kontynuując wewnętrzny konflikt, chowając również emocje z tym związane. W moim dzieciństwie, kiedy jako kilkulatka darłam się wniebogłosy, gdy chciano mi zrobić szczepionkę lub zastrzyk WIEDZIAŁAM że to nie jest ok, ale nie potrafiłam nikomu tego wytłumaczyć. Moje ciało protestowało, a otoczenie interpretowało to jak? Że boję się igły lub jestem niewychowane, lub dodajcie sobie własną interpretację. Co było we mnie? Wszystko :) Wiedza, że zastrzyk nie jest dla mnie dobry, myśli o tym, że zastrzyki bolą, które odbierałam z otoczenia (lęki i wspomnienia innych, bo tak bardzo zasysałam to do siebie) i pewnie jeszcze cała reszta „myśli” innych ludzi. Ściągałam do swojego małego ciała wszystko związane z tym tematem, ale oczywiście nie rozumiałam tego. Zostało więc we mnie zapisane to zdarzenie jako coś bolesnego i wzór: nikt mnie nie rozumie, nie słucha, moje zdanie jest nieważne.

Wszyscy mamy takie wspomnienia, każdy je na swój sposób interpretował, każdy miał swoje własne emocje do nich przypisane. Z takich zdarzeń biorą się też nasze wzory według których postępujemy. Jeśli ktoś nas krzywdzi i potrzebujemy pomocy, a ktoś naszą potrzebę bagatelizuje, utrwalamy ten wzór. Jest krzywdzącym jest rodzic, utrwalamy w sobie ten wzór i jesteśmy idealnym przekaźnikiem programu False Parent, o którym już kiedyś wspominałam.

Gdy uczy się nas, że rodzic lub nauczyciel wie lepiej, tego się trzymamy, tym bardziej jeśli mamy w sobie rany z wczesnego dzieciństwa, kiedy rodzic właśnie taki obraz siebie przedstawiał. Pamiętam jak matematyka lub fizyka nie chciała mi wchodzić do głowy i ostatecznie lądowałam u dziadka lub wujka, żeby mi coś wytłumaczyli. Kończyło się moim płaczem i fochem, a w skrajnych przypadkach konfliktem między nimi samymi, mającymi własne teorie rozwiązania zadania :) Dlaczego? Bo każdy z nas ma w sobie zapisane: musisz wiedzieć, a jednocześnie robione nam jest wszystko, żebyśmy nie wiedzieli, co jest źródłem cierpienia.

Jeśli mamy w sobie wewnętrzny konflikt (wiele możliwości rozwiązania danego problemu, które pochodzą z rożnych timelinów, rożnych wspomnień) czujemy, że nie wiemy, nie jesteśmy odpowiednią osobą do udzielenia jednoznacznej odpowiedzi, wiec albo unikamy decydowania, albo trzymamy się jednego rozwiązania, bo spojrzenie na inne wywołuje dyskomfort i zagubienie, a tego nie chcemy. Ludzie funkcjonujący w zamkniętym świecie świadomości na poziomie 3D, trzymają się perspektywy ograniczonej do tego, co uznali za właściwe i nie są skłonni do bycia elastycznymi. Spotkanie takich osób grozi konfliktem, ponieważ każdy z nich będzie obstawał przy swoim, nie chcąc zobaczyć perspektywy drugiej osoby. Dlaczego? Ponieważ gra tutaj klasyczny program Victim/Victimizer. Jeśli nie chcę być ofiarą, bo to boli, staję się katem. Jeśli nie rozwiązałem swojego wewnętrznego konfliktu, będę obstawał przy tym, co wydaje mi się ok, bo tak jest bezpieczniej. A wszystko z poziomu podświadomości. Drugi program, czyli Divide and Conquer (dziel i podbijaj) jest przeniesieniem konfliktu na szerszy obszar. Jeśli skłócimy jednostki, możemy skłócić też grupy, co prowadzi do większego konfliktu. Jeśli połączymy te dwa programy, gdzie nikt nie chce być ofiarą i każdy chce mieć rację mamy podłoże wojen, gdzie jedna grupa chcąc zapobiec wyższości drugiej grupy, więc staje się prowodyrem konfliktu. W ten sposób kontrolerzy nie muszę wiele robić, żeby ludzie sami ze sobą walczyli i wywoływali cierpienie członków tej samej rasy. Widząc wrogów w sobie nawzajem nic nie zmienimy.

Kiedy spotykamy Twina, spotykamy swoje własne lustro, które pokazuje nam wszystkie działające u nas programy i nierozwiązane konflikty, co zwykle oznacza, że gdy jedno jest ofiarą, drugie staje się katem i na odwrót. To dlatego, że nasza świadomość staje oko w oko z tym, że wewnętrzna prawda jest inna niż to co w danym momencie nam się prezentuje i… wpadamy w panikę. W zależności od tego jaka była nasza indywidualna droga i jaka jest nasza rola tutaj, przedstawiane nam są jak na tacy przekonania, wzory myślenia, coś co uznawaliśmy za znane i za obowiązujące, jako konflikt z kimś z kim nade wszystko nie chcemy być w konflikcie, a to zmusza nas do spojrzenia na nasze wnętrze, co jest tak bolesne, że nasze ciało emocjonalne doznaje szoku. Niektórzy nie mają tak intensywnego oczyszczania ciała emocjonalnego, ja jak najbardziej. Każda konfrontacja mojej wewnętrznej wiedzy z tym, co prezentowało się w mojej rzeczywistości była jak zderzenie z ciężarówką. Skoro czuję jak powinno być, to dlaczego jest inaczej?

Było inaczej, ponieważ musiałam pozbyć się wszystkiego, co blokowało moje postrzeganie świata z perspektywy wyższej niż ta zamglona i emitowana przez kontrolerów rzeczywistość. To tak jakby nałożone zostały filtry na naszą wiedzę, a nam włożona architektura, implanty i przeróżne cuda, które uniemożliwiały jasny odbiór tych informacji. Moja niewiedza wywoływała wspomnienie o zdarzeniach z dzieciństwa, kiedy ja (i Twin) czuliśmy się jak głupki, dosłownie, gdy ktoś traktował nas w taki sposób. Nie chcieliśmy się tak czuć, a tutaj znaleźliśmy się w samym środku kompletnej dezinformacji, gdzie dookoła oraz w nas był jeszcze większy informacyjny chaos.

Bardzo trudno jest rozszyfrować co się rzeczywiście z nami dzieje, skoro nawet materiały odnośnie ascencji zostały zmanipulowane. Nawet wewnątrz naszych kręgów są osoby, na które wpływają kontrolerzy (powtarzając mylące informacje lub utrwalając fantazje), dlatego poruszanie się po wszelkich źródłach należy oprzeć na wewnętrznych odczuciach, a i to nie jest takie proste, jeśli… wpływają na nas ci, którzy wcześniej niż my wiedzą kim jesteśmy i nade wszystko nie chcą pozwolić, żebyśmy zrozumieli kim jesteśmy i jaka jest nasza siła. Od samego początku jesteśmy obserwowani. Można zwariować, delikatnie mówiąc.

W związku z tym, że ascencja potrzebowała trochę zmienić kierunek i potrzebne były uaktualnienia misji, wielu z tych, którzy przez lata informowali i uczyli, w związku z infiltracją, musiało również zmienić kierunek. Nauczyciele, guru, liderzy – nie tędy droga. Proces ascencji opierać ma się na wejściu w siłę każdego z osobna i asystowaniu sobie w tym, dlatego uważam, że nie mamy nauczać, a przynajmniej nie na zasadach jak wcześniej. Potrzebne jest nam dzielenie się doświadczeniami, choćby były niewiarygodne dla innych, ponieważ jest to wtedy otwarta komunikacja, oparta na wzajemnym zrozumieniu, akceptacji siebie i doświadczeń innych oraz jest to także nauka, że nie jesteśmy sami z tymi doświadczeniami, że choć łączymy się tu bardziej, a tam mniej (co wynika z różnej genetyki w każdym z nas, a co za tym idzie innych przeżyć potrzebnych do jej naprawienia), jednak nadal jest to wspólne dla ludzkości doświadczenie. Posiadaliśmy już na Ziemii przewodników, guru, księży, nauczycieli, jednak to czego uczyli albo nie było ich doświadczeniem, albo nawet jeśli było, stawało się narzuceniem ich woli i przekonań. Dzielenie się doświadczeniami jest czymś innym, ponieważ nie mówimy jak ktoś ma myśleć, w co wierzyć, za to dzielimy się naszym spojrzeniem i tym, co przeżyliśmy, co jest autentyczne. Druga osoba nie musi uznać tego za prawdę, może za to wziąć pod uwagę i zobaczyć jak na to reaguje, co przyniesie jej własne wnioski. Choć piszę na blogu o tym czego doświadczam i w jakimś sensie jest to nauczanie, nie prosiłam się o to (biorąc pod uwagę moje wcześniejsze zagubienie, tym bardziej :)), ale przyjęłam taką rolę, żeby pokazać jak to jest być autentycznym. Tak widać wybrałam wcześniej, ale nie chcę być uznawana za kogoś kto jest ponad innymi. Jestem równa wszystkim, a jeśli wiem więcej, to wynik obranej drogi i pracy. Wielu rzeczy nadal nie wiem, nie pamiętam, nie odkryłam, dlatego chciałabym, żebyście tak jak i ja otwierali się na to, że może nie wiemy wszystkiego, może różnimy się czasem, ale to nie znaczy, że musimy ze sobą walczyć lub widzieć jako nierównych sobie. Wyrozumiałość i szacunek są kluczem.

Kiedy pomyślimy, że wszyscy pochodzimy z jednego źródła, więc i świadomość każdego ostatecznie jest taka sama, tylko wymaga usunięcia blokad, welonów zapomnienia, co stanie się w odpowiednim czasie, możemy widzieć w każdym czystą świadomość, zupełnie jak nasza, tylko jeszcze nieoczyszczoną, nieuwolnioną. To stawia nas w punkcie obserwatora, który nie chce ani prostować czyjegoś zdania na siłę, ani nauczać, ani narzucać, ani rozwiązywać problemów za kogoś, tylko dlatego, że rozumie coś inaczej. To również pozwala widzieć siebie jako czystą świadomość, która wymaga czasem innego spojrzenia i skorygowania kierunku, do którego się przyzwyczaiła. Jeśli rozmawiając z kimś czujemy, że jego zdanie lub postawa wywołuje w nas jakieś reakcje lub myśli, możemy zamiast chcąc to naprawić, wyciągnąć wnioski dla siebie. Możemy oczywiście przestawić własne zdanie, zaproponować inne spojrzenie, ale ostatecznie nasze reakcje są wskazówką dla nas, nie reakcje tej osoby.

Czy ja jestem idealna i postępuję zawsze tak, jak opisuję? Pewnie, że nie, bo też jestem człowiekiem i nadal, non stop, pracuję nad timelinami. Działa to tak, że gdy prezentuje się timeline, na moje reakcje wpływa architektura zainstalowana we mnie na tym timelinie, więc pomimo tego, że już zakończyłam proces, obecnie prezentują mi się timeliny, które cofają mnie w czasie i w których czasem muszę zostać wpakowana gdzieś, gdzie tak mnie przemieli i wykręci na drugą stronę, aż wykonam to co jest do wykonania (odzyskam aspekt, fragmenty dusz, usunę architekturę z timelinu dla kolektywu, wyciągnę głębsze wnioski, wprowadzę wzory, itd.). Kiedy moje reakcje zdecydowanie odbiegają od wzorcowego „świętego spokoju” ;), grzebię skąd i dlaczego, aż się dogrzebię. Zdarza mi się zapędzić i oceniam siebie za te myśli lub reakcje, ale bez nich nie wyłapałabym dlaczego się oceniam, na przykład. Chodzi o to, że z każdego zdarzenia, każdej reakcji możemy wyciągnąć wnioski, żeby przestać zachowywać się w dany sposób. Często im dalej w las, tym możemy szerzej zrozumieć skąd w ludzkości dany konflikt i gdzie został popełniony błąd. W moim przypadku wiele jest związane z przekazywaniem wiedzy właśnie. Więc o, nie prosiłam się, a jednak jestem tutaj :) W tym temacie też trzeba sporo zmienić, dla dobra wszystkich.

Jeśli przestaniemy bać się zadawania pytań, przyznając się przed sobą, że nie znamy odpowiedzi, a chcemy znać, otwieramy się na pomoc, która czeka na to, żeby do nas spłynąć. Te rozwiązania i odpowiedzi istnieją w siatce, ktoś już zadawał te pytania i nie ma żadnego wstydu w tym, że nie wiemy. Gdy pozwolimy sobie poczuć się jak dziecko, któremu najlepszy rodzic jakiego może sobie wyobrazić chce pokazać prawdę o świecie, możemy łatwiej otworzyć się na możliwość, że to w co wierzyliśmy, to co uznawaliśmy za prawdę jest inne, jednocześnie zdejmując z siebie stary wzór rodzica, który karcił za niewiedzę lub niewłaściwe zachowanie. Nasze zadanie to nie nauka nowych rzeczy, a usunięcie blokad, które powodują, że nie potrafimy dostrzec naszej prawdy, którą już znamy. Nie musimy się leczyć, nie musimy uczyć, za to potrzebujemy chęci, otwartości i szczerości w stosunku do samych siebie. Jeśli wewnętrznie karcimy się za to, że czegoś nie wiemy, blokujemy sobie dostęp do wiedzy. Wyłapujmy więc nasze reakcje. Jeśli karcimy innych za to, że czegoś nie wiedzą, projektujemy nasz własny konflikt na nich. Dlatego punkt obserwatora i wyrozumiałość jest taka ważna.

W planetarnej siatce zainstalowane są również inne siatki, niektóre są we władaniu Opiekunów, inne we władaniu Kontrolerów. Siatki NRG, Metatronic Reversal, Michael-Mary Reversal, itd. działają w skrócie po to, żeby wprowadzać podziały, emitując krzywdzące programy typu Sexual Misery, False King of Tyranny, co wpływa na to jak myślą ludzie, co powoduje nie tylko konflikty, ale wywołuje podziały miedzy płciami. Siatki te zapobiegają łączeniu się energii męskiej i żeńskiej, uniemożliwiając wewnętrzny Hieros Gamos, a co za tym idzie zewnętrzny również. Jeśli nie ma w nas punktu zero, balansu i harmonii, nie ma ich również w społeczeństwie. Dlatego tak ważne jest, żeby najpierw osiągnąć Hieros Gamos wewnątrz, a następnie przenosić je na zewnątrz. Jeśli nie zjednoczyło się energii wewnątrz, jest się nadal narażonym na manifestację chaosu (bo nasza rzeczywistość pochodzi z tego, co projektujemy na zewnątrz), a to oznacza, że jeśli nie zajmujemy się przede wszystkim sobą, będąc dla siebie rodzicem, mając zrozumienie i cierpliwość względem siebie, będą nam się prezentowały te braki harmonii w kontaktach z innymi. Wybór należy do każdego z nas. Niektórzy potrzebują takich kontaktów, żeby się zmęczyć. Inni wolą przechodzić proces z minimum kontaktu – to zależy od tego jakie mamy do przerobienia tematy i każda droga jest jak najbardziej w porządku, o ile szanujemy wybory drugiej strony :) Warto też pamiętać, że sposób współpracy i kontaktów międzyludzkich również się zmienia, a nasze wcześniejsze wzory i rozwiązania mogą zacząć nas ograniczać, bo... pojawić się mogą nowe możliwości :)

Przejście naszej planety do drugiego harmonicznego wszechświata HU-2 (4D-5D-6D) spowoduje, że wiele architektury, która działała w 3D, przestanie wpływać na ludzi, wiele z blokad przestanie istnieć. Do tego dążyliśmy, na to pracowaliśmy i nadal pracujemy. Jest koniec 2017 roku i ten właśnie moment się zbliża. Pracujemy nad uwolnieniem tego, co jeszcze musi zostać uwolnione i każdy musi wykonać swoją własną porcję, bo i każdy jest ważny, i każdy ma własną drogę wejścia w siłę. Jak można się spodziewać wyłączenie niektórych technologii spowoduje budzenie się większej ilości ludzi, a jednocześnie nierozwiązane konflikty wewnątrz nich znajdą odzwierciedlenie w konfliktach na zewnątrz. Ci z nas, którzy są na czele, będą tymi, którzy będą musieli być spokojem w oku huraganu. Jeśli będziemy mieli w sobie niepokój, będziemy brali udział w chaosie. Im więcej w nas spokoju, tym lżejsze będą nasze doświadczenia.

Korzystając z okazji, chciałabym prosić was o krótką informację, w mailu, komentarzu, jakkolwiek, mówiącą o miastach w których mieszkacie, i Twin, i wy. Każdy z nas jest niczym akupunktura dla planety, ponieważ im wyżej w wibracjach, tym wyżej możemy sięgnąć świadomością i więcej światła zintegrować, omijając ograniczenia serwowane przez kontrolerów. Jesteśmy przekaźnikami tych energii, rozprowadzając je po planecie. Gdy docieramy do 12D i wyżej, jesteśmy w stanie budować bezpieczne ascendujące miejsca. Jednocześnie od naszego umiejscowienia zależy to, co mniej lub bardziej filtrujemy i przerabiamy, co nam ciąży, co nas blokuje, stąd moja prośba. Jeśli uzbiera się spora ilość informacji od was, podzielę się tym info z wami oczywiście. Wystarczy krótka wiadomość z miejscowościami, ewentualnie wasze imiona. Dziękuję z góry :)

P.S. Wasze reakcje i myśli nie są TYLKO wasze. Wszyscy je mają. To takie przypomnienie, gdyby Wam się zdawało, że jest inaczej. Często tak bardzo chronimy się przed tym co pomyśli druga strona, że zapominamy, że każdy znajduje się na tej samej planecie i jedzie na tym samym wózku ;)

czwartek, 16 listopada 2017

24. Związki i demony

Kontynuując trochę myśl z poprzedniego wpisu, biorę na tapetę związki, wszelkie.
Jeśli wiemy, że wzorem jest: nie potrzebuję nikogo, a nikt nie potrzebuje mnie, ponieważ wiemy, że wszystko i wszystkich mamy w sobie, co sprawia, że potrzebujemy czyjejś obecności?

Wzór: całkowita wolność i chęć przebywania z kimś, a nie przymus.
Co widzimy dookoła? Zdecydowanie nie to (do czasu) :)

Rodzina: muszę, bo…
Znajomi: muszę, bo…
Praca: muszę, bo…
Partner: muszę, bo…

Co nam mówi, że coś musimy? Co chce, żebyśmy myśleli, że Twin coś musi? Dlaczego ktoś miałby chcieć, żebyśmy zmuszali się do kontaktu z kimś innym, pod pozorem „tak trzeba”, „tak wypada”, „nie mam innego wyjścia”? Dlatego, że ten ktoś wie co się dzieje, gdy wchodzimy w kontakt ze sobą nawzajem, nie będąc świadomymi, że nasze reakcje powodują konieczność wyrównania energii, a to oznacza karmę, gdy jeszcze nie uwolniliśmy się z tego cyklu.

Jeśli postawimy jednego człowieka z blokadami naprzeciwko drugiego i zaczną rozmowę mając rożne opinie na pewne tematy, a nie znając konsekwencji sprzeczki lub kłótni, będą próbowali udowodnić swoje zdanie i przedstawić własną perspektywę jako właściwą, ponieważ nie wiedzą, że ich zadaniem jest opanowanie ego i obserwacja siebie. Jeśli wchodzimy w sprzeczkę, pozwalamy demonom, które mają do nas dostęp poprzez Houses of ego, na sterowanie nami. Jeśli unosimy się prezentując nasze zdanie jako ważniejsze niż drugiej osoby, zapraszamy te demony do siebie i pozwalamy w nas mieszkać, a to robi z nas osoby, które bardzo łatwo wyprowadzić z równowagi, a z czasem, jeśli powtarzamy takie zachowania trwając w negatywnym ego, często przez wiele inkarnacji, coraz bardziej pozwalamy demonom na wejście w nas, coraz mniej zostawiając miejsca dla światła i połączenia z Bogiem.

Demony jako takie są częścią ludzkiej kreacji, tak jak światło są częścią początkowej iskry stworzenia i tak samo jak ludzie są niewolnikami na tej planecie, będąc zmuszanymi do wykonywania poleceń na rzecz kontrolerów, nie pamiętając, że są wolnymi stworzeniami, bo tak samo jak ludzie, nie posiadają pamięci o swoim pochodzeniu. Imposter Spirits, te wszystkie fragmenty dusz, demony itd. były kiedyś ludzką świadomością, która w wyniku defragmentacji, czasem wyborów danej duszy prowadzących do upadku, rozkawałkowała się tak bardzo, że przestała pamiętać skąd przyszła, więc kontrolerzy zrobili z niej użytek, zmuszając do pracy dla nich, tak samo sterując tamtą świadomością, jak i naszą.

Gdyby nie było kontrolerów, demony pozwoliłyby nam odnaleźć kierunek o wiele szybciej, jednak kontrolerzy wykorzystali je do działania na naszą niekorzyść, czyli wywoływania bólu i cierpienia, a ludzi nastawiając przeciwko demonom, pokazując je jako złe. W momencie, kiedy i jedna, i druga siła widzi siebie jako wroga, nie może współpracować i doprowadzić do punktu zero. Jeśli wypieramy istnienie ciemności, jeśli odpychamy możliwość, że mamy ją w sobie, nie jesteśmy w stanie doprowadzić do neutralności i trwa wewnątrz nas walka, której nie chcemy widzieć. To walka dwóch polarności. Jeśli z góry zakładamy, że to, co widzimy w drugim człowieku nie znajduje się w nas, stawia nas to w pozycji kogoś, kto odrzuca taką wersję siebie, a to powoduje podziały i walkę, wychodzącą poza nas, manifestującą się jako walka w materii, typu ja kontra reszta świata.

Jeśli mamy dwóch wcześniej wspomnianych osobników trwających przy swoich racjach, zamiast próby poszukania w sobie tego, co pokazuje druga osoba i wyciągnięcia wniosków, mamy dwoje ludzi, którzy nie walczą ze sobą nawzajem, a tak naprawdę toczą wewnętrzną walkę rożnych fragmentów siebie. Jedne akceptują, inne nie. To nie jest jedność, to nie nie jest bycie kompletnym.

Naszym celem jest akceptacja tego co mówi, robi druga osoba, bez konieczności chęci zmiany tego zachowania lub zdania. Chcemy, żeby ta osoba mogła mieć odmienne zdanie, tak jak my chcemy mieć wolność odmiennego zdania, ale również chcemy zbadać jak to odmienne zdanie ma się do nas samych. Nasze reakcje myślowe, słowne, emocjonalne, mówią o tym jak traktujemy sami siebie i gdzie mogą być nasze słabe punkty, gdzie czegoś nie dostrzegamy, gdzie są blokady, które pokazują, że nie widzimy siebie i innych jako równych.

Punkt obserwatora to obserwacja swoich reakcji, myśli, emocji w danym momencie, bez oceny typu złe lub dobre. Lisa Renee nazywa to byciem Współczującym Świadkiem. Jeśli postrzegamy nasze reakcje, emocje, myśli jako nie nasze całkowicie, a raczej jako świadomość, jako energia manifestująca się w nas w wyniku danej sytuacji, możemy zbadać czy nam z nimi dobrze, nie oceniając siebie jako złego lub dobrego w związku z tym, że się pojawiły. To daje również możliwość nauczenia się, że nasz punkt widzenia zmienia się wielokrotnie, a to pozwala nie przywiązywać się do danych osądów czy opinii, czyli np. nie kłócić się dla zasady, bo „zawsze trwałem przy tym zdaniu” lub „zawsze tak robiłem”.

Punkt obserwatora to również obserwacja innych, obserwacja sytuacji codziennych, obserwacja konceptów w społeczeństwie, rodzinie, mediach. To pozwala podjąć decyzje co nam nie służy i odłączyć się od tego, kierując się własnymi decyzjami, autonomicznie.

Jednak wracając do demonów, jeśli zaprosiliśmy kiedykolwiek do siebie te siły, nawet nieświadomie, mogą być do nas przyczepione, wpływając na nasze reakcje i decyzje, korzystając z prawa „nie jest świadomy, że może wybrać wolność, więc mu ją zabiorę”. Zgadzając się wejść w ciało na tej planecie, przyjęliśmy na siebie cały bagaż dotyczący jej mieszkańców, zaczynając od linii biologicznej rodziny, a jak wiemy linia rodzinna to wieeeeeeki, a to oznacza miliony wcieleń, a to oznacza… nieskończoną liczbę możliwości jeśli chodzi o zboczenie ze ścieżki pozytywnego ego jakiegoś przodka. Jeśli jesteśmy Twinami, na pewno weszliśmy w linie rodzinne, które są mocno obciążone. Możemy wiec spodziewać się szeregu demonów przyczepionych do rodziny, bo nikt tego nie anulował, nie odwołał. Ludzkość jest kreatywna, więc i nieskończona ilość pomysłów jest w obrębie tego, co można zrobić, żeby się uratować, zdobyć coś dla siebie, itd. Wszelkie klątwy, zaklęcia, oddawanie duszy w zamian za coś, rytuały, magia, to się działo. Nie u ciebie? Hm. Jesteś pewien? Wiesz, co robili członkowie twojej linii rodzinnej w czasach Atlantydy, Egiptu, w czasach krzyżackich wojen religijnych…? Jesteś pewien, że twoja rodzina jest dość zamożna nie dlatego, że kiedyś ktoś uprawiał jakieś czary związane z pieniędzmi? A czy jesteś pewien, że nie złożyliście np. ślubów ubóstwa lub milczenia? Skąd wiesz, że jakiś twój przodek nie uprawiał seksualnych orgii i nie mordował ludzi? Skąd wiesz co siedzi w twojej genetyce, jeśli cię tam nie było i nie masz bezpośrednich wspomnień? Nie wiesz tego, a jednym rozwiązaniem, żeby wyłapać to, że coś jest nie tak i coś ci nie pasuje, jest obserwowanie siebie i swoich reakcji.

Intencje stojące za naszym zachowaniem i reakcjami są bardzo ważne. Intencje te w naszym zakresie możemy zbadać, jednak intencje stojące za tym co nas otacza również należy zbadać, ponieważ jak i u nas nie zawsze są takie, jakie się prezentują, bo taka jest natura Imposter Spirits. Przedstawiają się jako coś innego, niż są w rzeczywistości.

Czy wiesz, że jeśli idziesz do kościoła, zgadzasz się brać udział w tym, co reprezentuje sobą ta instytucja? Oddajesz swoją energię i siłę pośrednikowi, ale czy znasz jego intencje i tego co z twoją energią zrobi?

Czy wiesz, że jeśli idziesz do lekarza, szpitala, bierzesz leki, oddajesz swoją energię i siłę pośrednikowi i że zarówno osoba, jak i instytucja może mieć ukryte intencje odnośnie tego, dlaczego ci pomaga?

Czy wiesz, że jeśli idziesz do szkoły, na studia, gdzie intencje edukowania w dany sposób są ukryte, oddajesz swoją energię i siłę pośrednikowi?

Wiedza duchowa, możliwość samoleczenia, rozwoju, itd. – to mamy w sobie, ale zgadzamy się na pośredników, bo nie mamy pewności odnośnie swoich własnych przekonań, wniosków, wewnętrznej mądrości i wiedzy (nie mówię, że wszyscy wykonujący dane zawody mają złe intencje i mamy np. w momencie kryzysu członka rodziny zrezygnować z leczenia, ponieważ jesteśmy jeszcze w okresie przejścia ze starego w nowe, ważna jednak jest nasza świadomość). Ciężko, żebyśmy ją mieli, skoro z każdej strony mówione jest jak żyć, jak myśleć, czego pożądać. Dodatkowo mamy o sobie niskie mniemanie, ponieważ Imposter Spirits szepczą nam do ucha: jesteś głupi, brzydki, nie zasługujesz, nie dasz rady, nie rób tego, nie rób tamtego. Uznajemy to za własne myśli, własne przekonania, a tak nie jest. To manipulacja, iluzja, w celu odciągnięcia ludzi od ich własnej boskości, od ich własnej siły, bo jeśli nie będzie kogo kontrolować, będzie po wszystkim. I tego właśnie chcemy my :) Uwolnienia się całkowicie.

Intencja z jaką coś robię czy mówię jest niesamowicie ważna. Jeśli nie wiem dlaczego coś robię, nie znam głębi, oddaję czemuś kontrolę. Jeśli np. opiekuję się chorą osobą, ale nie mam cierpliwości lub denerwuje mnie, że muszę to robić, ale nie przyznaję się do tego sama przed sobą, nie ma spójności w moim zachowaniu i intencjach. Jeśli jestem z kimś w związku z ukrytych motywów, okazując uczucia, których nie ma, jestem nieszczera, wiec zapraszam rodzaj demonicznej siły do mojego wnętrza, która rezonuje z takim sposobem działania. Tak jak rezonujemy ze światłem, tak rezonujemy z ciemnością. Jeśli chcę być z Twinem, bo coś mnie dramatycznie przyciąga, ale nie wiem co, oznacza to, że coś mną kieruje i popycha, a ja poddając się temu, oddaję władzę nad sobą komuś innemu, wystawiając się na kontrolę sił, których nie widzę i nie znam. Najlepsze rozwiazanie? Szczerość, prawda, otwartość (zaczynając od szczerości ze sobą i ciągłego poszukiwania odpowiedzi). Nie zawsze się da? No właśnie :) A powinno. Stąd poszukiwania źródła.

Gdy przestajesz bać się demonów, gdy widzisz je jako niewolników i rozumiesz jak działają, możesz wyłapać w których momentach na ciebie działają i postanowić od teraz działać inaczej. Jeśli np. myślisz o kimś źle, wyłapujesz to i postanawiasz, że nie chcesz tego kontynuować, próbując znaleźć w sobie momenty i  źródło tego zachowania względem siebie. Najczęściej to, co myślimy o tej osobie, myślimy i o sobie, lub myśleliśmy w jakiejś inkarnacji, lub przejęliśmy takie myślenie z linii rodzinnej, bo np. ktoś z przodków uznawał takie zachowanie za złe i w momencie śmierci przyczepił się do linii rodzinnej, powodując, że cała linia powtarza taki wzór myślenia – to też się zdarza. I tak jak mówię, nie ma innej opcji niż obserwacja siebie i chęć zmiany swojego postępowania na bycie najlepszą wersją siebie.

Odkąd przestałam odrzucać taką możliwość, odkąd rozumiem jak działają siły sataniczne (fałszywa matka) czy lucyferyczne (fałszywy ojciec), w momencie czyszczenia, raz na jakiś czas, w asyście Aurory otwieram portal, przejście i informuję Imposter Spirits odnośnie ich praw. Pozwalam im na wybór, mogą zostawić nas w spokoju, czyli uwolnić się spod wpływu kontrolerów już teraz lub i tak będą musiały opuścić planetę, z tym, że wtedy ich karma będzie większa.

Nasze reakcje, jeśli przeżyliśmy traumę i musieliśmy wyrobić w sobie mechanizmy obronne, bardzo często są sterowane przez takie demoniczne podłączenia, które lubują się w naszym cierpieniu. Jeśli trauma była tak mocna, że kawałek nas znajduje się za ścianami separacji, czyli nie pamiętamy o jego istnieniu, będą na niego wpływały, ponieważ jeśli odrzucamy siebie, traktują ten kawałek jako niczyj. Jeśli odważymy się spojrzeć na to skąd pochodzą dane myśli, emocje, jeśli mamy w sobie dedykację poznania ich źródła, zostanie one stopniowo uwolnione, a to umożliwi integrację zapomnianego fragmentu z nami i zabranie dostępu do nas demonom i innym stworzeniom, które nie są niczym niezwykłym. Dotyczą nas wszystkich, z każdym miały styczność przeróżne ich odmiany, a strach ma wielkie oczy. Pokonując strach, przestajemy być jego ofiarą i przychodzi zrozumienie. Inaczej jesteśmy nadal niewolnikami.

Wracając do związków, każdy z nich był zawsze po coś, najczęściej żeby pokazać sobie nawzajem takie właśnie miejsca, w które nie chcemy zajrzeć. Jeśli wchodziliśmy z kimś w związek, mając nadzieje na to, że to już na zawsze, biorąc ślub i czekając na „żyli długo i szczęśliwie”, wchodziliśmy w iluzję o związku (tęskniąc podświadomie za Hieros Gamos) i pakując się na minę, mianowicie nie wiedząc, że dana osoba jest tylko na jakiś czas i żeby coś nam pokazać. Związując się „na zawsze”, chcąc posiadać, chcąc mieć pozorne bezpieczeństwo, sami robimy z siebie niewolników. Tak samo jest z rodziną, jeśli mamy niezdrowe przekonania, że coś musimy (a chodzi przecież o uleczenie wzorów), ze znajomymi (o czym już pisałam), czy choćby z pracą (szkolimy się w danym kierunku i chcemy sukcesu, gdy nagle zmienia nam się kierunek zainteresowań, co tłumaczymy wypaleniem, a jest to zwyczajna zmiana wersji nas i integracja wspomnień i talentów z innych inkarnacji).

Nie jest inaczej i w przypadku Twina. To, co raz obowiązywało, zmienia się cały czas, bo i my mamy miliony wersji. W zależności od tego jak duże są nasze kontrakty, tak dużo trzeba będzie wyczyścić, stąd jedni pracują w kontakcie ze sobą, a inni w odosobnieniu, bo kiedy w grę wchodzi taka ilość sytuacji z Imposter Spirits, pozabijanie się nawzajem nie byłoby wcale niemożliwe. Musimy rozumieć, że Twin będący naszym monadycznym bliźniakiem, genetycznie równym, ma w sobie dokładnie to co my, czyli nie możemy powiedzieć: ja taka nie jestem, to on. Nie ma takiej możliwości, za to jest możliwość ukrytych części w nas i jeśli odrzucamy jakąś wersję Twina, odrzucamy też siebie (i przy okazji jedność z ludzkością, i z Bogiem).

Jednak integracja danej "ciemnej" wersji nas nie oznacza chęci kontynuowania danego zachowania. Oznacza obserwację i akceptację, że jakiś aspekt nas jest taki, co nie robi go mniej boskiego. To tylko chęć odwracania wzroku, odrzucenie powoduje separację nie dość, że wewnątrz, to miedzy nami a Twinem, a także miedzy nami a innymi ludźmi, nami a innymi rasami, itd. Kontrolerzy chcą nas dzielić, ale my mamy inne plany :)

Czy to znaczy, że mamy zgadzać się na coś wbrew sobie lub chować się w domu, żeby nie wywoływać żadnych reakcji? Nie, ponieważ kontakty z innymi są nam potrzebne, stopniowo ewoluując, aż taka potrzeba zniknie. Im wyższy poziom rozwoju, tym mniejsza potrzeba przywiązywania się do kogokolwiek. Związki karmiczne są potrzebne do nauki, my natomiast już nauki nie potrzebujemy. Non-attachment, czyli brak egoistycznego przywiązania, jest konieczny do znalezienia swojego kręgosłupa, żeby móc podejmować własne decyzje, oparte o własne przekonania, własne odczucia, niezależnie od opinii innych. Często na początku słyszałam od was, że „Twin powiedział, że w to nie wierzy”, „Twin nie lubi tego”, ale to właśnie jest nasze zadanie, żeby odnaleźć się w tym wszystkim, ponieważ nie możemy opierać się na opinii Twina, czy kogokolwiek innego. Dlaczego? Ponieważ każdy ma własną perspektywę, zmieniającą się na podstawie doświadczeń i emocji. I dlatego też często podkreślam, że macie prawo mieć w nosie moje zdanie. Co nie sprawia, że przestanę myśleć tak jak myślę lub nie zmienię zdania za chwilę, bo wersje mnie są różne, a praca trwa nadal. Ostatecznie chodzi o jedność i wspólną świadomość opierającą się na służbie prawu jedności, a to znaczy, że niezależnie od tego jak krętą drogą, dotrzemy tam gdzie trzeba, każdy w swoim czasie, myśląc jak jedno, ale będąc niezależnymi jednostkami.

Jeśli nie chcemy bawić się z demonami, obserwować trzeba non stop. Męczące? Ja już się przyzwyczaiłam, choć będąc po drugiej stronie czułam się od tego wolna :) Obserwować i wybierać swój autorytet, swoją drogę, to w którym kierunku chcemy podążać, obserwować jak się czujemy, myślimy i czy nam z tym dobrze. I chcieć to zmieniać. Chcieć wracać do centrum, nie trwać w polarności. Być otwartym na inne zdanie, inne spojrzenie, ale znać i swój środek. Czasem nasz środek wydaje się nasz, jednak okazuje się, że zaczyna nas uwierać i trzeba go trochę uaktualnić :) To nic złego. Mówcie mi zmiana. I pomyśleć, że byłam upartym koziorożcem ;)

Sharny powtarza, że miłość to wykrzywienie, polarność. Rozumiesz i potrafisz to zaakceptować kochany czytelniku? High five! Buziaki wszystkim.

23. Wspólna świadomość

Chciałabym dziś trochę refleksyjnie przedstawić miejsce, gdzie błądzą moje myśli od kilku dni, dając wam przestrzeń do własnych przemyśleń i odnalezienia się w tym, co napiszę. Wspólna świadomość.

Zakładając w mocnym uproszczeniu, że wszystko zaczęło się od Boga, który jest Światłem, wyobraźmy sobie piękną białą kulę światła. Postanawia ta świadomość, którą jest ta kula, stworzyć między wieloma innymi kreacjami, nasz wszechświat oraz nas, ludzką rasę, również w dużym uproszczeniu. Oznacza to, że wszystko, co wydarzyło się od początku tej kreacji, wszystko co powstało z tej pierwszej boskiej iskry, zarówno światło jak i ciemność, jest nadal Bogiem, z którego ta pierwsza iskra wyszła. Jest nadal tą samą boską świadomością. Czy to sprawa, że Bóg jest bardziej zły, lub bardziej dobry w zależności od tego co stworzył lub co powstało? Nie. To oznacza, że Bóg jest nadal tą pierwotną świadomością, zupełnie neutralną, ale zawierającą w sobie wszystko. Ma w sobie wszechświat, galaktyki, gwiazdy, planety, stworzenia, również nas. A skoro my jesteśmy pochodną tej iskry, to również jesteśmy Bogiem oraz wszystkim innym, co powstało razem z nami. Co sprawia, że nie widzimy siebie tak jak on?

Światło jest inteligencją, niesie informacje, dociera wszędzie i jest wszystkim, nawet jeśli go nie widzimy. Jednocześnie nie istnieje bez ciemności. Każdy z nas jest indywidualnością złożoną z rożnych proporcji światła i ciemności, co sprawia, że jesteśmy unikalni (jest to nasza osobowość w najniższej gęstości). Im wyżej w wibracjach, im wyżej w wymiarach, tym bliżej nam do Boga, czyli bliżej do jednej wspólnej świadomości i zrozumienia, że nasze istnienie to nie ja kontra oni, a jedno wspólne doświadczenie wszystkich mieszkańców planety, a nawet dalej. Żeby dotrzeć do punktu Zero, do świadomości jedności, należy zrozumieć naturę Boga, czyli to, że jest wszystkim, a przez to my również jesteśmy wszystkim.

Gdy byłam dziewczynką, a później nastolatką, miałam w moim mniemaniu dziwne życie, choć wtedy wydawało mi się chyba, że wszyscy tak mają. Lubiłam obserwować, lubiłam wszystko wiedzieć, ale unikałam doświadczania, jeśli nie było to konieczne. Wolałam patrzeć i wyciągać wnioski, robiąc swoje. Byłam zwykle na uboczu, choć nie unikałam kontaktów z ludźmi jakoś szczególnie. Po prostu wolałam milczeć i obserwować, podczas gdy moi rówieśnicy doświadczali pełną gębą :) Tak swoją drogą dziwnie jest to teraz wspominać, ponieważ ledwo to pamiętam, widząc jako jedno z wcieleń. W każdym razie, w moim dziecięcym otoczeniu w wieku 3 lat, już w przedszkolu, pojawiła się Magda, byłyśmy więc dwoma Magdami, które trzymały się razem. Później zaczęły pojawiać się rożne koleżanki i razem z Magdą przez okres przedszkola, podstawówki i liceum… zamieniały się miejscami. Ktoś powiedziałby: miałaś przyjaciółki. Nie. Zdałam sobie sprawę w pewnym momencie, że koncept przyjaźni przez całe życie był dla mnie niezrozumiały i bardzo ograniczony, ale nie umiałam tego sama sobie wtedy wytłumaczyć, bo nie miałam nazewnictwa i szerszego zrozumienia.

Każda z koleżanek towarzyszyła mi, a ja jej, przez jakiś okres czasu, gdzie niemal stapiałyśmy się w jedno, przejmując swoje zainteresowania, dzieląc pasje i myśli. Po jakimś czasie wkraczały niezrozumienia, niezgody lub przychodziło porozumienie z kimś innym, kto przejmował pałeczkę i zajmował miejsce obok. Nie pamiętam z mojej strony większych żali, że tak się dzieje, natomiast pamiętam rozmowy, że tamta jest taka, a tamta taka, w które byłam wciągana. To co się działo, to była nauka życia na Ziemii, a raczej nauka przejmowania cudzych przekonań i wzorów. Jednym słowem pranie mózgu :) Bo choć miałam inne spojrzenie, czułam, że nie chcę brać w tym udziału, brałam. Dokładnie tak jak w powiedzeniu o krakaniu wron.

Co się jednak działo, to fakt obserwacji w sobie myśli i zachowań, z którymi nie było mi dobrze, typu ocena, plotki. Stąd już wtedy niechęć i wola bycia w samotności częściej niż z innymi, w celu przemyślenia. Nie byłam tego świadoma, nie wiedziałam, że już wtedy procesuję i wyciągam wnioski. Taki był oczywiście naturalny proces ewolucji, z tym, że nie wszyscy to rozumieli, ze mną na czele.

Czym było posiadanie koleżanek na konkretny sezon? :) Asystowaniem sobie w rozwoju. One pokazywały mi siebie, a ja przejmowałam część ich świadomości, ponieważ miałam tę część w sobie, nawet jeśli nie byłam jej świadoma. To dlatego z jedną koleżanką przeszłam etap strojenia się i robienia makijażu, z inną dłubania w ręcznych robótkach, z kolejną bycie chłopczycą, sport i marzenie o nowych adidasach. To nie znaczy, że dopasowywałam się do nich z braku własnej indywidualności. Moja indywidualność doświadczała rożne swoje wersje poprzez odbicie pochodzące od koleżanek. Ja odnajdywałam się w każdej z nich, a one czuły się dobrze ze mną, ponieważ byłam w stanie zrozumieć i wejść w doświadczenia każdej z nich. Dokładnie tak jak Bóg doświadcza poprzez nas, tak ja doświadczałam czyjejś indywidualności, widząc mój związek z tamtą indywidualnością. Byłyśmy zarówno indywidualnymi osobami, jak i jedną, taką samą świadomością, z tym że przejawiającą się w dwóch ciałach, dwóch charakterach, ale coś nas wtedy łączyło. Coś, co było zarówno we mnie, jak i w tej drugiej osobie.

Poszerzając punkty wspólne, łączy mnie ze wszystkimi ludźmi COŚ. To coś oznacza, że znajdę punkt zaczepienia w każdej osobie, nawet jeśli jest to osoba, której zachowanie pokazuje coś zupełnie odwrotnego od mojego. Dlaczego? Dlatego, że Bóg jest wszystkim i my również, więc choćbym miała do czynienia z kimś kompletnie odmiennym ode mnie, jest on mną, a ja jestem nim. Nasza wspólna świadomość może nie być identyczna na poziomie danego spotkania, czyli różnić się mogą nasze doświadczenia, wspomnienia, w zależności od tego co dana osoba pamięta i czego jest świadoma odnośnie doświadczeń wielowymiarowych, ale ostatecznie i tak jesteśmy jedną świadomością.

Każda z koleżanek, a następnie każda z osób, z którymi miałam do czynienia w moim życiu, włączając w to rodzinę, związki miłosne czy innych spotkanych po drodze ludzi, były fragmentami mnie, które asystowały mi w moim procesie, a także którym ja asystowałam. Im większy poziom rozwoju, tym większa możliwość połączenia, tym wymiana i przenikanie świadomości mocniejsze, tym bardziej intensywne i szybsze wyciąganie wniosków. Przeniosłam więc ten wzór również, nadal nieświadomie, na ostatnie 1,5 roku świadomego rozwoju na drodze do ascencji, kiedy to najpierw procesowałam w większości sama, a dopiero na początku tego roku pojawiły się inne osoby i rozmowy.

Każdy z Twinów z którymi spędziłam godziny, dni, miesiące nawet, zlał się ze mną w jedno wspólne doświadczenie, które miało temat przewodni. Jak odkurzacz zasysałam ich perspektywy, a oni moje, z czego musieliśmy się wykaraskać z czasem, a czego nie wiedzieliśmy wtedy. Ostatecznie moja kochana Natalia i Sebastian, którzy byli mi najbliżsi, usłyszeć musieli, że zapaliło się czerwone światło i musimy "zerwać" :) Ludzie, którzy byli mi najbliżsi i za których byłam niezmiernie wdzięczna, musieli z dnia na dzień zniknąć z mojego procesu kategorycznie (do czasu przejścia na drugą stronę całkowicie).

Kiedy ktoś pojawia się w naszym życiu, nie pojawia się przypadkiem. Jednocześnie kiedy my mamy potrzebę kontaktu z kimś, nie jest ta potrzeba przypadkowa (warto zbadać, skąd ta potrzeba pochodzi i do czego nam ta druga osoba jest potrzebna). Mamy w sobie wszystko oraz mamy w sobie blokady, które nie pozwalają nam widzieć siebie i innych jako jedność, równych i boskich. Żeby zobaczyć wszystkich jako równych nam i znajdujących się wewnątrz nas, a także żeby odnaleźć drogę powrotu do Źródła, manifestują się, a raczej sami manifestujemy w naszej bańce rzeczywistości ludzi, którzy pomogą nam znaleźć te blokady, namierzyć je, tudzież przypomnieć sobie skąd się te blokady wzięły, wyciągnąć wnioski i pozbyć się ich. Im wyższy poziom, tym bardziej intensywny kontakt, tym więcej możemy wniosków wyciągnąć. Ostatecznie dotrzeć mamy do punktu, kiedy… nikogo nie potrzebujemy, żeby pokazał nam nasze odbicie, którego nie widzieliśmy wcześniej (nawet Twina), a to oznacza, że dogłębnie rozumiemy, że całą ciemność i całe światło mamy w sobie, zjednoczyliśmy je i widzimy te dwie siły jako równe, neutralne i potrzebne do kreacji na planie ziemskim, ale zjednoczenie których pozwala poznać czym jest jedność.

Ostatnie dłuższe rozmowy z kimkolwiek odbywałam pod koniec lipca i w ten sposób dotarłam do punktu, gdzie czułam, że nie potrzebuję nikogo, że wszystko i wszystkich mam w sobie, że jestem kochana, że jestem wartościowa, że mogę po prostu swoim istnieniem być zmianą tutaj. Był to okres, kiedy w tej samotności wchodziłam po stopniach ku 12D, ku Unity Body i kiedy przeszłam na drugą stronę. Nic nie jest w stanie opisać wrażeń, nie ma słów które mogłyby wyrazić jak się wtedy czułam. Byłam wszystkim, nie czułam żadnych niskich emocji, byłam w uniesieniu, ale stabilna i choć nic nie musiałam, to ogromnie dużo chciałam. Nie potrzebowałam Twina, ale wiedziałam, że jest i będzie. Byłam jednością ze wszystkimi, nie widząc między nami żadnej różnicy, akceptując wszystko takie jakie jest. W takim stanie założyłam tę wersję bloga.

Od tego czasu, jak to tłumaczy Sharny, a ja się z nią zgadzam, realizujemy nasz kontrakt jako pierwsza fala i jako Ascended Masters robiący poziom 4, przygotowując drogę dla tych, którzy idą po nas, dla kolejnych fal, które dzięki temu nie będą musiały wpadać w pewne pułapki, będą miały trochę łatwiej, bo ich kontrakt nie przewidywał tego, co nasz. Ci idący po nas, poziom 2 i 3, przechodzą proces prawdopodobnie tak, że wchodzą do góry, stopniowo, najczęściej wspólnie z Twinem, a gdy tam dotrą, wracają tu w uniesieniu i tak już zostaje. My robimy to inaczej, mianowicie robimy wszystko na raz w bardzo krótkim czasie, doświadczając, ucząc się, chroniąc się przed intensywnymi atakami, docierając do 12D wcześniej i kończąc proces, jednak powracają mając Unity Body jakby „w zanadrzu”, nie wchodząc w nie do czasu, aż w imieniu kolektywu wykonają pracę dla innych, rozumiejąc co to znaczy być jednym.

Tak właśnie się dzieje od sierpnia. Odkąd wróciłam z blogiem zaczęły pomału wracać kontakty z innymi. Dlaczego? Dlatego, że choć już zakończyłam proces, miałam obserwować dalej i czyścić to, co do mnie przyjdzie, co zauważę u innych, a co odbije się we mnie. Wróciły timeliny, które musiały zostać wyłapane, wróciły więc osoby, które coś mi pokazać miały, a których odbicia mówiły mi o tym jak myśli w jakimś aspekcie kolektyw i co jeszcze jest do wyczyszczenia (oraz przypominając jak ja myślałam czasami).

Ostatnią z osób, która towarzyszyła mi w ostatnim czasie jest Małgosia, której włączyłam czerwone światło dwa dni temu. Dlaczego? Dlatego, że towarzyszyłyśmy sobie, wykonałyśmy bardzo dużą pracę, ale z rozmów raz na jakiś czas zrobiły się rozmowy wielogodzinne, zaczęłyśmy się jak poprzednio z innymi scalać coraz mocniej i pojawiło się zmęczenie. Zaczęłyśmy widzieć w sobie odbicia siebie ponieważ wymieniałyśmy się intensywnie energiami przez co pojawiły się różnice zdań i był to sygnał dla mnie, że czas się temu jeszcze głębiej przyjrzeć. I choć nasz kontakt włączał wyciągnięcie na wierzch naprawdę dużego „czegoś”, musiałam podjąć decyzję, że czas na wnioski. Dokładnie tak jak poprzednio.

Przez całe moje życie i ja, i Twin, mieliśmy w sobie chęć pomocy, świadomą i podświadomą, która miała wiele poziomów. On służył ludziom choćby w swoim zawodzie, ja byłam jak jeden wielki filtr i odkurzacz ludzkich emocji i problemów. Przez to, że od najmłodszych lat mieliśmy w sobie to pomaganie, nie nauczyliśmy się stawiania zdrowych granic, bo nikt nas tego nie nauczył (bo kto miałby wiedzieć jak to działa?). W wyniku tego albo poddawaliśmy się temu co nam robiono, albo kopaliśmy i wyrywaliśmy się jak dzieci, nie potrafiąc powiedzieć nie w harmonijny sposób. Ostatnie rozmowy z Małgosią doprowadziły do tego, że zaczęłam mieć sny związane z nią i jej Twinem (przekładane na moje własne uczestnictwo w nich), wyciągnęłam aspekt związany z nimi na światło dzienne oraz odkryłam pochodzenie mojej zdolności bycia „filtrem”, a także powód dla którego miałam tak mocny problem z oceną i stawianiem granic. Wszystko to było po to, żeby wykonać pracę dla kolektywu, ponieważ moje odkrycia są wprowadzane jako wzór dla innych. Wprowadzam wzór tego jak powinno być, usuwając blokady. Można powiedzieć, że robię przegląd ludzkich wersji patrzenia na dany temat, docierając np. do czasów Egiptu, żeby ostatecznie stwierdzić: to mnie blokowało, a więc i innych, dlatego oryginalna świadomość jest taka i taka. Odkopuję i uwalniam fragmenty, które zostały wykrzywione, zmienione lub do których dotarcie wymagałoby przejścia przez np. demony lub pułapki mind control. Sama się w nie pakuję w ten sposób, ale jednocześnie wchodzę w tak w swoją siłę i wypełniam swój kontrakt.

Jednocześnie, i to też ważne, zrozumieć musiałam, że moja wiedza nie powoduje, że mam ją projektować na kogoś, wyręczać, podsuwać rozwiązania, wykonywać pracę za kogoś, a tak się zdarzało, czy z Twinami, czy z bliskimi. Często myślałam, że skoro mam wiedzę to muszę uświadomić innych, że skoro wiem jak powinno być, to mogę powiedzieć: rób to inaczej i ta osoba powinna zmienić kierunek. Podświadomie filtrowałam emocje i chciałam rozwiązywać problemy za innych, a nie tędy droga, ponieważ w ten sposób odbiera się innym ich własną umiejętność wejścia w siłę, oceny sytuacji, wyciągnięcia wniosków, przejścia ścieżki ewolucji.

Moja zdolność „wciągania” na siebie świadomości oznaczała, że w zależności od tego co do mnie „przyleciało”, chciało żebym myślała według tej świadomości. Moim zadaniem, za każdym razem, było wyłapanie blokad, nieprawidłowości w odniesieniu do mojego kręgosłupa i ostatecznie powrót do centrum.

I tutaj docieramy do wspólnej świadomości. Dotarcie do poziomu Godhead wymaga ode mnie stosowania wiedzy, którą otrzymałam. Wiedza jak powinno być i jak powinnam się czuć to mój kompas. Jeśli tak się nie czuję lub nie myślę, oznacza to, że czas na zbadanie, a to oznacza… pracę 24/7. To również zrozumienie, że ocena siebie, sytuacji, zachowania innych ludzi, choć nie jest moim naturalnym stanem w Unity Body, jest konieczna do zbadania tego jak się czuję z danymi myślami, czy emocjami. Bez oceny z kim ma do czynienia i bez widzenia w innej osobie czegoś, co nie pasuje mi we mnie (czyli odbiega od wzoru myślenia Christos), nie byłabym w stanie wykonać pracy, którą robię. Jednocześnie bez wzięcia na siebie wszystkich ludzkich zachowań i myśli, które prezentują się przede mną jako moje i nieodseparowane ode mnie, ale jako część mnie, bo część wspólnej ludzkiej świadomości, nie byłabym w stanie poczuć i chcieć pracować na rzecz wszystkich nas. Nie mówię: to nie moje, choć bywa, że niewygodnie jest mi z tym, co odbieram, dlatego szukam odpowiedzi, non stop. Tak samo jak nie widzę mnie i Twina jako jedno, a reszty jako coś oddzielonego od nas. W ten sposób nie pomogę ludziom, bo to nadal podział. Oczywiście, że tak myślałam w jakimś punkcie mojego procesu i oczywiście, że prezentuje mi się to raz na jakiś czas nadal, ponieważ cześć kolektywu tak o sobie i Twinie myśli, a ja to odbieram i wywalam, nadal jak wielki odkurzacz. W kółko i w kółko, aż przejdę na emeryturę ;)

Nie jesteśmy tu dla siebie. Nie jesteśmy tu jako my kontra reszta świata. Choć idziemy przez timeliny jako wojownicy, to wszystko sprowadza się do tego, że każda ciemność i każde światło jest w nas. Nie da się dotknąć najwyższego światła bez poznania najgłębszej ciemności. Zrozumienie przychodzi poprzez doświadczenie, a jednocześnie wiedza zobowiązuje do służby innym. Moje pomysły, moja świadomość pochodzi ze wspólnego kolektywu stworzeń, które służą prawu jedności, a to oznacza, że wielokrotnie nie będę rozumiana przez tych, którzy jeszcze mają w sobie blokady, programy, itd., a których nie widzą, bo taka jest natura kontroli umysłu, że się o niej nie wie, aż zdarzy się jakiś katalizator, który wyciągnie ją na wierzch. To tak jakby między projektowaną z poziomu Godhead świadomością, a odbiorem jej w ciałach każdego z nas były przeszkody, zniekształcające odbiór, zakłócające komunikację i zrozumienie. Dotarłam do punktu czucia jak to jest być od tego wolnym i teraz wyłapuję timeliny i zachowania manifestujące się u ludzi dookoła, niezgodne z tą czystą świadomością, której doświadczyłam, a której wzór mam w sobie. Czy to znaczy, że mam wytykać palcem i komentować zachowanie ludzi? Nie, ponieważ jeśli blokady są schowane, nie są w stanie ich dojrzeć w sobie, więc powiedzą: to nie moje, to nie ja. Co mogę? Wyłapać, usunąć, oczyścić, zrobić to co zawszę, dla wspólnego dobra i asystować danej osobie, trzymając miejsce, aż dotrze do niej to co ja zauważyłam wcześniej. W ten sposób moje wnioski prędzej czy później dotrą do wszystkich, ale praca musi być wykonana przez nich również, na tyle, na ile przewiduje to ich indywidualny kontrakt.

Czy zawsze jest różowo? Nigdy :) Choć zakończyłam proces, cofam się w czasie w obrębie swojego rozwoju, zapędzając się tam, gdzie czeka na mnie pułapka, żeby ją usunąć dla dobra wszystkich, a to oznacza stare reakcje, które muszę opanować i stare wzory, które muszę wyłapać, zmieniając je dla innych, którzy będą szli w moje ślady. Potrzebny jest w każdej chwili punkt obserwatora, dla każdej emocji i myśli, które widzę w sobie. Bywają momenty, gdy mam dość, jak można się domyślić. Nie jestem niezniszczalna, nie mam wyłączonych emocji dopóki nie wejdę w Unity Body, właśnie dlatego, że emocje pozwalają mi wykonać pracę. Te cholerne, upierdliwe płacze i ból są tym, czego planecie potrzeba, a ja jestem jednym z filtrów, które mogą to zrobić. Jednak choć wykonujemy pracę i rozumiemy jej znaczenie, choć jednocześnie większość ludzi nas jeszcze nie zrozumie, zawsze i przede wszystkim musimy znajdować balans w tym chaosie i wybierać przede wszystkim siebie, mówiąc o swoich potrzebach i stawiając siebie na pierwszym miejscu, nie dając się wciągnąć w stare wzory. Zakończenie rozmów z Małgosią to dla mnie sygnał, że docieramy do finiszu. Tak jak w lipcu, koniec rozmów sygnalizuje powrót na samotną ścieżkę, choć jak zwykle wiedząc, że nie jestem sama. Chodzi o to, że nasz proces jest zawsze samotnym procesem, ponieważ tak jak i się rodziny, jak umieramy, tak i ascendujemy sami, asystując sobie w każdym z tych przejść nawzajem. Czuję, że zbliżamy się do czegoś wielkiego.

To co napisałam dla każdego z was będzie miało inne przesłanie. I cieszę się niezmiernie, że mogę wam w tym asystować.